poniedziałek, 12 października 2026

Kwiat Jabłoni

Październik to nie tylko sprawy związane ze szkołą, sprawdziany, zebrania z rodzicami i codzienna gonitwa między lekcjami. To również Dzień Edukacji Narodowej. Na Żoliborzu tradycją stało się już, że z tej okazji nauczyciele dzielnicowych szkół otrzymują od władz dzielnicy zaproszenia na wspólne wydarzenie kulturalne. Najczęściej spotykamy się w Teatrze Komedia, który na co dzień kojarzy się przede wszystkim ze spektaklami teatralnymi. Tym razem jednak scena należała do muzyki, a dokładniej – do zespołu Kwiat Jabłoni.

Na widowni zasiedli głównie nauczyciele z żoliborskich szkół. Nie zabrakło jednak również władz dzielnicy z panią Burmistrz na czele. Naszą placówkę reprezentowała całkiem liczna grupa – przybyło kilkunastu nauczycieli. Miło było choć na chwilę oderwać się od szkolnej codzienności i odłożyć na bok sprawy zawodowe. Zamiast rozmawiać o ocenach, czy kolejnych obowiązkach, po prostu mieliśmy okazję spotkać się w nieco innych okolicznościach. Bohaterem dzisiejszego wieczoru był, jak już wspomniałem wcześniej, Kwiat Jabłoni – zespół, który w ostatnim czasie zdobył bardzo mocną pozycję na polskiej scenie muzycznej. Tworzy go rodzeństwo, Katarzyna i Jacek Sienkiewiczowie. Młodsze osoby mogą nie wiedzieć, że są to dzieci Kuby Sienkiewicza, muzyka znanego między innymi z zespołu Elektryczne Gitary. Rodzeństwo poszło jednak własną drogą, tworząc muzykę, w której popowe melodie spotykają się z folkowymi inspiracjami, charakterystycznym brzmieniem mandoliny, fortepianu i wielogłosowymi partiami wokalnymi. Szersza publiczność usłyszała o Kwiecie Jabłoni w 2018 roku, kiedy popularność zaczął zdobywać utwór „Dziś późno pójdę spać”. Piosenka szybko stała się wizytówką zespołu i zapowiedzią jego debiutanckiego albumu „Niemożliwe”, wydanego w 2019 roku. Była w tej muzyce świeżość, naturalność i pewna bezpretensjonalność, dzięki którym zespół szybko znalazł własną publiczność. Kolejne lata przyniosły następne albumy: „Mogło być nic” z 2021 roku i „Pokaz slajdów” z 2023 roku. Zespół rozwijał swoje brzmienie, a jego piosenki coraz częściej pojawiały się na dużych scenach i festiwalach. Do największych przebojów Kwiatu Jabłoni należy przede wszystkim wspomniana już „Dziś późno pójdę spać”, „Niemożliwe”, „Mogło być nic”, „Drogi proste”, „Buka”, „Burza”, „Byłominęło” i „Szary świat” - nagrany wspólnie z Sanah. Każda z nich ma nieco inny charakter, ale wszystkie je łączy rozpoznawalne brzmienie zespołu, melodyjność i teksty, w których obok codziennych emocji pojawiają się refleksje na temat życia, relacji i przemijania. To właśnie połączenie chwytliwych melodii z bardziej osobistym przekazem sprawiło, że Kasia i Jacek Sienkiewiczowie zdobyli tak liczne grono słuchaczy.

