Przez ostatnie 4 dni byłem… na szkoleniowym wyjeździe dla dyrektorów żoliborskich szkół. Pojechałem tam w zastępstwie za Lidkę. Dyrektorzy co roku jeżdżą w październiku na takie szkolenia i co roku dzielnica wybiera inne miejsce. W tym roku byliśmy w ośrodku rządowym w Łańsku.
Ośrodek,
położony nad malowniczym Jeziorem Łańskim, wśród rozległych lasów Puszczy
Napiwodzko-Ramuckiej, przez kilkadziesiąt lat był jednym z najbardziej
niedostępnych miejsc w Polsce – zamkniętym ośrodkiem wypoczynkowym
przeznaczonym dla najwyższych władz państwowych i partyjnych PRL. Powojenny
ośrodek utworzono w latach 50. XX wieku, nadając mu kryptonim W-1. Teren został
ogrodzony i pilnie strzeżony, a zwykli mieszkańcy nie mieli możliwości
swobodnego dostępu do położonych tutaj jezior i lasów. Łańsk szybko stał się
ulubionym miejscem wypoczynku najważniejszych ludzi w państwie. Przyjeżdżali
tutaj między innymi Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz i
Edward Gierek. Ośrodek był czymś znacznie więcej niż zwykłą rządową daczą.
Powstał tutaj cały kompleks willi, budynków gospodarczych i obiektów
rekreacyjnych, dzięki którym jego mieszkańcy mogli właściwie funkcjonować z
dala od reszty kraju. Były korty tenisowe, basen, sala kinowa, zaplecze
sportowe, a także rozległe tereny łowieckie. Szczególną rezydencją była willa
„Stynka”, nazywana „premierówką”, przeznaczona dla najważniejszych
przedstawicieli władz. Łańsk służył również jako miejsce spotkań z
zagranicznymi politykami. Wśród jego gości znaleźli się między innymi przywódcy
Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow i Leonid Breżniew, Fidel Castro, Josip
Broz Tito, a także szach Iranu Mohammad Reza Pahlawi. W późniejszych latach
przyjeżdżali tu również przedstawiciele państw zachodnich, między innymi
prezydent Francji Valéry Giscard d’Estaing i kanclerz RFN Helmut Schmidt. W
otoczeniu mazurskich lasów odbywały się więc rozmowy ludzi, którzy decydowali o
losach swoich państw, a jednocześnie mogli korzystać z całkowitego
odosobnienia, jakie zapewniał Łańsk. Jedną z najważniejszych atrakcji dla
partyjnych dygnitarzy były polowania. Rozległe lasy wokół ośrodka obfitowały w
zwierzynę, a organizowane tutaj polowania miały nie tylko charakter
rekreacyjny. Były również okazją do mniej oficjalnych rozmów i spotkań. W
czasach PRL właśnie takie nieformalne kontakty często miały duże znaczenie, a
Łańsk, odizolowany od świata zewnętrznego, doskonale nadawał się do ich
organizowania.
Cały
kompleks otaczała atmosfera tajemnicy. Ośrodek był pilnowany przez służby, a
dostęp do niego mieli wyłącznie wybrani goście, pracownicy i osoby posiadające
odpowiednie przepustki. Okoliczni mieszkańcy wiedzieli, że za ogrodzeniem
znajduje się miejsce przeznaczone dla najważniejszych osób w państwie, ale
szczegóły jego funkcjonowania pozostawały przez wiele lat niedostępne. Po
przemianach ustrojowych w 1989 roku Łańsk stopniowo stracił swój wyjątkowy,
tajny charakter. Ośrodek zaczął być wykorzystywany również przez osoby spoza
kręgów rządowych i z czasem stał się dostępny dla zwykłych turystów. Dzisiaj
można przyjechać tutaj na wypoczynek, zatrzymać się nad Jeziorem Łańskim i
korzystać z walorów okolicy, choć część dawnej zabudowy nadal przypomina o historii
tego miejsca.
Wyjazd
rozpoczął się nietypowo, bo już w niedzielę. Rano wyjechaliśmy z Warszawy i na
miejscu byliśmy już po około 3 godzinach. Po rozpakowaniu się poszliśmy na
obiad, po którym mieliśmy czas wolny aż do kolacji. Wykorzystałem go na spacer i
poznanie terenu ośrodka, który jest ogromny. Wybrałem ścieżkę po drewnianych
kładkach nad rzeką Łyną i jej rozlewiskami, a następnie poszedłem na należące
do ośrodka, ogromne pomosty na Jeziorze Łańskim. Część z nich jest właśnie
remontowanych – dobudowywane są nowe części pomostów. Ponieważ pogoda podczas
całego wyjazdu była wyjątkowo ładna, jak na październik, to w piątek po
południu chciałem też wykąpać się w jeziorze. Nawet przebrałem się w
kąpielówki. Niestety woda okazała się już zbyt zimna o tej porze roku. Pewnie
gdybym się uparł, to wszedłbym, ale tym razem odpuściłem i zamoczyłem w wodzie jedynie
nogi, tak żeby nie zmoczyć kąpielówek. Po kolacji mieliśmy wspólne ognisko, na
którym spędziliśmy czas do późnego wieczora.
