Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monako. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monako. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

Parc Phoenix i Jardin Exotique













W niedzielę zaplanowaliśmy dwie wycieczki przyrodnicze. Rano pojechaliśmy do Parku Phoenix. To bardzo ładny park położony blisko lotniska w Nicei. Można w nim oglądać przeróżne gatunki roślin z całego świata, jest też oranżeria. W parku znajduje się także wiele różnych dzikich zwierząt, choć nie jest to typowe zoo. Po jego zwiedzeniu poszliśmy jeszcze na chwilę do znajdującego się na terenie parku małego muzeum Azji.

Drugą część dnia spędziliśmy znowu w Monaco. Ale tym razem pojechaliśmy do Ogrodu Egzotycznego (Jardin Exotique). Obejrzeliśmy chyba wszystkie możliwe gatunki kaktusów. Z parku roztaczają się także przepiękne widoki na całe Monaco. Zwieńczeniem wycieczki jest wizyta w bardzo ładnej jaskini. Na terenie parku znajduję się też małe muzeum przyrodniczo-archeologiczne. Po zobaczeniu całości udaliśmy się do monakijskiego McDonalda, żeby zaspokoić głód.

Gdy już wracaliśmy było ciemno. Zatrzymaliśmy się jeszcze na pół godzinki w Eze Village, żeby zwiedzić to urocze miasteczko, z którego można również podziwiać piękny widok na Niceę nocą.


piątek, 26 grudnia 2014

Kąpiel w morzu i wieczorne Monaco













Drugiego dnia świąt postanowiliśmy wyrzucić z siebie jak najwięcej świątecznego jedzenia. W tym celu postanowiliśmy pojechać na "sjestę" - tak nazywamy plażę w Villenueve Loubet koło Nicei - i się... wykąpać w morzu. Pogoda nam dopisywała, choć nie było tak ładnie i ciepło, jak podczas wycieczki na starówkę. Mama ganiała z Łezką po plaży rzucając jej ulubione kamyczki, a my próbowaliśmy wejść do morza. A. i M. się to udało bez większych problemów i bezproblemowo pływały sobie w morzu, ja natomiast przeżywałem katorgi i ostatecznie tylko na chwilkę zanurzyłem się cały w wodzie i szybko wyszedłem się ubrać. Zupełnie do mnie niepodobne...

Po południu wybraliśmy się do Monaco. Do tej pory zdjęcia robiła tylko M. swoim aparatem lub telefonem. Mój aparat nadal czekał na coś "ciekawszego". I takie coś właśnie zdarzyło się tego wieczora. Jadąc niskim korniszem, gdzieś na wysokości Eze Village ukazał nam się za plecami nieziemski widok. Tak pięknego zachodu słońca dawno nie widziałem. Nawet nad Babantem. Oczywiście zatrzymaliśmy się na sesję zdjęciową. Wyobraźcie sobie moje szczęście gdy wziąwszy aparat okazało się, że bateria jest całkowicie rozładowana... No cóż, muszę się zadowolić zdjęciami z aparatu i telefonu M., które na pewno nie są tak piękne jak z mojego aparatu, który oszukuje rzeczywistość :p.

W Monaco zatrzymaliśmy się na jakiejś ulicy koło portu (udało nam się znaleźć dobre i tanie miejsce parkingowe, co nie jest tutaj łatwe) i na piechotę zwiedzaliśmy miasto. Najpierw poszliśmy do kasyna, jednak nie weszliśmy do środka, bo trzeba było płacić za wejście do sal. Stwierdziliśmy, że to nie ma sensu - przecież za nieco ponad 2 tygodnie będziemy w Vegas! Potem przeszliśmy przez port, w którym ustawione były, na całej jego długości, prześlicznie zrobione świąteczne stragany ze wszystkim i niczym. Stamtąd udaliśmy się na zamek i starówkę. O tej porze były całkowicie wyludnione ale równie piękne jak zawsze.

W drodze powrotnej, tym razem jechaliśmy średnim korniszem, zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę niedaleko przełęczy w Villefranche-sur-Mer, skąd roztacza się przepiękny widok na całą Niceę. W nocy widok ten robi naprawdę ogromne wrażenie!

poniedziałek, 26 maja 2014

Rejs "Pogorią" (część 2)













W środę rano wypłynęliśmy z kotwicowiska w Golfe de Porte i obraliśmy kurs na Imperię. No może nieco na wschód od Imperii, gdyż prognozy przewidywały silny wiatr od godziny 15 z kierunku wschodniego, więc chcieliśmy uzyskać jak najlepszą pozycję do późniejszego żeglowania. Prognozy sprawdziły się prawie co do minuty. Po 15 zaczęło wiać i do czwartkowego poranka płynęliśmy na żaglach.

