
Okazało
się, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy, że w Dżakarcie mieliśmy zamówiony na
kilka godzin hotel tuż przy lotnisku. Dotarliśmy do niego po północy, czyli już
dzisiaj (w poniedziałek). Mogliśmy w końcu wziąć prysznic, przepakować się,
przebrać oraz, co dla mnie było najważniejsze, obejrzeć finał Mistrzostw Świata
– a przynajmniej większą jego część. Jednak nie było to takie proste, ponieważ
w hotelowym TV meczu nie było, w Internecie transmisja nie działała i już
myślałem, że z oglądania będą nici. Ale przyszedł do nas pracownik hotelu i…
zainstalował mi w komórce jakąś indonezyjską, nielegalną aplikację, dzięki
której mogłem obejrzeć mecz 😊.
Jednak oglądałem go tylko do 75 minuty, ponieważ później musieliśmy już jechać
na lotnisko, na ostatni lot. Po drodze okazało się, że do wyłonienia mistrza
świata w piłce nożnej potrzebna będzie dogrywka i po przyjechaniu i przejściu
przez wszystkie lotniskowe bramki, ostatnie minuty dogrywki meczu Argentyna –
Hiszpania oglądałem razem z… celnikami, którzy chwilę wcześniej sprawdzali mój
bagaż na skanerze. Zaraz potem, widząc moje zainteresowanie meczem, zawołali
mnie, żebym mógł z nimi obejrzeć końcówkę meczu! Podobnie jak ja, kibicowali
Hiszpanom i ogromnie cieszyliśmy się, kiedy Hiszpanie strzelili gola w dogrywce
i ostatecznie zdobyli mistrzostwo świata!




Ostatni
lot był najkrótszy i trwał nieco ponad godzinę. Tym razem mieliśmy miejsca przy
oknie i lecieliśmy w dzień, zaraz po wschodzie słońca. Dzięki temu mogliśmy
przez okna samolotu podziwiać bardzo ładne chmury oraz kilka wystających ponad
nie wulkanów na Jawie. Jawa to najważniejsza wyspa Indonezji. Stanowi
polityczne, gospodarcze i kulturowe centrum kraju. Choć zajmuje zaledwie około
7% powierzchni państwa, mieszka na niej około 160 milionów ludzi, co czyni ją
najbardziej zaludnioną dużą wyspą świata. To tutaj znajdują się największe
miasta Indonezji: Dżakarta, Surabaja, Bandung, Semarang oraz Yogyakarta. Na
Jawie koncentruje się również większość przemysłu, administracji, szkolnictwa
wyższego i transportu. Wyspa słynie przede wszystkim z niezwykłych krajobrazów
wulkanicznych. Znajduje się tu ponad 40 wulkanów, z których wiele pozostaje
aktywnych. Najbardziej znanym jest Mount Bromo – jeden z symboli Indonezji,
którego charakterystyczny stożek wznosi się nad rozległym „Morzem Piasku”.
Równie sławny jest Mount Merapi, należący do najbardziej aktywnych wulkanów
świata. Najwyższym szczytem wyspy jest Mount Semeru (3676 m n.p.m.), natomiast
Mount Ijen przyciąga turystów niezwykłym kwaśnym jeziorem oraz rzadkim
zjawiskiem tzw. niebieskiego ognia. Jednym z największych skarbów Jawy są także
zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO - Borobodur i Prambanan.
Dzięki żyznym glebom wulkanicznym Jawa jest jednym z najważniejszych regionów
rolniczych Indonezji. Uprawia się tu przede wszystkim ryż, herbatę, kawę,
trzcinę cukrową oraz tytoń, a charakterystycznym elementem krajobrazu są
rozległe pola ryżowe i tarasy uprawne rozciągające się na zboczach gór. Wyspa
posiada również najlepiej rozwiniętą sieć transportową w całym kraju.
Nowoczesne autostrady oraz jedna z najlepszych sieci kolejowych Azji
Południowo-Wschodniej umożliwiają wygodne przemieszczanie się pomiędzy
największymi miastami i atrakcjami turystycznymi.




