niedziela, 9 sierpnia 2026

Babantowy weekend z Whiskey

Tytuł wpisu nie oznacza wcale, że w ten weekend nad Babantem dużo piłem 😊. Whiskey to pies mojej koleżanki z pracy, którego miałem pod opieką w ten weekend. Kamila i Patrycja, które pracują w naszej szkole są siostrami i jednocześnie naszymi byłymi uczennicami i Patrycja miała w ten weekend ślub. A ponieważ na uroczystość zjeżdżała się cała rodzina, to pies w tym przypadku pewnie by w domu zwariował. Tak więc w ten sposób miałem na weekend dziecko, bo w zasadzie trzeba było się nim opiekować jak dzieckiem. Whiskey ma 2,5 roku i jest przesłodkim golden retrieverem. Przypomniałem sobie przez te dwa dni, jak to jest mieć psa. A przy okazji nauczyłem go kąpania się w jeziorze, bo podobno nie lubił wody. Bardzo mu się spodobało jezioro i po piątkowym lekkim przerażeniu, w sobotę już sam wbiegał sobie do wody i się w niej bawił, wyciągając z niej patyki i uschnięte trzciny. Na szczęście też Whiskey jest psem raczej bojącym się i musiał się do wszystkiego przekonywać i przyzwyczajać. Na początku bał się wszystkiego: głośnego szumu drzew, stukającego o brzeg supa, czy odgłosu strzelającego drewna w ognisku, ale gdy tylko poznał „to coś strasznego” lepiej, to potem już było ok. Jednak przez cały czas czuł respekt do psów Dziadurków, szczególnie po tym, jak Teoś pierwszego dnia na niego naskoczył i go obszczekał. Śmiesznie też próbował się bawić z kotami Bogobogów, które były w klatce. No i wspaniale tarzał się w ziemi, zaraz po wyjściu z wody…

Tak więc jak widać weekend miałem bardzo udany. A ponieważ nad Babantem była też Magda z Michałem, to oczywiście musieliśmy sobie zrobić, już tradycyjnie, dzień gier planszowych. Na szczęście pogoda tym razem dopisała. Było przyjemnie ciepło, ale nie było już upału, który przez ostatnie dni panował w Polsce. Oby taka sama, przyjemna pogoda była w przyszłym tygodniu, kiedy będę miał spływ kajakowy z moją klasą. Pierwsze prognozy mówią, że ma być… normalnie, czyli czasem gorąco, czasem chłodniej, ma być też trochę deszczu, może i nawet trafi się jakaś burza. No i nie ma być zbyt silnego wiatru. A jak będzie, to zobaczymy dopiero na spływie, bo prognozy pogody mają to do siebie, że najczęściej… się nie sprawdzają 😊. 

niedziela, 12 lipca 2026

Babant lipcowy - weekend 2

Drugi lipcowy weekend nad Babantem upłynął pod znakiem wietrznej i zmiennej pogody, choć i tak nie było najgorzej, bo przed weekendem przeszły nad północną Polską bardzo mocne wichury, które spowodowały sporo zniszczeń, szczególnie nad morzem. Tym razem jechałem na Mazury sam. Dojechałem na miejsce już o 16:00, a dopiero po mnie przyjechała Patka z Piotrkiem, a jeszcze później, bo dopiero późnym wieczorem, przyjechała Marta z Jarkiem. Wieczorem odwiozłem Patkę na imprezę do Kozłowa, a potem oczywiście oglądałem ćwierćfinał MŚ w piłce nożnej. Hiszpania wygrała z Belgią 2:1. Po meczu posiedziałem jeszcze chwilę przy ognisku u Bogobowiczów, a o północny pojechałem przywieźć Patkę z Kozłowa. Po drodze widzieliśmy dwa małe liski i chyba sarenkę. A o świcie nad jeziorem zalegała mgła. Udało mi się nawet zrobić kilka zdjęć, gdy obudziłem się na sikanie.