W Imperii byliśmy w związku z tym wcześniej niż planowaliśmy. Na szczęście dostaliśmy zgodę na wcześniejsze wejście do portu i zatankowanie statku. W czasie tankowania dostaliśmy zgodę na wyjście do miasta. Oprócz zwiedzenia miasta, zrobiliśmy także zakupy. Po zatankowaniu Pogorii szybko wypłynęliśmy w stronę Lazurowego Wybrzeża, aby jeszcze przed zmierzchem dotrzeć na kotwicowisko w zatoczce przy Villefranche sur Mer, co nam się udało. Noc z czwartku na piątek załoga spędziła w tej przepięknej zatoczce, natomiast ja i B. spaliśmy w Nicei u A. Razem z L. i K. wieczorem pojechaliśmy jeszcze zobaczyć nowy stadion w Nicei i do Monaco. Okazało się, że w weekend odbywają się zawody Grand Prix Monte Carlo w Formule 1 i sporo ulic w Monaco jest pozamykanych. Dobrze, że to sprawdziliśmy bo właśnie na piątek mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Monaco.

W piątek rano czekaliśmy już na resztę grupy w porcie w Villefranche sur Mer. Gdy wszystkich przetransportował już na brzeg Pogoriowy ponton udaliśmy się na pobliski dworzec kolejowy i pojechaliśmy do Monaco. Tyle razy już byłem u siostry we Francji, a dopiero pierwszy raz jechałem tam pociągiem! Podróż trwała zaledwie kilkanaście minut. Po wyjściu z dworca pierwsze co usłyszeliśmy to przeraźliwy ryk bolidów GP 2, które akurat odbywały swój wyścig. Okazało się, że wejście na zawody jest w tym dniu darmowe. Mieliśmy więc niepowtarzalną okazję pooglądać za darmo zawody, które robią na żywo naprawdę ogromne wrażenie. Ponieważ nie mieliśmy za dużo czasu, a chcieliśmy zwiedzić całe Monaco, to nasze kibicowanie trwało tylko kilkanaście minut. Potem poszliśmy na wzgórze zamkowe i stare miasto oraz zobaczyć budynek oceanarium. Po drodze na stadion AS Monaco zatrzymaliśmy się na posiłek w McDonaldzie. Na koniec naszej wizyty w księstwie obejrzeliśmy słynne kasyno. Na statek wróciliśmy około godziny 16.30. Jeszcze przed wieczorem dostaliśmy wraz z A. od bosmana zadanie umycia burty statku, która pobrudziła się ropą podczas tankowania w Imperii. Wisieliśmy na szelkach, siedząc jednocześnie na gumowych odbijakach i szorowaliśmy burtę. Mieliśmy przy tym sporo zabawy, no i dzięki temu, że zgłosiliśmy się sami, to mogliśmy się później jeszcze wykąpać w morzu - inni tego dnia nie dostali już zgody na kąpiel :). Wieczorem na statek gościnnie przypłynął L. i został z nami na noc. Przez prawie całą noc graliśmy z A. M. i B. w karty. Rano o 7.00 L. pojechał na turniej piłki nożnej.

Tak więc drugą z rzędu noc spędziliśmy w zatoczce koło Villefranche. Niestety nie mogliśmy wcześniej popłynąć do Nicei, gdyż nie mieliśmy zgody na wejście do portu. Od samego rana w sobotę klarowaliśmy żaglowiec. Czas do odpłynięcia minął nam błyskawicznie. Koło 16 wpłynęliśmy do portu w Nicei, ale nie mieliśmy już czasu na zwiedzanie miasta. Tuż przed obiadokolacją odwiedził nas jeszcze K. ze swoją dziewczyną. Zwiedzili sobie statek i poszli sami do miasta. My, po posiłku, musieliśmy już pakować swoje bagaże do autokaru. Z Nicei w drogę powrotną ruszyliśmy dokładnie o godzinie 19.00. Rejs był bardzo udany. Prawie cała załoga chcę się znów spotkać za rok!