W poniedziałek przez cały dzień, z krótkimi przerwami, mieliśmy bardzo ciekawe szkolenie: „Edukacja międzypokoleniowa. Multigeneracyjna szkoła”. Po zakończeniu szkolenia zostało dużo czasu do kolacji, który wykorzystałem na spacer wokół jeziora. Poszedłem z Gosią i Anią – dziewczynami z innych szkół. Pierwotnie chcieliśmy zrobić sobie 8-kilometrową pętlę wokół jeziora Ustrych, które położone jest wśród lasu, niedaleko naszego ośrodka. Jednak szybko okazało się, że cały nasz ośrodek jest ogrodzony siatką, a wszystkie bramy, poza główną wjazdową, są pozamykane i nie ma jak wyjść na zewnątrz, w związku z czym musieliśmy zmodyfikować nasze spacerowe plany.
Postanowiliśmy pójść na drugi brzeg "naszego" Jeziora Łańskiego, do znajdującej się naprzeciwko Polany nad Jeziorem Łańskim.
Spacer w miłym towarzystwie zajął nam 2 godziny, podczas których przeszliśmy ponad
8 kilometrów. Po kolacji poszedłem do pokoju dziewczyn, gdzie przyszły też
pozostałe dyrektorki żoliborskich podstawówek i resztę wieczoru spędziliśmy na
pogaduchach i plotkach o wszystkim i o niczym.
Na
wtorek zaplanowano dla nas szkolenie z „Kodeksu postępowania administracyjnego”.
To szkolenie już nie było tak ciekawe jak te poniedziałkowe, ale trzeba było na
nim przesiedzieć do końca. Prowadziła go w miarę ogarnięta kobieta, więc dało się
jakoś wytrzymać, pomimo tego, że zagadnienia były niezbyt ciekawe, choć niewątpliwie
ich znajomość jest bardzo potrzebna w pracy dyrektora szkoły. Tak czy inaczej
przetrwałem to szkolenie, a czas po nim wykorzystałem na zrelaksowanie się na
tutejszym basenie. Popływałem sobie trochę w głównym basenie, skorzystałem z
sauny suchej i parowej, posiedziałem w jacuzzi i pobawiłem się w brodziku ze
strefą wodnego relaksu. Godzina na basenie minęła mi niepostrzeżenie i trzeba
było już iść przygotowywać się do uroczystej kolacji. Uroczysta była tylko z
nazwy, bowiem nie różniła się właściwie niczym od poprzednich. Jedyną różnicą
były inne obrusy na stołach i to, że ubraliśmy się na nią trochę bardziej „odświętnie”.
Po kolacji była też dyskoteka. Jednak niezbyt wiele osób bawiło się przy
muzyce, przynajmniej do momentu, w którym opuściłem restaurację, a siedziałem
przy stole i rozmawiałem z dziewczynami dosyć długo.
Dzisiaj rano nad ośrodkiem zalegała gęsta mgła. Po śniadaniu poszedłem na chwilę zobaczyć koniki, które hodowane są tutaj w ośrodku. Niestety nie były jeszcze na wybiegu, tylko siedziały w swoich boksach w stajniach, ale mimo tego mogłem je zobaczyć, bo stajnie nie były zamknięte. Przez otwarte okno udało mi się nawet pogłaskać kilka koników, które z zaciekawieniem pozowały do mojego aparatu. Do godziny 10:00 musieliśmy już opuścić swoje pokoje i przenieść wszystkie swoje rzeczy do sali konferencyjnej, w której mieliśmy oficjalne spotkanie z Panią Burmistrz Dzielnicy Żoliborz, która jest tutaj z nami na wyjeździe przez cały czas. Na spotkaniu omawiane były bieżące sprawy związane z funkcjonowaniem żoliborskich placówek oświatowych. Spotkanie trwało 2 godziny, po czym poszliśmy na obiad. A skoro przy jedzeniu jestem, to muszę napisać, że przez cały nasz pobyt w ośrodku Łańsk, jedzenie było rewelacyjne. Wszystko było tak dobre, że nie wiedziałem co mam sobie nakładać, a większość rzeczy to były produkty z własnego wyrobu. Po obiedzie podjechał już po nas autokar, spakowaliśmy się i wróciliśmy do Warszawy. Cały ten wyjazd był dla mnie kolejnym nowym i niezwykle ciekawym doświadczeniem. Miałem okazję poznać dyrektorów żoliborskich placówek (niektórych już znałem, a niektórych znałem tylko z widzenia), posłuchać ciekawych szkoleń (lub mniej ciekawych), no i zobaczyć, jak wyglądają takie wyjazdy. To był naprawdę bardzo przyjemny wyjazd.

