niedziela, 5 lipca 2026

Babant lipcowy - weekend 1

To mój drugi w tym roku weekend nad Babantem, nie licząc naszego zimowego wypadu. Pojechała ze mną też Ula. Tym razem nie musiałem się martwić o nocleg, bo przyczepa już stoi na polu. Natomiast musiałem kupić po drodze akumulator, żeby móc na spokojnie oglądać mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Po fali upałów, która przetoczyła się w ostatnich dniach przez Polskę, pogoda w weekend nie była najlepsza. Przede wszystkim wiał bardzo silny wiatr. Padał też przelotny deszcz, choć w piątek i sobotę nie było go zbyt wiele. Za to woda w jeziorze była wyjątkowo ciepła i było w niej cieplej niż na zewnątrz. Z piątku na sobotę oglądałem 3 mecze, które trwały aż do 5:30 rano. W związku z tym w sobotę odsypiałem aż do godziny 12:30. Od razu po obudzeniu się poszedłem wykąpać się do jeziora. A po południu jadłem z Ulą, przygotowany przez nią obiad – kluski z tuńczykiem. Po obiedzie zobaczyliśmy, że dzikie drzewa czereśniowe rosnące na polu namiotowym wyjątkowo w tym roku obrodziły i nikt jeszcze nie zdążył ich zebrać. Wziąłem więc od Hani drabinę i nazbieraliśmy mnóstwo pysznych czereśni, które później sobie jadłem oglądając mecze.

Według prognoz w niedzielę rano miał zaczął padać deszcz, ale do 14:00 nie padało, choć niebo było raczej zachmurzone. Po obudzeniu się poszedłem oczywiście do jeziora wykąpać się. Około 14:00 rzeczywiście zaczęło padać, choć nie był to jakiś wielki deszcz. Do Warszawy ruszyliśmy około godziny 14:30. Wracała z nami również Teresa. Dopiero w drodze do Warszawy dopadł nas deszcz i towarzyszył nam prawie do samej warszawy. Momentami padało bardzo intensywnie, ale udało nam się bezpiecznie i bez większych przeszkód dotrzeć do domu.

wtorek, 30 czerwca 2026

Wizyta u Moniki

Odkąd odeszła od nas Monika, mamy taką tradycję, że każdego roku po zakończeniu roku szkolnego, wybieramy się grupką nauczycieli, żeby odwiedzić Jej grób w Muszakach oraz Jej rodziców w Więckowie. Wiemy, że rodzice Moniki bardzo czekają na ten dzień i zawsze przygotowują dla nas obiad oraz pyszne ciasta. Tak się złożyło, że przez ostatnie 2 lata nie mogłem pojechać na grób Moniki. Dwa lata temu miałem jechać, ale dosłownie dzień przed podróżą zachorowałem na półpasiec i musieli jechać beze mnie. Natomiast w zeszłym roku nie byliśmy w ogóle. Tym razem dlatego, że rodzice Moniki musieli być na badaniach poza swoim domem.

W tym roku w końcu udało mi się pojechać. Pojechaliśmy na dwa samochody. Ze mną jak zwykle jechali Robert, Inga, Kasia i Lidka, a drugim samochodem Renia i Iwonka. Na cmentarz zajechaliśmy przed południem. Po zapaleniu zniczy, położeniu na grobie kwiatów oraz chwili zadumy pojechaliśmy do rodziców Moni. Wiedzieli o tym, że już jesteśmy, bo zadzwonił do nich ksiądz, który widział nas przy cmentarzu. Tata Moniki czekał już na nas przed domem. Zostaliśmy ugoszczeni pysznym żurkiem, mięsnym drugim daniem z dodatkami oraz ciastem i czereśniami. Po obiedzie był jak zwykle czas na chwilę rozmowy i wspomnień. To już prawie 7 lat odkąd odeszła od nas Monia...

Wracając jak zwykle zatrzymaliśmy się w zajeździe w Romanach-Seborach. Tym razem jednak nie jedliśmy obiadu, bo byliśmy pełni po obiedzie. Wypiliśmy za to kawę i zjedliśmy ciastka oraz lody. Do Warszawy wróciliśmy późnym popołudniem.

piątek, 26 czerwca 2026

Lody z moją klasą i zakończenie roku szkolnego 2025/26

W czwartek, dzień przed zakończeniem roku szkolnego, tradycyjnie poszedłem z moją klasą na lody. A po lodach poszliśmy jeszcze na chwilę pobawić się do parku przed kościołem św. Stanisława Kostki.

A dzisiaj był już ostatni dzień roku szkolnego. Na dworze upał, a my jak zwykle zakończenie roku mieliśmy na dworze. Spotkałem się z częścią mojej klasy już o 7 rano, żeby pomóc w przygotowaniu i udekorowaniu boiska szkolnego. W tym roku było nieco skromniej niż rok temu, ale również bardzo ładnie.

Ponieważ mamy więcej klas niż sal lekcyjnych, to w tym roku moja klasa po oficjalnej uroczystości została na boisku szkolnym, gdzie rozdałem im świadectwa i nagrody za wyniki w nauce. Moja klasa nadal uczy się bardzo dobrze i mają jedną z najwyższych średnich w szkole. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że klasa jest bardzo zgrana, że dzieciaki lubią się nawzajem i chyba lubią szkołę (chioć wiadomo, że szkoła nigdy nie będzie ulubionym miejscem dla dzieci). W porównaniu z końcem 4 klasy widać już, że niektórzy bardzo wyrośli i... nawet trochę dorośli. Już nie są małymi dzieciaczkami i zaczynają być powoli prawdziwymi nastolatkami. Zobaczymy jak to będzie w 6 klasie... W każdym razie będę za nimi tęsknić w wakacje, choć z połową klasy zobaczę się już w połowie sierpnia na spływie kajakowym.

A po południu mieliśmy, jak co roku, spotkanie nauczycielskie. W prawie 100% gronie mogliśmy świętować zakończenie tego, jak by nie było, trudnego roku szkolnego 2025/26!