Dzisiaj ostatni dzień naszego krótkiego wypadu weekendowego. Ale jak to z nami bywa, zaplanowaliśmy go sobie tak, żeby zwiedzić jak najwięcej ciekawych miejsc w drodze powrotnej. Plan na dzisiejszy dzień przygotowaliśmy sobie już wczoraj wieczorem, ale i tak dzisiaj w trakcie drogi dodaliśmy jeszcze jeden punkt. Mieliśmy najpierw jechać zwiedzić zamek Czocha, ale po drodze do niego zobaczyłem nagle drogowskaz kierujący do najstarszego drzewa w Polsce. Nawet ani chwili się nie zastanawialiśmy, tylko skręciliśmy w jego kierunku. Nie musieliśmy wcale nadrabiać dużo drogi, bo odległość do niego wynosiła jedynie 3 kilometry. A tym najstarszym drzewem w Polsce nie jest – jak się często mówi – słynny dąb Bartek, ale cis o nazwie Cis Henrykowski. Cis ten rośnie w malutkiej miejscowości Henryków Lubański w województwie dolnośląskim. Jego wiek szacuje się na około 1300 lat. Oznacza to, że zaczął rosnąć jeszcze w VIII wieku, czyli na długo przed powstaniem państwa polskiego! Drzewo należy do gatunku cis pospolity, który słynie z długowieczności i odporności. Mimo swojego sędziwego wieku nadal żyje, choć jego pień jest częściowo pusty i wymaga ochrony. Cis Henrykowski jest wyjątkowym świadkiem historii – „pamięta” czasy średniowiecza, a nawet wcześniejsze wydarzenia. Ze względu na swój wiek i znaczenie przyrodnicze został uznany za pomnik przyrody i jest pod szczególną opieką.
Kolejnym miejscem, do którego pojechaliśmy był wspomniany zamek Czocha. Zamek ten, położony nad Jeziorem Leśniańskim, to jeden z najbardziej malowniczych i tajemniczych zamków w Polsce. Został zbudowany w XIII wieku jako warownia obronna na granicy śląsko-łużyckiej, początkowo na polecenie czeskiego króla Wacława I. Na przestrzeni wieków zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli i był przebudowywany, przez co dziś łączy różne style architektoniczne – od gotyku po renesans. W XX wieku został gruntownie odrestaurowany przez niemieckiego przedsiębiorcę Ernsta Gütschowa, który nadał mu obecny wygląd i wprowadził wiele tajemniczych przejść oraz ukrytych pomieszczeń. Podczas II wojny światowej był wykorzystywany przez niemieckie służby, co dodatkowo zwiększyło jego aurę tajemniczości. Obecnie zamek pełni funkcję atrakcji turystycznej, a także hotelu. Organizowane są tu zwiedzania z przewodnikiem, nocne wyprawy oraz różnego rodzaju wydarzenia tematyczne.
Wnętrza Zamku Czocha są jednymi z najbardziej fascynujących elementów całej budowli, ponieważ łączą historyczny wygląd z nutą tajemnicy i legend. Zamek posiada wiele bogato zdobionych sal, w których można zobaczyć drewniane stropy, kominki oraz stylowe meble nawiązujące do dawnych epok. Szczególnie wyróżnia się Wielka Sala Rycerska, która zachwyca swoim rozmiarem i średniowiecznym klimatem. Znajdują się tam długie stoły, ozdobne żyrandole oraz elementy zbroi, co pozwala wyobrazić sobie życie dawnych mieszkańców zamku. Jednym z najbardziej intrygujących elementów wnętrz są ukryte przejścia i tajne korytarze. Niektóre z nich były wykorzystywane do dyskretnego przemieszczania się po zamku, a inne – według legend – służyły do ukrywania kosztowności lub podsłuchiwania gości. Istnieje nawet opowieść o zapadni, która miała prowadzić do lochów. W zamku można także zobaczyć bibliotekę, w której znajdują się stare księgi i stylowe wyposażenie, a także komnaty mieszkalne urządzone w dawnym stylu. My dzisiaj nie zwiedzaliśmy zamkowych wnętrz, bowiem musielibyśmy czekać prawie godzinę na zwiedzanie z przewodnikiem. Kupiliśmy więc jedynie bilety pozwalające nam zobaczyć zamkowe dziedzińce, ale i tak udało nam się, trochę przez przypadek, wejść i zobaczyć, ponoć najładniejszą w zamku, Wielką Salę Rycerską. Dzięki swojej historii i wyjątkowemu położeniu Zamek Czocha jest jednym z najciekawszych zabytków Dolnego Śląska i przyciąga corocznie wielu turystów z Polski i zagranicy.
Kolejny przystanek na trasie mieliśmy w uroczym, choć małym miasteczku Lwówek Śląski położonym nad rzeką Bóbr. Co ciekawe, jest to jedno z najstarszych miast w Polsce. Prawa miejskie uzyskało już w XIII wieku, co czyni je ważnym ośrodkiem historycznym regionu. Miasto słynie przede wszystkim z bogatej historii związanej z handlem i wydobyciem złota. W średniowieczu okolice Lwówka Śląskiego były jednym z najważniejszych miejsc poszukiwania złota w Polsce, co przyczyniło się do jego szybkiego rozwoju. Lwówek Śląski jest również znany z występowania agatów – półszlachetnych kamieni, które można znaleźć w okolicznych terenach. Dzięki temu miasto jest ważnym punktem dla miłośników geologii i kolekcjonerów minerałów. Do dziś zachowały się ślady tej działalności, a tradycja ta jest przypominana podczas corocznej imprezy Lwóweckie Lato Agatowe, która przyciąga wielu turystów.