Dzisiejszy koncert miał również szczególny kontekst. Kwiat Jabłoni zapowiedział bowiem przerwę we wspólnej działalności artystycznej po zakończeniu projektu „Przesilenie” i pożegnalnej trasie koncertowej. Decyzja o zawieszeniu działalności nie oznacza jednak definitywnego końca zespołu. Rodzeństwo zapowiada, że chce na pewien czas skupić się również na własnych pomysłach i indywidualnej twórczości, nabrać dystansu oraz poszukać nowych inspiracji. W przyszłości nie wyklucza powrotu do wspólnego grania. Dla fanów jest to więc raczej pożegnanie z pewnym etapem niż zamknięcie całej historii Kwiatu Jabłoni.

sobota, 10 października 2026

Sobotni wypad do Kazimierza Dolnego

Dzisiaj, bardzo spontanicznie, wybrałem się z Ingą i Robertem na wycieczkę do Kazimierza Dolnego. jeszcze rano nie wiedzieliśmy, czy na pewno chcemy jechać, tym bardziej, że pogoda na dzisiaj nie zapowiadała się zbytnio dobra. W końcu jednak zdecydowaliśmy się pojechać. Do Kazimierza dojechaliśmy dopiero przed godziną 13:00. Po zaparkowaniu samochodu udaliśmy się przez Rynek w kierunku Wisły, odiwedziś znajomych Ingi i Roberta, którzy sprzedają na tutejszym bazarku odzież. Przy okazji kupiłem sobie również, za namową Ingi, ładną (podobno) koszulę.

Sam Kazimierz nie był dzisiaj jednak naszym celem nr 1. Ponieważ Inga z Robertem przyjeżdżają tutaj kilka razy w roku, to dzisiaj postanowili pokazać mi trochę mniej znane atrakcje okolicy. Bulwarem nadwiślańskim udaliśmy się w kierunku Mięćmierza. Ta oddalona zaledwie kilka kilometrów od Kazimierza Dolnego, niezwykle malownicza wieś, leży tuż nad brzegiem Wisły. Droga do niej prowadzi najpierw bulwarem zbudowanym na wale przeciwpowodziowym, po czym w okolicy przeprawy promowej do Janowca, przechodzi w uroczą ścieżkę wzdłuż stromej skarpy wiślanej.

Gdy dotrze sie do wioski, od razu można poczuć w niej atmosferę dawnego nadwiślańskiego świata. To miejsce, gdzie czas się zatrzymał, a tradycyjne drewniane chałupy, stare wierzby i rozległe widoki na królową polskich rzek tworzą scenerię, której trudno się oprzeć. Dawniej Mięćmierz był osadą flisacką i rybacką, a jego mieszkańcy żyli przede wszystkim z tego, co dawała im Wisła. Do dziś zachował się tu wyjątkowy klimat dawnej wsi, z charakterystycznymi chałupami i spichlerzami, które przypominają o czasach, gdy rzeka stanowiła najważniejszy szlak transportowy w tej części Polski. Mięćmierz zachwyca nie tylko zabytkową zabudową, ale również pięknymi widokami na Wisłę i jej szeroką dolinę.

Szczególnie dobrze widać to w otoczeniu jednego z najbardziej rozpoznawalnych obiektów Mięćmierza – starego wiatraka koźlaka, który doskonale komponuje się z nadwiślańskim krajobrazem. Usytuowany na wysokiej skarpie, stanowi nie tylko ciekawy zabytek dawnej architektury, ale również znakomity punkt widokowy. Rozciągająca się stąd panorama zachwyca szerokim ujęciem Doliny Wisły, która w tym miejscu tworzy malowniczy przełom. Uwagę przyciąga także Krowia Wyspa, a po drugiej stronie rzeki, na przeciwległym brzegu, dostrzec można Janowiec z charakterystycznymi ruinami zamku, górującymi nad okolicą. Wszystko to sprawia, że wiatrak i jego otoczenie tworzą wyjątkowe miejsce, w którym zabytkowa architektura spotyka się z pięknem nadwiślańskiego krajobrazu.

