Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczawnica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Sylwester w Szczawnicy – dzień 5

Dzisiaj przed północą wróciliśmy do Warszawy. Ale zanim to nastąpiło, to spędziliśmy jeszcze jeden bardzo przyjemny dzień w Szczawnicy. Postanowiliśmy wracać dopiero po noworocznym konkursie skoków w Ga-Pa, w ramach Turnieju Czterech Skoczni, który kończył się dopiero po godzinie 16.

W związku z tym, korzystając z ładnej pogody, poszliśmy po śniadaniu na spacer szlakiem wzdłuż przełomu Dunajca. Doszliśmy sobie do granicy i kontynuowaliśmy spacer aż do miejsca, w którym do Dunajca wpada Leśnicki Potok. Tam skręciliśmy i idąc wzdłuż potoku oraz potężnej Wylizanej Skały doszliśmy do znajdującej się na terenie Słowacji „Chaty Pieniny”. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w drogę powrotną, wstępując jeszcze na chwilkę do położonego przy szlaku Schroniska „Orlica”. Ten przyjemny spacer zajął nam nieco ponad 2 godziny. Po powrocie ja poszedłem oglądać skoki, a A. wybrała się jeszcze na zakupy serów i pamiątek do miasta.

Opłacało się zostać na konkurs skoków, gdyż wygrał go ponownie Kamil Stoch. Po konkursie wyjechaliśmy ze Szczawnicy. Jechaliśmy znów bocznymi drogami, żeby nie stać w korkach. Jako że jechaliśmy już po zmroku, to przez całą drogę mieliśmy okazję podziwiać świątecznie udekorowane  lampkami domy. Trafiliśmy też przez przypadek na stadion Termaliki w Niecieczy oraz, zawierzając za bardzo GPS-owi, dojechaliśmy nad przeprawę promową przez Wisłę, która oczywiście była już nieczynna, przez co musieliśmy nadrobić około 20 kilometrów. Później zatrzymaliśmy się jeszcze na kilkanaście minut w rodzinnej miejscowości A., czyli w Busko-Zdroju i przeszliśmy się pięknie udekorowanym na święta, głównym deptakiem w mieście. Dalsza podróż do Warszawy minęła nam już spokojnie i w domu byliśmy krótko po godzinie 23.

niedziela, 31 grudnia 2017

Sylwester w Szczawnicy – dzień 4

Dziś ostatni dzień 2017 roku. Po zjedzeniu śniadania poszliśmy na spacer po Szczawnicy. Najpierw wjechaliśmy sobie na Palenicę, na której trochę pooglądaliśmy widoki. Po zjechaniu na dół zrobiliśmy sobie spacer po całym mieście, a na koniec wróciliśmy wzdłuż deptaku nad potokiem Grajcarek do naszego apartamentu.

Około 19 poszliśmy do Ch. na Sylwestra. Spędziliśmy u nich dobrych kilka godzin na rozmowach, zabawie i jedzeniu oraz oglądaniu telewizji. O północy przywitaliśmy Nowy 2018 Rok i obejrzeliśmy przez okno pokaz fajerwerków w Szczawnicy. Spędziliśmy u nich czas do 2.30, kiedy to wróciliśmy do siebie i poszliśmy spać. Tak więc 2018 rok już przywitany. Można więc iść już spać. Jutro powrót do Warszawy.

sobota, 30 grudnia 2017

Sylwester w Szczawnicy – dzień 3

Poranek przywitał nas kilkustopniowym mrozem i pięknym słońcem. Warunki wręcz idealne do jazdy na nartach. Ale nie pojechaliśmy do Kluszkowców, bo E. zadzwoniła do Przemka, który powiedział nam, że jest mnóstwo ludzi, bardzo długie kolejki do wyciągów i że nie pojeździmy sobie za bardzo. Powiedział nam, żebyśmy pojechali sobie do Niedzicy, do Stacji Narciarskiej Polana Sosny, bo tam nie ma dużych kolejek i jest taniej.

Pojechaliśmy więc tam i wypożyczyliśmy sprzęt oraz kupiliśmy sobie karnety na dwie godziny. Już dawno nie miałem nart na nogach, ale jeździło mi się bardzo dobrze. Niestety A., która miała narty na nogach dopiero drugi raz w życiu, nie radziła sobie tak dobrze i nie pojeździła sobie zbyt dużo. Ja zajmowałem się też trochę K.. Po nartach wróciliśmy do naszego pensjonatu – do „Willi Safra”. O 16.30 obejrzałem sobie pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni. A. w tym czasie poszła sobie na spacer po Szczawnicy. W Oberstdorfie wygrał Kamil Stoch, Dawid Kubacki był trzeci, a piąty był Stefan Hula! Polakom poszło naprawdę bardzo dobrze, a to dobry znak przed kolejnymi konkursami.

Po konkursie odgrzeliśmy sobie z A. wczorajszą pizzę. Potem oglądaliśmy jeszcze filmy w TV i gadaliśmy do wieczora. A jutro już Sylwester!

piątek, 29 grudnia 2017

Sylwester w Szczawnicy - dzień 2

Piątek był zdecydowanie dniem odpoczynku. Obudziliśmy się późno, bo koło jedenastej i aż do zmroku siedzieliśmy w pokoju gadając i oglądając telewizję. Przez cały dzień padał śnieg i na dworze zrobiło się biało. Wieczorem postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście pizza w „Restauracji u Zosi” jest taka dobra, jak to mówią miejscowi. Ale zanim tam poszliśmy, to wcześniej wybraliśmy się na stok narciarski do Kluszkowców. Była tam już cała rodzina Ch., bo M. i K. uczyły się jeździć na nartach. M. uczył jeździć Przemek – nasz przewodnik z wrześniowego obozu wędrownego. Posiedzieliśmy tam trochę i postanowiliśmy, że jutro też pójdziemy pojeździć sobie na nartach.

A po nartach pojechaliśmy jeszcze na chwilę do Biedronki na zakupy, a potem wszyscy zasiedliśmy sobie w „Restauracji u Zosi” i zjedliśmy naprawdę pyszną pizzę. Była tak duża, że część zostawiliśmy sobie na jutrzejszy dzień.