Szczególne
miejsce na mapie Jawy zajmuje również Yogyakarta, nazywana przez mieszkańców
Jogją. Miasto jest kulturalnym sercem Jawy i jednym z najciekawszych miast
Indonezji. To jedyne miasto w kraju, w którym do dziś funkcjonuje tradycyjny
sułtanat, a urzędujący sułtan pełni jednocześnie funkcję gubernatora regionu.
Spacer po Yogyakarcie to niezwykłe połączenie historii, jawajskiej tradycji,
tętniących życiem bazarów oraz nowoczesnych kawiarni i restauracji. Po
przylocie czekały już na nas busiki, którymi dojechaliśmy do naszego hotelu, w
którym spędzimy najbliższe 3 noce. W
hotelu zjedliśmy pyszne śniadanie i pojechaliśmy na warsztaty z tworzenia
batiku. Warsztaty batiku należą do najciekawszych atrakcji kulturalnych na
Jawie i pozwalają poznać jedną z najbardziej charakterystycznych indonezyjskich
tradycji. Batik to technika zdobienia tkanin polegająca na nakładaniu gorącego
wosku na materiał, a następnie jego barwieniu. Miejsca pokryte woskiem nie
przyjmują farby, dzięki czemu po usunięciu wosku powstają charakterystyczne
wzory. Tradycja ta jest wpisana na Listę Niematerialnego Dziedzictwa
Kulturowego UNESCO i od wieków stanowi ważny element kultury Jawy, zwłaszcza
Yogyakarty, uważanej za jedną z indonezyjskich stolic batiku. Warsztaty rozpoczęły
się krótkim wprowadzeniem do historii batiku oraz wyjaśnieniem znaczenia
tradycyjnych motywów. Pani opowiadała nam symbolice wzorów, z których niektóre
były dawniej zarezerwowane wyłącznie dla rodziny sułtańskiej. Następnie wybraliśmy
sobie jeden z przygotowanych dla nas na niewielkim kawałku bawełnianej tkaniny wzorów.




Najważniejszym etapem było nanoszenie przez nas gorącego wosku za pomocą tradycyjnego narzędzia zwanego canting. Przypomina ono niewielkie pióro zakończone miedzianym pojemniczkiem z cienką rurką, przez którą powoli wypływa płynny wosk. Praca wymaga dużego skupienia i precyzji, ponieważ od dokładności wykonanych linii zależy końcowy efekt. Niestety jaszczurki, które wybrałem sobie jako wzór, nie wyszły mi idealnie, ale i tak jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego. Po zakończeniu rysowania musieliśmy nanieść na obrazek wybrane przez siebie kolory. Następnie materiał zostaje zanurzony w specjalnym barwniku i w wodzie. W wielu pracowniach wykorzystuje się naturalne barwniki roślinne, takie jak indygo czy pigmenty pozyskiwane z kory drzew. Ostatnim etapem jest usunięcie wosku w gorącej wodzie, dzięki czemu ukazuje się gotowy, wielobarwny wzór. Własnoręcznie wykonany batik najpierw wysuszyliśmy na słońcu, a następnie mogliśmy zabrać go ze sobą jako pamiątkę. Oczywiście zdjęcie moich jaszczurek zamieszczam w galerii poniżej. Jak widać najmniej wyszły mi ich oczy, które wyglądają jakby krwawiły, a to dlatego, że nałożyłem za dużo koloru czerwonego i rozlał mi się on poza zarys oczu jaszczurek…


Warsztaty
odbywają się zazwyczaj w małych, rodzinnych i bardzo klimatycznych pracowniach,
a czasem nawet po prostu w tradycyjnych jawajskich domach, w niewielkich
grupach liczących od kilku do kilkunastu osób. Atmosfera jest spokojna i
kameralna, a instruktorzy pomagają na każdym etapie pracy, dlatego udział nie
wymaga żadnych zdolności plastycznych ani wcześniejszego doświadczenia.
Standardowe zajęcia trwają około 2–3 godzin, choć dostępne są również dłuższe,
nawet całodniowe kursy obejmujące pełny proces tworzenia batiku. Nasz warsztat
trwał około 3 godzin. Mimo, że nie przepadam ze tego typu zajęciami, to
naprawdę bardzo mi się one podobały, bo były czymś zupełnie innym, dużo
ciekawszym, niż odwiedzanie warsztatów i manufaktur podczas innych moich wycieczek
z biurami podróży. Przede wszystkim mogliśmy skupić się tutaj na pracy własnej,
a instruktorzy pomagali nam na każdym kroku. Pomimo tego, że obok pracowni był
ogromny sklep w tego typu rękodziełem, to nikt, ani razu, nie namawiał nas do
jego kupna. A jaki był efekt? Wiele osób z naszej grupy, oprócz własnoręcznie
wykonanego batiku, kupiła sobie dodatkowo jakieś pamiątki. Ja kupiłem sobie
piękną mapę Indonezji, która zawiśnie oczywiście wśród mojej domowej kolekcji
obrazków. Udział
w tego typu warsztatach pozwala nie tylko stworzyć własną pamiątkę z podróży,
ale także zrozumieć, dlaczego ręcznie wykonywane batiki są tak cenione i
kosztowne. Dopiero samodzielne nakładanie wosku i barwienie tkaniny uświadomiło
wielu z nas, ile cierpliwości, precyzji i pracy wymaga wykonanie nawet
niewielkiego wzoru. Dla wielu turystów jest to jedno z najbardziej
autentycznych i najlepiej wspominanych doświadczeń podczas pobytu w
Yogyakarcie. Tak również było i z nami.