Historia samego wiatraka zaczęła się około 1911 roku, w podpuławskiej wsi Osiny. W 1975 roku został on przeniesiony do Mięćmierza, gdzie znalazł swoje nowe miejsce na wysokiej wiślanej skarpie. Co ciekawe, jego obecna postać jest prawdopodobnie związana z połączeniem elementów dwóch dawnych wiatraków – konstrukcji pochodzącej z Osin oraz dobrze zachowanych mechanizmów drugiego obiektu z Bałtowa. Dzięki staraniom Marii i Ryszarda Dziadoszów udało się zachować oryginalną konstrukcję, a w kolejnych latach wnętrze przystosowano do celów mieszkalnych. W ten sposób dawny młyn otrzymał drugie życie, nie tracąc swojego wyjątkowego charakteru. W 1986 roku wiatrak został wpisany do rejestru zabytków. Właściciel wiatraka ma obecnie 96 lat i, jeśli ma sie odrobinę szczęścia, można się od niego dowiedzieć ciekawych rzeczy o historii tego miejsca. Przy wiatraku zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na odpoczynek i podziwianie widoków. Ponieważ akurat nie padało, to mogliśmy również polatać dronem i porobić fajne zdjęcia okolicy.

Spod wiatraka udaliśmy się z powrotem w kierunku Kazimierza. Nie wracaliśmy jednak wzdłuż Wisły, tylko poszliśmy asfaltową drogą. Niestety zaczął też padać deszcz, który zresztą towarzyszył nam dzisiaj, z niewielkimi przerwami, przez cały dzień. Na szczęście nie był na tyle duży i uciążliwy, żeby zniechęcić nas do spaceru, no i poza tym było dziś wyjątkowo ciepło. Po dojściu do Kazimierza skręciliśmy z głównej drogi w lewo, w kierunku centrum miasta, kierując się do Wąwozu Plebanka. Kazimierz Dolny słynie z wąwozów lessowych, które tworzą niezwykły krajobraz okolicznych wzgórz. Jednym z nich jest Plebanka – miejsce położone niedaleko centrum, gdzie przyroda splata się z historią sięgającą kilku stuleci. Nazwa wąwozu nawiązuje do dawnej Plebaniej Góry, na której znajdowała się niegdyś plebania, a obecnie wznosi się klasztor franciszkanów. Już pod koniec XVI wieku używano określenia Plebani Dół, odnoszącego się zarówno do wąwozu, jak i prowadzącej w jego kierunku drogi. Dziś można tu podziwiać charakterystyczne lessowe zbocza, ukształtowane przez wodę, oraz zagłębić się w zielony korytarz, który pozwala na chwilę zapomnieć o turystycznym gwarze Kazimierza. Szczególną uwagę zwraca krzyż morowy, związany z pamięcią o dawnych epidemiach, który przypomina o trudnych chwilach w historii miasta.

Po dojściu do centrum poszliśmy zjeść obiad w libańskiej restauracji Kaslik, która jest jedną z bardziej znanych restauracji w Kazimierzu Dolnym, szczególnie wśród osób szukających czegoś innego niż typowa kuchnia polska. Zjedliśmy tu pyszny obiad, ale na deser poszliśmy do Herbaciarni u Dziwisza. Nie jest to zwykła kawiarnia, do której wpada się na szybką kawę lub herbatę, ale lokal, w którym ważną rolę odgrywają atmosfera, wystrój i bogaty wybór herbat, kaw, ciast oraz kraftowych czekolad. To lokal o wyjątkowym charakterze, który od lat przyciąga miłośników herbaty i niebanalnych wnętrz. Już po przekroczeniu progu uwagę zwraca przytulny wystrój, pełen dekoracyjnych drobiazgów, obrazów, książek i wygodnych foteli, zachęcających do dłuższego odpoczynku. Herbaciarnia mieści się przy ulicy Krakowskiej 6 i działa od 1993 roku.

Po słodkim deserze przy kawie i herbacie czas już było wracać do Warszawy. Przed samym wjazdem na drogę ekspresową zatrzymaliśmy się jeszcze na zakupy w Biedronce, po czym pojechaliśmy już bezpośrednio do domu. Po odwiezieniu Ingi i Roberta pojechałem jeszcze odwiedzić i nakarmić koty do Bogobogów, którzy pojechali na weekend na Mazury. I tak właśnie minęła mi dzisiejesza sobota!