Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Zielona Szkoła - Mielno - Dzień 4

Dzisiaj przed obiadem czekała nas wyprawa do latarni morskiej w Gąskach a następnie 13‑kilometrowy powrót plażą do Mielna dla chętnych, oraz tych, co musieli iść za karę, za drobne przewinienia z dni poprzednich... Pozostali mogli wrócić sobie autokarami po przejściu około 5 kilometrów do Sarbinowa.

Pogoda nam dzisiaj sprzyjała. Po dojechaniu do Gąsek zaczęliśmy grupami po 30 osób wchodzić na latarnię. Nie wszyscy mieli ochotę wejść, dlatego wystarczyły tylko 3 grupy. Po zwiedzeniu latarni ruszyliśmy w drogę powrotną. Co odważniejsi zdjęli buty i skarpetki i szli brzegiem, raz po raz zamaczając stopy w lodowatej jeszcze o tej porze roku wodzie. W Sarbinowie, gdzie pożegnaliśmy część grupy wracającą autokarem, spoza chmur wyszło piękne słoneczko, które towarzyszyło nam już do końca spaceru. Grupa, jak to zwykle ma miejsce przy tego typu spacerach, bardzo się rozciągnęła i ostatnie osoby przyszły dobre pół godziny później.

Po obiedzie część grupy ponownie udała się na basen. Pozostali ponownie integrowali się w pokojach bądź na terenie ośrodka. Po kolacji zaś mieliśmy ognisko z kiełbaskami, a później wyproszoną dyskotekę. W tym roku młodzież bawiła się bardzo fajnie i dyskoteka skończyła się dopiero po 23. Na zieloną noc większość już nie miała ochoty, choć byli tacy co niewiele spali...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Zielona Szkoła - Mielno (część 1)













W zasadzie to ten blog stał się blogiem podróżniczym. Piszę tylko wtedy, kiedy wracam z jakiejś wycieczki. Ale niech i tak będzie, może to lepiej...

Tak więc dzisiejszy wpis i zdjęcia będą ze szkolnej wyprawy nad polskie Morze Bałtyckie. 7 kwietnia pojechaliśmy do Mielna, do ośrodka "Syrena". Zanim jednak tam dojechaliśmy, po drodze zwiedzaliśmy przepiękny Toruń. Było nas w sumie ponad 130 osób! Jechaliśmy dwoma autokarami - jak zwykle ze sprawdzonej i pewnej firmy Emka Trans. Ponieważ miasto znamy dość dobrze, to nie zamawialiśmy dla dzieciaków przewodnika. Trasa przemarszu była standardowa. Najpierw Krzywa Wieża i spichlerze, później 3 bramy miejskie i ruiny zamku krzyżackiego z pięknym gdaniskiem. Ulicą Podmurną i Ciasną przeszliśmy pod Katedrę św. Janów, następnie ul. Mikołaja Kopernika doszliśmy pod jego dom, skąd udaliśmy się na staromiejski rynek, gdzie obejrzeliśmy oczywiście wszystkie pozostałe zabytki: Kościół św. Ducha, Kościół NMP, gmach Poczty Polskiej, Dwór Artusa, Ratusz Staromiejski, kamienicę Pod Gwiazdą no i oczywiście pomnik Mikołaja Kopernika. Pomnik flisaka z żabkami był niestety w remoncie. Dzieciakom pokazaliśmy rzeźbę Filutka, no i oczywiście osiołka. Potem był upragniony czas wolny i jak zwykle okupacja McDonalda na ul. Szerokiej. Niektórzy kupili także pierniki. Czas trwania wycieczki dobraliśmy idealnie, bo gdy doszliśmy z powrotem do autokarów zaczęło podać.

Na miejsce dojechaliśmy na kolację. Jedzenie w ośrodku, o czym już wcześniej wiedzieliśmy od kilku osób, było wyśmienite. Szwedzki stół na śniadanie i kolację i pyszne obiady. Ponieważ nasz ośrodek znajduje się praktycznie przy plaży, to po zakwaterowaniu wszystkich poszliśmy na chwilę na plażę – przywitać się z morzem.

Kolejny dzień to wycieczka do latarni morskiej w Gąskach. Po śniadaniu autokary nas tam zawiozły, ale postanowiliśmy wracaliśmy na piechotę plażą. Spore wyzwanie, bo to kilkanaście kilometrów. Pogoda była w miarę dobra. Ze względu na liczebność grupy latarnię zwiedzaliśmy na 3 tury. Po jej zwiedzeniu i zakupie pamiątek ruszyliśmy w trasę. Większość szła po piasku, ale byli i tacy, w tym i ja, którzy zdjęli buty i szli brzegiem morza po wodzie. Musieliśmy iść szybko, żeby zdążyć na obiad. Po drodze robiłem oczywiście mnóstwo zdjęć. Mijaliśmy Sarbinowo, Chłopy i Mielenko. Grupa rozciągnęła się na kilka kilometrów – jak to bywa przy takich spacerach po plaży. Niektórzy nie wytrzymali i zostali w Chłopach. Musiałem dzwonić po autokar, żeby po nich podjechał. Na miejsce doszedłem pierwszy. Drogę pokonałem w 2,5 godziny. Gdy patrzyłem do tyłu, to oprócz rozciągniętej grupy zauważyłem nadciągającą za nimi ogromną czarną chmurę. Ostatnie osoby miały ogromnego pecha. Dochodziły na obiad w strugach ulewnego deszczu, dopiero około 45 minut po mnie. Resztę dnia spędziliśmy już w ośrodku. Chętni udali się na basen, gdzie spędziliśmy prawie 2 godziny, a później do sklepu. Gdy szliśmy do sklepu zaczęło dość mocno wiać. Wracając poszedłem sobie sam na plażę, bo nikt nie chciał iść. Zbliżał się zachód słońca, więc wziąłem ze sobą aparat. Zachód był śliczny. Zrobiłem oczywiście mnóstwo ślicznych zdjęć.