Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 czerwca 2023

Wycieczka z 8b - Dzień 2 - Praga










Cały dzisiejszy dzień spędziliśmy w stolicy Czech – Pradze. Jechaliśmy przez Szklarską Porębę i przejście graniczne w Jakuszycach. Już po stronie czeskiej, w Harrachovie mogliśmy zobaczyć nieczynną już obecnie mamucią skocznię narciarską.

Do Pragi dojechaliśmy około południa. Do tej pory zawsze zaczynałem zwiedzanie Pragi od Hradczanów. Tym razem nasza przewodniczka umówiła się z nami nieco wyżej – przy Klasztorze na Strahowie, a później poprowadziła nas nieco inną drogą niż ma to miejsce podczas większości standardowych wycieczek po Pradze. Mimo tego zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze punkty w mieście. Dzięki temu miałem okazję zobaczyć stolicę Czech z nieco innej perspektywy niż to miało miejsce do tej pory.

Klasztor na Strachowie zaliczany jest do najstarszych istniejących klasztorów premonstratensów (norbertańskich) na świecie. Norbertanie to zakon rzymskokatolicki założony w 1120 roku przez św. Norberta z Xanten, w miejscowości Prémontré koło Laon we Francji. Na jego terenie znajduje się cenna biblioteka klasztorna i galeria obrazów, jedna z najważniejszych środkowoeuropejskich kolekcji malarstwa gotyckiego, sztuki rudolfińskiej, malarstwa barokowego i rokokowego. Tutejszą atrakcją jest też m.in. klasztorny browar, który warzy własne piwo. Sprzed klasztoru roztacza się przepiękna panorama na prawie całą Pragę. Z punktu widokowego przeszliśmy na Plac Pohořelec, który jest dawnym przedmieściem Hradczan, a następnie, idąc częściowo podcieniami, poszliśmy w kierunku zamku, mijając po drodze Pałac Czerniński - siedzibę MSZ Czech, Loretę - kompleks barokowych budynków sakralnych, renesansowy budynek Pałacu Schwarzenbergów i Pałac Arcybiskupi.

W końcu dotarliśmy przed zamek. Oczywiście przewodniczka tak poprowadziła naszą wycieczkę, żeby znaleźć się przed zamkową bramą akurat w czasie zmiany warty. Po jej obejrzeniu i obowiązkowej sesji zdjęciowej na kolejnym punkcie widokowym przy zamku przeszliśmy przez zamkowy dziedziniec do Katedry św. Wita. Katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha (bo tak brzmi pełna nazwa tej świątyni) to jedna z największych i najpiękniejszych gotyckich katedr w Europie. Przechowywane są w niej klejnoty koronacyjne, a w podziemiach katedry znajdują się grobowce czeskich królów. Katedra uważana jest za symbol duchowy państwa czeskiego.

Po wizycie w Katedrze skierowaliśmy się w na III Nadworski Plac Zamkowy (Trzeci Dziedziniec) i zamiast iść, jak większość wycieczek, na Złotą Uliczkę, zeszliśmy schodami w dół do zamkowych ogrodów. To kolejne miejsce, w którym jeszcze nie byłem, gdyż w czasie poprzednich pobytów w Pradze zawsze szliśmy przez Złotą Uliczkę albo koło niej. Po  krótkim odpoczynku na kolejnym już punkcie widokowym, o wdzięcznej nazwie Plečnikova Vyhlídka, przeszliśmy wzdłuż Ogrodów na Wałach w kierunku Pałacu Lobkowiczów, Czarnej Wieży i Starych Zamkowych Schodów, których jest tutaj ponoć dokładnie 100.

Gdy już zeszliśmy schodami z Hradczanów, to zatrzymaliśmy się na chwilę przy toaletach i małej fontannie-wodopoju o śmiesznej nazwie Pítko Klárov. Potem weszliśmy na chwilę do XVII‑wiecznych ogrodów przy siedzibie czeskiego senatu. W tym urokliwym i zacisznym miejscu w samym sercu miasta również byłem po raz pierwszy. Największą atrakcją parku, poza samym ogrodem, są niewątpliwie ogromne karpie pływające w tutejszym stawie oraz paw albinos.

Obowiązkowym punktem każdej wycieczki w Pradze jest przejście przez Most Karola. Most ma prawie 516 metrów długości i około 9,50 metrów szerokości. Jego 17 łęków spoczywa na 15 filarach. Jest to najstarszy zachowany most kamienny świata o tej rozpiętości przęseł. Początkowo nazywano go Kamiennym lub Praskim Mostem. Nazwa Most Karola przyjęła się dopiero od mniej więcej 1870 roku. Do 1741 roku był jedynym mostem na Wełtawie w mieście. Most jest obecnie otwarty tylko dla ruchu pieszego, choć dawniej kursował po nim tramwaj konny, w latach 1905‑1908 tramwaj elektryczny, a do 1965 ruch samochodowy. Zazwyczaj na moście panuje ogromny tłok i łatwo się na nim zgubić, szczególnie jeżeli idzie po nim wycieczka. Dzisiaj jednak było na nim wyjątkowo mało osób, więc mieliśmy trochę szczęścia.

