W czwartek, dzień przed zakończeniem roku szkolnego, tradycyjnie poszedłem z moją klasą na lody. A po lodach poszliśmy jeszcze na chwilę pobawić się do parku przed kościołem św. Stanisława Kostki.
A dzisiaj był już ostatni dzień roku szkolnego. Na dworze upał, a my jak zwykle zakończenie roku mieliśmy na dworze. Spotkałem się z częścią mojej klasy już o 7 rano, żeby pomóc w przygotowaniu i udekorowaniu boiska szkolnego. W tym roku było nieco skromniej niż rok temu, ale również bardzo ładnie.
Ponieważ mamy więcej klas niż sal lekcyjnych, to w tym roku moja klasa po oficjalnej uroczystości została na boisku szkolnym, gdzie rozdałem im świadectwa i nagrody za wyniki w nauce. Moja klasa nadal uczy się bardzo dobrze i mają jedną z najwyższych średnich w szkole. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że klasa jest bardzo zgrana, że dzieciaki lubią się nawzajem i chyba lubią szkołę (chioć wiadomo, że szkoła nigdy nie będzie ulubionym miejscem dla dzieci). W porównaniu z końcem 4 klasy widać już, że niektórzy bardzo wyrośli i... nawet trochę dorośli. Już nie są małymi dzieciaczkami i zaczynają być powoli prawdziwymi nastolatkami. Zobaczymy jak to będzie w 6 klasie... W każdym razie będę za nimi tęsknić w wakacje, choć z połową klasy zobaczę się już w połowie sierpnia na spływie kajakowym.
A po południu mieliśmy, jak co roku, spotkanie nauczycielskie. W prawie 100% gronie mogliśmy świętować zakończenie tego, jak by nie było, trudnego roku szkolnego 2025/26!













