Właśnie siedzę na lotnisku w Addis Abebie, w Etiopii. Czekamy na lot na Seszele, który mamy za około 2 godziny. Oczywiście musiałem sobie kupić magnes z Etiopii, chociaż, jak to na lotnisku, nie był tani.
Na lotnisko na największej wyspie Seszeli – Mahe, dolecieliśmy po godzinie 14:00. Dojazd do hotelu zajął nam sporo czasu, bo okazało się, że na Seszelach też są korki… Przejeżdżaliśmy praktycznie przez całą stolicę Seszeli – Victorię, która jest niewielka. Widzieliśmy po drodze kilka atrakcji miasta, ale będziemy je jeszcze oglądać dokładniej, kiedy pojedziemy wynajętym przez nas samochodem, który mają nam podstawić do hotelu jutro po śniadaniu. Hotel Berjaya Beau Vallon jest bardzo fajny i zlokalizowany przy samej plaży, która jest piękna.
Po rozpakowaniu się poszliśmy oczywiście na plażę. We wspaniałej wodzie spędziłem godzinę, bawiąc się na falach. Przy hotelu widzieliśmy też po raz pierwszy tutejsze ogromne żółwie, które są tu często trzymane w przydomowych ogródkach. Nasz hotel też ma takie zagrodzone miejsce, w którym żyje sobie kilka żółwi. Widzieliśmy też latające bez przerwy nad okolicznymi drzewami, bardzo duże nietoperze. Jak na razie Seszele zrobiły na mnie duże wrażenie, a to dopiero pierwszy dzień.
O 19:00 robi się tutaj już ciemno, więc ani kąpać, ani zwiedzać się raczej już nie da. W związku z tym będziemy zapewne o tej godzinie schodzić na kolację, a potem integrować się w pokojach lub w barze przy plaży i basenie. Dzisiaj po kolacji poszliśmy jeszcze na spacer po plaży. Poszliśmy w prawo od naszego hotelu i doszliśmy aż do końca plaży, do miejsca, gdzie do morza wpada mała rzeka. Po powrocie szybko padliśmy spać, bo byliśmy bardzo zmęczeni po podróży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz