piątek, 21 listopada 2025

Maroko – dzień 10 – Sidi Ifni i Legzira









Dzisiaj dojechaliśmy do miasta Legzira, które położone jest na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego. Nasz hotel położony jest praktycznie na plaży. Ale zanim do niego dojechaliśmy, to musieliśmy pokonać ponad 400 km. Niedługo po wyjechaniu z Tazenakht zatrzymaliśmy się w miejscowości Dogadir, położonej w regionie, który słynie z uprawy szafranu. Uprawa szafranu w Maroku koncentruje się głównie w regionie Taliouine, położonym na południowych zboczach Atlasu Wysokiego. To właśnie tu panują idealne warunki dla krokusa uprawnego – suche, słoneczne dni, chłodne noce i gleby na wysokości ponad 1200 m n.p.m. Produkcja odbywa się niemal wyłącznie w małych, rodzinnych gospodarstwach Amazighów, którzy od pokoleń stosują tradycyjne metody uprawy. Zbiór kwiatów ma miejsce raz w roku, jesienią, tuż o świcie, a każde z trzech czerwonych znamion jest wyjmowane ze środka kwiatu ręcznie, co sprawia, że szafran pozostaje najdroższą przyprawą świata. Marokański szafran jest znany z wyjątkowej jakości i intensywnego aromatu. W regionie działa wiele kooperatyw wspierających lokalnych rolników. Właśnie w jednej z takich rodzinnych fabryczek zrobiliśmy sobie postój. Oprócz przerwy na toaletę, mogliśmy zobaczyć krótki filmik o tym, jak uprawia się szafran, a właściciel sklepiku pokazał nam, w jaki sposób uzyskuje się go z kwiatów krokusów.

Potem przejechaliśmy przez góry Antyatlasu i kontynuowaliśmy naszą podróż nad ocean. Po drodze mieliśmy jeszcze postój na lunch, a potem pojechaliśmy zwiedzić miasteczko Sidi Ifni. Jest to urokliwe miasto położone nad Oceanem Atlantyckim. Powstało dopiero pod koniec XIX wieku, ale ma bogatą historię kolonialną – było ono hiszpańską enklawą aż do 1969 roku. Charakterystyczna architektura Sidi Ifni, zwłaszcza budynki w stylu Art Deco, wciąż przypominają o tym okresie. Jednym z ciekawych zabytków jest latarnia morska zbudowana w latach 1936–1949.

Przed godziną 18:00 dojechaliśmy w końcu do naszego hotelu w Legzirze. Okolice Legziry to dzika i bardzo malownicza część wybrzeża Maroka. Samo miasteczko jest bardzo malutkie, usytuowane w wąskiej zatoczce pomiędzy klifami i składa się właściwie z samych hoteli. Tutejsza plaża słynie z pięknych, czerwonych klifów i naturalnych łuków skalnych, które powstały poprzez erozję morską i wiatrową. Jeden z najbardziej znanych tutejszych łuków zawalił się niestety w 2016 roku z powodu działania fal i erozji. Jednak mimo zawalenia się części formacji skalnych, Legzira wciąż jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej instagramowych miejsc na marokańskim wybrzeżu. Plaża jest tutaj szeroka, szczególnie podczas odpływu, piaszczysta (oprócz bezpośredniego sąsiedztwa klifów), a zachody słońca nad czerwonymi klifami dają niesamowite i niepowtarzalne widoki. Jest to także miejsce bardzo chętnie odwiedzane przez surferów – tutejsze duże fale zachęcają do nauki oraz uprawiania tego sportu.

Od razu po zostawieniu rzeczy w pokoju przebraliśmy się i poszliśmy na plażę. Najpierw poszliśmy do oddalonego o kilkaset metrów pięknego mostu skalnego i znajdujących się za nim bardzo ładnych klifów. Po sesji zdjęciowej wróciliśmy z Ulą na plażę przy naszym hotelu i poszliśmy się kąpać w oceanie. Woda była zaskakująco ciepła, jak na tę porę roku. Nie mieliśmy żadnego problemu z wejściem do niej i już po chwili mogliśmy bawić się w tutejszych falach.

Po kolacji w końcu mieliśmy czas na to, żeby usiąść sobie spokojnie z Magdą i Michałem na tarasie i rozegrać kilka partii „tajniaków”. Jutro rano wyjeżdżamy nieco później niż zwykle, więc będziemy mieli czas, żeby pospacerować po plaży i raz jeszcze wykąpać się w Atlantyku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz