Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 grudnia 2014

Lazurowe wybrzeże zimą - podróż













Kolejna podróż. Tym razem w dobrze mi znane rejony - czyli do mojej siostry do Nicei. Choć wyjazd nie jest taki "zwykły" jak zawsze, bo pierwszy raz jedzie ze mną M. Samochód pełen. Oprócz mnie i M. jedzie jeszcze moja mama i K. oraz Łezka. Podróż mija spokojnie i bez żadnych przeszkód na drodze. Tak jak zazwyczaj zatrzymujemy się na Przełęczy San Bernardino w Szwajcarii, żeby trochę popodziwiać piękne widoki. W tym roku do Nicei jechaliśmy przez centrum Bregencji, wzdłuż Jeziora Bodeńskiego, bo nie chciało nam się kupować winietki na Austrię. Powrót już był "normalny", czyli autostradą.

środa, 23 kwietnia 2014

Wielkanoc w Nicei













Szalony pomysł wcielony w życie. Wielkanoc spędzona została przeze mnie, mamę i Łezkę wśród rodziny w Nicei. Ale zanim opiszę naszą wyprawę, to jeszcze nawiążę do skasowanego wcześniej wpisu. Odkryłem wspaniałą opcję zabezpieczania wpisów hasłem no i z niej skorzystałem, a wpis mógł pozostać na stronie bloga :). No to wracamy do wyjazdu...

W podróż ruszyliśmy w środę po południu, około 17.00. Zdecydowałem się jechać przez cały czas autostradą A2 na Berlin, a potem na południe Niemiec, do granicy z Austrią i Szwajcarią. Stamtąd już standardowo, przez przełęcz San Bernardino, potem Lugano, Mediolan i do Nicei. Droga minęła szybko i przyjemnie. Przez cały czas mieliśmy bezchmurną pogodę. Na spanie zatrzymaliśmy się raz i to tylko na godzinkę, gdzieś na parkingu w Niemczech. Miłą przerwę mieliśmy rano, na przełęczy San Bernardino w Szwajcarii. Słoneczna pogoda, temperatura -5 stopni, ale za to przepiękne widoki na ośnieżone jeszcze alpejskie szczyty. Łezka miała zabawę z gryzieniem śniegu, a ja porobiłem kilka zdjęć. Do Nicei dojechaliśmy o 13.30.

Pierwsze 2 dni spędziliśmy w domu. A. i E. pracowali, L. pojechał z dziewczyną do Amsterdamu (odwiozłem go w czwartek na lotnisko), jedynie K. był z nami. Jedynymi atrakcjami tych dni było wyjście z Łezką na plażę, na której bawiła się i latała za kamieniami. Do wody jednak wchodzić nie chciała - bała się a poza tym było... zimno i pochmurno. Wieczorami graliśmy w belota i gadaliśmy. Więcej czasu dla siebie mieliśmy dopiero w niedzielę i poniedziałek, kiedy A. i E. nie pracowali.

W niedzielę wszyscy wybraliśmy się do parku Estienne d'Orves, który znajduje się niedaleko Madeleine. Łezka mogła się wreszcie wylatać i spokojnie załatwić swoje potrzeby, co było trudne na zabetonowanej Madeleine. W poniedziałek rano poszliśmy nad morze z zamiarem wykąpania się. Ponieważ nadal było zimno i pochmurno, nie wiedzieliśmy, czy odważymy się wejść do zimnego o tej porze roku morza. Udało nam się jednak przemóc niechęć i chłód i wszyscy się wykąpaliśmy. Nawet Łezka weszła do wody. Po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu położyłem się na 2 godzinki zdrzemnąć i około 17.00 ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

Wracaliśmy początkowo tą samą drogą, tylko tym razem postanowiliśmy wracać przez Wrocław i Łódź, aby ominąć płatną autostradę A2. Choć po drodze czasem troszkę padało, to podróż znów minęła nam spokojnie. Tym razem jechaliśmy kilka godzin dłużej, bo spaliśmy na parkingu w Niemczech aż 3 godziny, no i w Polsce był odcinek bez autostrady. W domu byliśmy około 16.00.