Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ushuaia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ushuaia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Wyprawa na Antarktydę - dzień 14

Już o 6 rano była pobudka i śniadanie. Potem szybka toaleta i już o 8 mieliśmy transfer na lotnisko w Ushuaia. Lot do Buenos Aires minął spokojnie.

Stolica Argentyny przywitała nas bezchmurnym niebem, ogromną wilgotnością powietrza i temperaturą przekraczającą 300C. Z lotniska udaliśmy się do hotelu, gdzie mieliśmy około 2 godzin czasu na prysznic i odpoczynek. Po 20 udaliśmy się na wieczorną kolację z pokazem argentyńskiego tanga. Najpierw była kolacja. Oczywiście na danie główne wzięliśmy sobie stek z argentyńskiej wołowiny. Nie jedliśmy nic od rana i byliśmy bardzo głodni, więc gdy podali nam ogromne steki byliśmy przeszczęśliwi. Steki były tak ogromne, że… nie zjedliśmy ich do końca, podobnie jak i podanego później deseru. Byliśmy pełni i dopiero wtedy rozpoczął się pokaz tanga. Był naprawdę bardzo fajny, mimo, że ja nie przepadam za takimi klimatami.

Około północy, zmęczeni, wróciliśmy do hotelu Waldorf i położyliśmy się spać.

piątek, 24 lutego 2017

Wyprawa na Antarktydę - dzień 13

Gdy obudziliśmy się rano, przed nami, w oddali widać było już ląd. Po śniadaniu wyszedłem sobie na pokład. Świeciło słońce, a temperatura powietrza przekraczała 100C. Dookoła statku latały sobie albatrosy.

Około południa byliśmy już u wejścia do Kanału Beagle. Po kilku milach statek zatrzymał silniki. Musieliśmy czekać na pilota po kanale, gdyż takie są procedury. Bez pilota nie można pływać po kanale. Pilot przypłynął po nas dopiero w nocy. Całe popołudnie świeciło słońce. Po południu zaserwowano nam ciastka, gofry i lody na pokładzie. Delektując się nimi podziwialiśmy widoki na obu brzegach kanału oraz tryskające co chwilę w górę wodą wieloryby minkie.

A wieczorem, po kolacji i spakowaniu się poszliśmy na wieczorek pożegnalny. Była muzyka i tańce, ale raczej nie była to dyskoteka, tylko bardziej Ciechocinek :). Zanim położyliśmy się spać, poszliśmy jeszcze na chwilkę do jacuzzi.

środa, 15 lutego 2017

Wyprawa na Antarktydę - dzień 4

Dziś wypływamy na Antarktydę!

Jesteśmy już zaokrętowani na statku m/v Sea Spirit, który pływa pod banderą Bahamów. Mieliśmy już oficjalne przywitanie przez załogę, szkolenie z zakresu bezpieczeństwa i próbny alarm. Za chwilę wypływamy z portu i płyniemy na wschód Kanałem Beagle w kierunku Oceanu Atlantyckiego. Ale zanim wypłyniemy, to warto napisać trochę o pierwszej części dzisiejszego dnia, czyli o wycieczce do Parku Narodowego Ziemi Ognistej.

Pogoda dzisiaj znów nam dopisała. Od rana, podobnie jak wczoraj, było ciepło i słonecznie. Po śniadaniu podjechał po nas autokar i wyruszyliśmy do parku. Znajduje się on kilkanaście kilometrów na zachód od Ushuaia, na granicy z Chile. Musieliśmy przejechać więc przez całe miasto, podziwiając charakterystyczne, bardzo ładne domki stojące przy głównej drodze w mieście, czyli drodze numer 3, która zaczyna się w Parku Narodowym, a kończy… na Alasce, ponad 17 tysięcy kilometrów dalej. Przewodniczka w autokarze powiedziała nam, że mamy wielkiego farta do pogody bo w Ushuaia, w ciągu roku jest średnio 10 do 15 dni bez deszczu. My przyjechaliśmy tutaj tylko na 2 dni i oba okazały się słoneczne!

Pierwszym przystankiem w Parku Narodowym Ziemi Ognistej była zatoka - Bahía Ensenada, w której na molo położona jest najdalej na świecie wysunięta na południe poczta - Correo del fin del mundo. Wbiliśmy sobie do paszportów pamiątkowe pieczątki i kupiliśmy pocztówki za które trzeba było sporo zapłacić i pojechaliśmy dalej. Tym razem udaliśmy się na około półgodzinny trekking po tutejszym, bardzo ciekawym lesie, w którym przewodniczka pokazywała nam ciekawe drzewa i inne rośliny oraz opowiadała o parku.

Tutejszy las należy do południowych lasów wilgotnych typu lenga (są to górskie odmiany lasu liściastego). Lasy rosnące tutaj nazwane są andyjsko-patagońskimi. Dawniej tereny te zamieszkiwane były przez Indian Yamana, którzy dotarli na te ziemie ponad 7000 lat temu. Swoje życie spędzali w łodziach, polując na ryby, foki, wydry czy kraby. W XIX wieku było ich ponad 2500 osób, ale w 2000 roku już tylko ok. 90, a obecnie grupa ta praktycznie przestała istnieć. Koniec trekkingu znajdował się nad Zatoką La Pataia, przy której zaczyna się wspomniana wcześniej droga nr 3. Ostatnim odwiedzonym przez nas miejscem w Parku było Jezioro Acigami, przez które przebiega granica pomiędzy Argentyną i Chile. Jezioro jest pięknie położone pośród gór. A na plaży przez dłuższą chwilę podziwialiśmy spacerującego sobie i poszukującego na plaży jedzenia ptaka o nazwie Carancho (Karakara). Zupełnie nie przejmował się naszą obecnością, więc mogliśmy mu zrobić ciekawą sesję fotograficzną. Po tej atrakcji udaliśmy się w drogę powrotną do Ushuaia.

Po przyjeździe mieliśmy jeszcze około półtorej godziny czasu wolnego. Wykorzystaliśmy go na zjedzenie obiadu. Chcieliśmy zjeść tylko jakąś małą przekąskę, a skończyło się oczywiście na zamówieniu przez nas półmiska z różnymi mięsami. Po zjedzeniu poszliśmy już w kierunku zbiórki na statek.

Z portu wypłynęliśmy po godzinie 19. Później była kolacja, a po niej rozdawali nam ekwipunek, który będzie nam potrzebny podczas całego rejsu. Dostaliśmy pasy bezpieczeństwa, specjalne kalosze do chodzenia po wodzie i błocie oraz przepiękne i przede wszystkim bardzo ciepłe kurtki z logo naszej wyprawy, które po zakończeniu rejsu będą nasze na własność!

Cały czas kierujemy się na wschód, w kierunku końca Kanału Beagle. Za oknem zrobiło się już ciemno, więc chyba pora iść spać. Jutro i pojutrze będziemy płynąć przez Cieśninę Drake’a. Pogody na najbliższe dni nie pokazują zbyt silnego wiatru, jaki wieje tu zazwyczaj. Tak więc za 2 dni powinniśmy ujrzeć już pierwsze zarysy Antarktydy!