W centrum miasta znajduje się bardzo dobrze zachowany rynek z pięknym ratuszem oraz zabytkowymi kamienicami. Zabytki te znajdują się w środku długiego rynku, ale otoczone są ze wszystkich stron nowymi budynkami, co razem tworzy dosyć niespotykane w innych miastach połączenie. Na uwagę zasługują także średniowieczne mury obronne, jedne z najlepiej zachowanych murów w Polsce. Otaczały niemal całe miasto, tworząc zamknięty pierścień obronny. W ich skład wchodziły wysokie kamienne ściany, baszty oraz bramy wjazdowe, przez które można było dostać się do środka. Szczególnie charakterystyczna jest Baszta Lubańska, będąca jedną z najlepiej zachowanych części dawnych umocnień. Pełniła funkcję obserwacyjną i obronną, a jej solidna konstrukcja przetrwała wiele wieków. W mieście zrobiliśmy sobie kilkunastominutowy spacer zakończony zakupem pysznych lodów.
Z Lwówka Śląskiego już tylko kilkaset metrów dzieliło nas od kolejnej atrakcji, czyli Szwajcarii Lwóweckiej, czyli Lwóweckich Skałek. Jest to jedno z najciekawszych miejsc krajobrazowych regionu, znane z niezwykłych form skalnych i pięknych widoków. Teren ten tworzą charakterystyczne skały piaskowcowe o fantazyjnych kształtach, które powstały miliony lat temu w wyniku procesów geologicznych, takich jak erozja i wietrzenie. Skały często przybierają formy baszt, grzybów czy wież, co sprawia, że miejsce to przypomina krajobrazy górskie – stąd nazwa „Szwajcaria”. Obszar znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru. Pośród skał zlokalizowanych jest kilka punktów widokowych, z których można podziwiać okoliczne tereny, dolinę rzeki Bóbr oraz dolinę wpadającej do niej rzeczki Srebrna. Teren skałek jest niewielki, jego przejście zajęło mi kilkanaście minut (dziewczyny zostały w samochodzie). Całość porośnięta jest lasem i poprzecinana licznymi ścieżkami turystycznymi, dzięki czemu miejsce to jest chętnie odwiedzane przez turystów, fotografów oraz miłośników natury.
Doliną rzeki Bóbr pojechaliśmy w dalszą podróż, tym razem w kierunku Krainy Wygasłych Wulkanów. Jest to wyjątkowy obszar, obejmujący tereny Pogórza Kaczawskiego i Gór Kaczawskich. Jest to jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie można zobaczyć pozostałości dawnych wulkanów. Powstały one miliony lat temu w wyniku intensywnej działalności wulkanicznej, a dziś zachwycają różnorodnością form geologicznych i krajobrazów. Kraina Wygasłych Wulkanów łączy w sobie piękne krajobrazy, unikalne formacje skalne oraz bogatą historię geologiczną. Jest to doskonałe miejsce do poznawania procesów, które kształtowały Ziemię miliony lat temu, a także popularny cel wycieczek i wypraw turystycznych. Mieliśmy dzisiaj okazję, przy pięknej pogodzie, podziwiać tę niezwykłą krainę. Najbardziej charakterystycznym punktem tego regionu jest Ostrzyca Proboszczowicka, nazywana „polską Fudżijamą” ze względu na swój charakterystyczny, stożkowaty kształt. Jest to wygasły wulkan o wysokości 501 m n.p.m., zbudowany z bazaltu. Na jego szczyt prowadzą kamienne schody, a z góry rozciąga się rozległy widok na okoliczne tereny. Ostrzyca jest jednym z najlepiej zachowanych stożków wulkanicznych w Polsce.
Kolejną niezwykłą atrakcją są Organy Wielisławskie. To efektowne formacje skalne zbudowane z bazaltowych słupów, które przypominają piszczałki organów – stąd ich nazwa. Powstały w wyniku stygnięcia lawy, która pękała, tworząc regularne, wielokątne kolumny. To jedno z najpiękniejszych stanowisk geologicznych w regionie, malowniczo położone w dolinie niewielkiej rzeczki Kaczawy.
Warto także wspomnieć o Wilczej Górze, czyli kolejnym dawnym wulkanie, który niestety obecnie jest częściowo zniszczony przez działalność człowieka – wydobycie bazaltu. Mimo to nadal można tu zobaczyć imponujące odsłonięcia skał wulkanicznych oraz charakterystyczne słupy bazaltowe. Wilcza Góra jest ważnym miejscem dla geologów i miłośników przyrody. Znajduje się ona już na przedmieściach Złotoryi, w której przejechaliśmy tylko przez rynek i zatrzymaliśmy się na krótki postój, żeby zatankować benzynę i skorzystać z toalety.
Stąd do Jordanowa zostało nam już tylko około półtorej godziny jazdy. Ostatni odcinek drogi spędziliśmy przy pięknej pogodzie, podziwiając wyjątkowo dobrze widoczne dzisiaj pasmo Sudetów, z charakterystycznymi kształtami ośnieżonej jeszcze Śnieżki oraz Śnieżnych Kotłów. Po dojechaniu do Jordanowa i pożegnaniu Marioli odwiozłem do Wrocławia Dorotę i ruszyłem w podróż powrotną do Warszawy. W domu byłem przed godziną 20:00. To był wyjątkowo miło spędzony weekend.