Z Mostu Karola poszliśmy już w kierunku Rynku Starego Miasta. Nie szliśmy jednak, jak większość wycieczek, ulicą Kralovą, tylko przeszliśmy przez Klementinum, czyli barokowy budynek dawnego kolegium jezuickiego, w którym obecnie mieści się Biblioteka Narodowa, uważana za jedną z najpiękniejszych na świecie. Do biblioteki nie wchodziliśmy. Wyszliśmy z kompleksu wprost na budynek Nowego Ratusza, skąd skierowaliśmy się już pod budynek Ratusza Staromiejskiego, na ścianie którego znajduje się słynny praski Orloj, czyli zegar astronomiczny. Ponieważ zbliżała się już godzina 13, to obejrzeliśmy krótki pokaz odbywający się o każdej pełnej godzinie i poszliśmy w kierunku ulicznego marketu na ulicy Havelskiej, gdzie dzieciaki dostały czas wolny na zakup pamiątek.

Ostatnim punktem zwiedzania Pragi był oczywiście Rynek Starego Miasta na którym stoi kolumna morowa i wielki pomnik Jana Husa. Weszliśmy też zobaczyć wnętrze XIV‑wiecznego Kościoła Marii Panny przed Tynem z charakterystycznymi 80-metrowymi wieżami.

Z Rynku udaliśmy się już w kierunku parkingu, na którym umówiliśmy się kierowcą naszego autokaru. Przeszliśmy jedną z najbardziej reprezentacyjnych ulic Pragi – ulicą Paryską, przy której znajdują się sklepy najbardziej ekskluzywnych marek z całego świata. Tutaj również znajduje się dzielnica żydowska i Synagoga Staronowa, obok której przechodziliśmy idąc w kierunku mostu Svatopluka Čecha, z którego roztacza się kolejna ładna panorama stolicy Czech. Zaraz za mostem wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w kierunku Polski. Jednak wyjazd z Pragi zajął nam sporo czasu, gdyż trafiliśmy na popołudniowe korki. Gdy już wyjechaliśmy z miasta zrobiło się luźniej i dalsza droga powrotna do Karpacza minęła nam już spokojnie.

sobota, 12 lipca 2014

Wycieczka w Góry Stołowe i do Czech (część 3)














W czwartek musieliśmy wstać i wyjechać bardzo wcześnie. Nie było to łatwe, zwłaszcza, że półfinałowy mecz Argentyny z Holandią skończył się rzutami karnymi dopiero koło pierwszej w nocy. My natomiast już o 5.30 wyruszyliśmy na podbój Morawskiego Krasu. Wizytę w oddalonej o ponad 160 kilometrów Jaskini Punkevni mieliśmy zarezerwowaną na godzinę 9.00, a w Skalnym Młynie, skąd odchodzą turystyczne pociągi trzeba być 40 minut wcześniej. Czas wyjazdu obliczyliśmy perfekcyjnie, bowiem na miejscu byliśmy o 8.15. Szczerze mówiąc liczyłem, że będziemy mieli trochę zapasu, ale Czeskie miasteczka i przejazd przez nie doprowadzał mnie czasem do rozpaczy… Zdążyliśmy szybko wykupić bilety, skorzystać z WC i wsiąść do elektrycznego pociągu, który zawiózł nas pod wejście do jaskini. Na parkingu w tym czasie zostali A. i E. z Łezką i zwiedzali na zmianę z nami, drugą z jaskiń Morawskiego Krasu – Jaskinię Katarzyńską. Jaskinia Punkvy wraz z Przepaścią Macocha i podwodnym płynięciem łódeczką była cudowna. Po jej zwiedzeniu pojechaliśmy jeszcze kolejką linową na górę Przepaści Macocha, aby zobaczyć ją z innej perspektywy, a następnie wróciliśmy tą samą drogą na dół i zmieniliśmy A. i E. w pilnowaniu Łezki. A. z E. wstęp mieli zarezerwowany na godzinę 12.00 i to też był dobry pomysł, bo ledwo co zdążyli na swoją godzinę. My w tym czasie, już bez mamy, która została z Łezką przy samochodzie, zwiedzaliśmy Jaskinię Katarzyńską a potem mieliśmy trochę czasu na zakup pamiątek i drobnego jedzenia. W drodze powrotnej do Pasterki zatrzymaliśmy się jeszcze na zwiedzanie trzeciej zaplanowanej w tym dniu jaskini – Jaskini Balcarka. Po jej zwiedzeniu została nam już tylko droga powrotna do Pasterki. W Kudowie Zdrój na stacji BP zjedliśmy jeszcze obiad, a właściwie już obiadokolację, zrobiliśmy szybkie zakupy w sklepie Dino i po dojeździe na miejsce poszliśmy szybko spać, bo następnego dnia rano czekała nas kolejna długa wyprawa, tym razem do czeskiej stolicy.