W sobotę obudziłem się późno, bo dopiero po 11. Oczywiście wykąpałem się w jeziorze, mimo że woda była dużo zimniejsza niż w zeszły weekend. Już wczoraj po południu miałem duży problem, żeby się w niej zanurzyć. Cała sobota upłynęła pod znakiem pochmurnej pogody. Wieczorem, gdy chcieliśmy ponownie zasiąść do ogniska, zaczęło padać. Zdążyliśmy posiedzieć ledwie kilkanaście minut i musieliśmy schować się do przedsionka, gdzie Patka przygotowała dla nas wszystkich pyszną, mięsną kolację z grilla. Po kolacji zostało jeszcze sporo czasu do kolejnego meczu. Ponieważ przyjechał Mikołaj, to poszedłem go odwiedzić. Spędziłem u niego ponad 2 godziny. Dzięki temu nie zasnąłem przed meczem, który oglądałem tym razem z Jarkiem. Po niezbyt ciekawym meczu z dogrywką Anglia wygrała z Norwegią 2:1. Po meczu poszedłem spać, a rano dowiedziałem się od Jarka, że o 3:00 był kolejny mecz - Argentyny ze Szwajcarią, którego nie obejrzałem, bo byłem przekonany, że będzie on dopiero w niedzielę wieczorem. Nie wiem jak ja mogłem to przeoczyć – przecież mam wydrukowaną całą rozpiskę z datami i godzinami wszystkich meczów. W każdym razie Argentyna pokonała Szwajcarię 3:1, również po dogrywce. W niedzielę znów obudziłem się późno, znów poszedłem się wykąpać do jeziora, a potem spędziłem ostatnie godziny przed wyjazdem z Dziadurkami i u Mikołaja. Do Warszawy dojechałem po 18:00. 

niedziela, 5 lipca 2026

Babant lipcowy - weekend 1

To mój drugi w tym roku weekend nad Babantem, nie licząc naszego zimowego wypadu. Pojechała ze mną też Ula. Tym razem nie musiałem się martwić o nocleg, bo przyczepa już stoi na polu. Natomiast musiałem kupić po drodze akumulator, żeby móc na spokojnie oglądać mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Po fali upałów, która przetoczyła się w ostatnich dniach przez Polskę, pogoda w weekend nie była najlepsza. Przede wszystkim wiał bardzo silny wiatr. Padał też przelotny deszcz, choć w piątek i sobotę nie było go zbyt wiele. Za to woda w jeziorze była wyjątkowo ciepła i było w niej cieplej niż na zewnątrz. Z piątku na sobotę oglądałem 3 mecze, które trwały aż do 5:30 rano. W związku z tym w sobotę odsypiałem aż do godziny 12:30. Od razu po obudzeniu się poszedłem wykąpać się do jeziora. A po południu jadłem z Ulą, przygotowany przez nią obiad – kluski z tuńczykiem. Po obiedzie zobaczyliśmy, że dzikie drzewa czereśniowe rosnące na polu namiotowym wyjątkowo w tym roku obrodziły i nikt jeszcze nie zdążył ich zebrać. Wziąłem więc od Hani drabinę i nazbieraliśmy mnóstwo pysznych czereśni, które później sobie jadłem oglądając mecze.

Według prognoz w niedzielę rano miał zaczął padać deszcz, ale do 14:00 nie padało, choć niebo było raczej zachmurzone. Po obudzeniu się poszedłem oczywiście do jeziora wykąpać się. Około 14:00 rzeczywiście zaczęło padać, choć nie był to jakiś wielki deszcz. Do Warszawy ruszyliśmy około godziny 14:30. Wracała z nami również Teresa. Dopiero w drodze do Warszawy dopadł nas deszcz i towarzyszył nam prawie do samej warszawy. Momentami padało bardzo intensywnie, ale udało nam się bezpiecznie i bez większych przeszkód dotrzeć do domu.