Po
wizycie w pracowni pojechaliśmy jeszcze na chwilę do kantoru wymienić
pieniądze, a potem wróciliśmy do hotelu i po przydziale pokoi, mieliśmy 2
godziny na odpoczynek. W końcu mogłem się po ludzku zdrzemnąć! O 17:00
ruszyliśmy na miasto. Nasze busiki zawiozły nas do centrum, gdzie pieszo
zwiedzaliśmy przede wszystkim słynną
Jalan Malioboro, najbardziej znaną ulicę miasta. Pełno jest na niej sklepów z
batikiem, ulicznych artystów, muzyków, restauracji oraz straganów z lokalnym
jedzeniem. Po zmroku ulica rozświetla się tysiącami świateł i zamienia w
tętniący życiem deptak, na którym mieszkańcy i turyści spędzają długie godziny.
My najpierw poszliśmy zjeść do lokalną gastronomię. Usiedliśmy sobie przy
stolikach i kupiliśmy sobie lokalne, street-foodowe jedzenie, ale
charakterystyczne dla tutejszej kuchni. Było bardzo dobre i kosztowało nas
grosze. Tutaj wszystko jest naprawdę bardzo tanie. Za danie dla siebie, w
przeliczeniu na złotówki, zapłaciłem około 15 zł i to jeszcze ze sporym
napiwkiem. Gdy po jedzeniu mieliśmy czas wolny, to na bazarze kupiłem sobie
ładną i dobrą jakościowo koszulkę za około 20 zł.










Na
koniec dnia mieliśmy możliwość skorzystania z kolejnej tutejszej atrakcji, jaką
jest przejażdżka becakiem – charakterystycznym trójkołowym rowerem z miejscem
dla pasażerów z przodu. To jeden z symboli Yogyakarty i doskonały sposób
na poznanie miasta w spokojnym tempie. Kierowcy becaków chętnie opowiadają
o lokalnych atrakcjach (choć nasz akurat nam nic nie mówił), a sama przejażdżka
pozwala poczuć klimat dawnych indonezyjskich ulic. Niestety coraz częściej
becaki nie są już tradycyjnymi rowerami napędzanymi tylko i wyłącznie siłą
mięśni nóg. Coraz częściej pojawiają się modne w ostatnim czasie rowery
wspomagane elektrycznie, a wiele rowerów po prostu zastąpiono skuterami i
motocyklami. Ale może to i dobrze, bo ludzie nie muszą już się tak męczyć,
szczególnie, że wiele ulic w mieście jest dosyć stromych i praca ta wymaga
niezwykłego wysiłku. Ja z Ulą mieliśmy dzisiaj wyjątkowe szczęście, bo chyba
jako jedyni trafiliśmy na tradycyjnego, starego becaka. Większość naszej grupy wracała
do hotelu zmodyfikowanymi już pojazdami. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze
nas masaż. Wszak jesteśmy a Azji, a masaże są tutaj bardzo popularne i przede
wszystkim niezwykle tanie. Niestety dla naszej 14‑osobowej grupy nie było
dzisiaj możliwości przeprowadzenia masażu, ale zamówiliśmy sobie masaż na
jutrzejszy wieczór.




Po
powrocie do hotelu, umyciu się i przepakowaniu na jutro, w końcu mogłem położyć
się spać. Mam nadzieję, że jutro nie zaśpię na zbiórkę.