Do Pragi wyruszyliśmy o ósmej rano. Zatrzymaliśmy się na parkingu Skałka, nieopodal końcowej stacji linii metra A, którą dojechaliśmy na Hradczany. Znajomość Pragi się przydała – mogłem szybko i sprawnie oprowadzić wszystkich po przepięknej stolicy Czech. Pogoda nam sprzyjała, było nie za gorąco i nie padało, choć zapowiadali burze. Zwiedzanie zaczęliśmy od Zamku na Hradczanach. Pod zamek przybyliśmy dokładnie w południe, więc mieliśmy okazję do zobaczenia uroczystej zmiany warty.

Potem udaliśmy się do praskiej Katedry i na Złotą Uliczkę. Po zejściu z Hradczanów poszliśmy na Most Karola a potem na praską starówkę zatrzymując się oczywiście po drodze w kilku butikach z pamiątkami. Gdy dotarliśmy na ostatni punkt naszego zwiedzania - staromiejski rynek niebo przykryte już było czarnymi chmurami i zaczynało powoli padać. Szybko uciekliśmy do metra, przejechaliśmy jeden przystanek na gapę i wysiedliśmy na stacji Vaclavskie Namesti. Mieliśmy poszukać jakiejś fajnej czeskiej restauracji, ale wokół były albo same międzynarodowe sieciówki, albo bardzo drogie knajpy. Zdecydowaliśmy się więc ruszyć w drogę powrotną i znaleźć coś na trasie. Zaraz po zjeździe z autostrady, w jakiejś małej miejscowości, trafiliśmy na starą przydrożną knajpę pamiętającą jeszcze chyba czasy komunistyczne. Sympatyczna pani podała nam typowe czeskie dania, oczywiście obowiązkowo z knedliczkami i zadowoleni wróciliśmy do Pasterki.

W sobotę pozostał nam ostatni punkt wyjazdu – Adrszpaskie Skały. Przepiękne formacje skalne czeskich Gór Stołowych zwiedzaliśmy znów przy pięknej pogodzie. Po raz pierwszy miałem okazję przejść się wokół turkusowego jeziorka po dawnej kopalni piasku, Łezce udało się popłynąć łódeczką, mimo, że nie chcieli jej wpuścić „normalną” trasą. Poszedłem więc „od tyłu” i pan, który prowadził łódkę powiedział mi, że nas zabierze. W dalszej, trudniejszej części zwiedzania Łezka znów miała problemy z wejściem na jedne strome schody. Nawet na chwile próbowała z nich wejść prosto w przepaść ale na szczęście trzymałem ją na smyczy i szybko udało jej się wrócić na schody, po czym piszcząc weszła nie bez kłopotów na górę. Potem było już tylko lepiej, bo droga prowadziła już tylko na dół, a potem przyjemną drogą wśród lasu. Ponieważ zwiedzanie trwało dość krótko, to J. i M. postanowili jeszcze pojechać zwiedzić Błędne Skały i Kudowę Zdrój. Jak się później okazało zwiedzili tylko Kudowę, bo się rozpadało i zrezygnowali z wjazdu na Błędne Skały. Ale za to później poszli sobie na Szczeliniec. Ja natomiast skorzystałem z pięknego zachodu słońca i przed meczem wybrałem się z Łezką na Sawannę Pasterską, czyli przepiękną łąkę położoną między Karłowem, Pasterką, Szczelińcami Wielkim i Małym oraz Masywem Skalniaka. Widoki były przepiękne.

W niedzielę rano ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Bez przygód wróciliśmy do domu. A. i E. w poniedziałek wrócili do Nicei, a ja miałem już we wtorek jechać nad Babant. Jednak M. zapytała mnie, czy nie mogę jechać trochę później, w niedzielę, by w tym czasie nad Babant mogła przyjechać M. Oczywiście zgodziłem się. Dzięki temu mogłem pomóc w szkole przy przygotowaniu organizacji, pojechać z mamą na badania, załatwić wszystkie swoje papierkowe sprawy, spotkać się z M., uzupełnić bloga i załatwić sprawy związane z moim sierpniowym wyjazdem do Gruzji i Armenii.