Dzisiaj
po śniadaniu odebrałem wynajęty przez nas samochód. Przedstawiciel wypożyczalni
przywiózł go nam do hotelu i powiedział tylko, żebyśmy uważali i nie stawiali
samochodu pod palmami kokosowymi, bo jedynym zagrożeniem na wyspie jest zniszczenie samochodu przez spadające kokosy... Potem mieliśmy spotkanie z przedstawicielem
biura, w którym mamy wykupiony pobyt na Seszelach. Kupiliśmy u niego dwie całodniowe
wycieczki. Jedną w czwartek – na wyspy La Digue i Praslin, a drugą dzień
później – do Morskiego Parku Narodowego Sainte Anne. Będziemy tam zwiedzać
park, oglądać żółwie, kąpać się i snorkelingować.
A potem wzięliśmy z hotelu ręczniki i leżaki i poszliśmy na plażę. Dzisiaj zaplanowaliśmy sobie totalny chillout. Przez kilka godzin siedzieliśmy na plaży. Ja większość czasu spędziłem w wodzie, bawiąc się na falach. Poszliśmy też na spacer, tym razem w drugą stronę. Doszliśmy aż do końca plaży, gdzie do morza również wpada mała rzeczka, a także widzieliśmy przy skałkach, jak miejscowi łowią ryby. Po zejściu z plaży poszliśmy jeszcze popływać w hotelowym basenie.
Przed kolacją poszedłem z H. i Z. na zakupy do pobliskiego sklepu. Potem siedzieliśmy sobie przy barku i plaży i graliśmy w karty. Dzisiejszą kolację mieliśmy zamówioną we włoskiej restauracji. Jedzenie było dobre, ale nie było bardzo dużego wyboru, no i musieliśmy zamówić wszystko z karty, więc okazało się, że jedzenia było po prostu za dużo i nie zjedliśmy wszystkiego. Jutro już nie będziemy zamawiać kolacji w restauracji „na kartę”, tylko zjemy normalnie w hotelowym bufecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz