Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwnówek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziwnówek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lipca 2019

Dziwnówek, Dąbki i podróż nad Babant - dzień 5
















Dzisiaj wieczorem jestem już nad Babantem. Koniec krótkiego pobytu w Dziwnówku, ale nie nad polskim morzem, bo dzisiaj jeszcze na chwilę pojechałem odwiedzić M. i I. w Dąbkach. M. jest tam na obozie z dzieciakami a I. odpoczywa sobie w prywatnej kwaterze.

Do Dąbek dojechałem około godziny 13.00. M. był akurat z dziećmi na plaży, więc poszedłem do niego. Niestety nie mogłem wejść do morza, bo cała plaża była strzeżona i wywieszona była czerwona flaga, a to oznaczało, że ratownicy pilnowali żeby nikt nie wchodził do wody. Żeby się spokojnie wykąpać musiałbym pojechać jakieś 3 kilometry dalej na plażę niestrzeżoną. Po krótkim pobycie na plaży wróciliśmy do ośrodka Duet. Z I. spotkaliśmy się w pobliskiej knajpce „Pobite Gary”, gdzie zjedliśmy obiad i pogadaliśmy sobie. Później zaczął padać deszcz, więc odwiozłem I. do jej kwatery i pojechałem w dalszą podróż nad Babant.

Po drodze wzdłuż wybrzeża cały czas padał deszcz. Dopiero w okolicach Gdańska przejaśniło się nieco i aż do samego Babantu nie padało. Od Gdańska droga minęła mi spokojnie i bardzo szybko, gdyż jej większość prowadziła po nowo oddanych do użytku odcinkach tras ekspresowych S7 i S51. Nad Babant dojechałem tuż po godzinie 21.00.

środa, 3 lipca 2019

Dziwnówek - dzień 4
















Dzisiaj spałem baaaaardzo długo. Po zjedzeniu śniadania i umyciu się było już popołudnie. Cały czas mocno wieje i przelotnie pada deszcz, ale jest też sporo chwil ze słońcem. Wybraliśmy się dziś na spacer po Dziwnówku. Najpierw poszliśmy ścieżką wzdłuż plaży, potem weszliśmy na główny deptak, gdzie oglądaliśmy w sklepach wszystko co tylko można sprzedać, a na koniec kupiliśmy sobie lody oraz pyszną, wędzoną rybę, którą zjedliśmy na obiadokolację.

Dzisiaj również poszedłem nad morze. Tym razem tylko z Łezką, bo nikt więcej nie chciał ze mną iść, gdyż było za zimno i za bardzo wiało. Mi oczywiście to nie przeszkadzało, bo przecież uwielbiam duże fale. Łezka tym razem nawet nie weszła do wody, tylko czekała na mnie na brzegu, a ja prawie pół godziny bawiłem się na wielkich falach. Wieczorem jak zwykle poszedłem podziwiać kolejny piękny zachód słońca.

wtorek, 2 lipca 2019

Dziwnówek - dzień 3
















Prawie całą noc, a także rano padało. Na szczęście nie była to ulewa tylko przelotne opady, ale po obudzeniu się nie za bardzo wiedzieliśmy co dzisiaj mamy robić. I wtedy padł pomysł, żeby pojechać do Szczecina. Ja jeszcze nigdy nie zwiedzałem tego miasta i jeżeli w nim byłem to tylko jako mały dzieciak i tego nie pamiętam.

Wsiedliśmy więc do samochodu i ruszyliśmy, ale najpierw zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Dziwnowie. Ja kupiłem sobie sporo ciuchów w outlecie F4 i Diverse, a K. przebiła sobie uszy :). Potem w końcu ruszyliśmy w kierunku Szczecina. Droga zajęła nam około półtorej godziny. W tym czasie wypogodziło się na tyle, że zza chmur wyszło nawet słońce i zrobiło się ciepło. W Szczecinie zatrzymaliśmy się w centrum miasta i poszliśmy na zwiedzanie. Centrum miasta nie jest zbyt wielkie, więc obejście go zajęło nam niecałe 2 godziny.

Po zwiedzaniu podjechaliśmy na pyszne szczecińskie paszteciki, a później jeszcze zatrzymaliśmy się w centrum na równie pyszne lody.

Po powrocie do Dziwnówka poszliśmy na chwilę na plażę. Kąpałem się tylko ja i Łezka, bo było chłodno, wiał bardzo silny wiatr i były bardzo duże fale. Nawet Łezka zrezygnowała z długiej kąpieli, gdy zobaczyła, że fale nie pozwalają jej na swobodne pływanie. A wieczorem podziwialiśmy kolejny piękny zachód słońca.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Dziwnówek - dzień 2
















Dzisiaj nie było już takiego upału jak wczoraj, ale nadal było bardzo ciepło. Po śniadaniu poszliśmy więc na plażę, gdzie spędziliśmy kilka godzin opalając się, pływając w morzu i bawiąc się pośród fal. Łezka też nie chciała wychodzić z wody i prawie cały czas siedziała ze mną w morzu albo goniła za rzucanymi jej kamykami.

Po południu pojechaliśmy zrobić zakupy do Polo Marketu i zatrzymaliśmy się na deptaku na lody. A wieczorem zaczęło mocniej wiać i zachmurzyło się.