piątek, 14 listopada 2025

Maroko – dzień 3 – Casablanca i Rabat










Zgodnie z planem wyjechaliśmy o 6 rano, kiedy na dworze było jeszcze ciemno. Niebo było rozgwieżdżone, więc po wczorajszym deszczu nie było już śladu. Dzisiaj mieliśmy w planie zwiedzanie Casablanki, a właściwie tylko znajdującego się w niej meczetu Hassana II, bo nic więcej ciekawego turystycznie tutaj nie ma. Casablanca to największe miasto Maroka. Położone jest na wybrzeżu Atlantyku i pełni rolę gospodarczej stolicy kraju. Miasto znane jest z nowoczesnej architektury, szerokich bulwarów i portu, jednego z największych w Afryce Północnej. Najsłynniejszym symbolem miasta jest Meczet Hassana II. To jeden z największych meczetów na świecie (trzeci po Mekce i Medynie). Jest jedynym meczetem w Maroku, do którego mogą wejść turyści (czyli niewierni). Budowla stanowi połączenie tradycyjnego marokańskiego rzemiosła i nowoczesnych technologii, będąc najważniejszą atrakcją Casablanki.

Pod meczet dojechaliśmy chwilę przed godziną 10.00, na którą mieliśmy zaplanowane zwiedzanie. Meczet, ukończony w 1993 roku, powstał jako hołd dla króla Hassana II i symbol jedności narodowej. Świątynia stoi częściowo na platformie wysuniętej nad Ocean Atlantycki, co podkreśla jej wyjątkową lokalizację – według słów króla Hassana II – „Bóg ma swój tron nad wodami”. Meczet może pomieścić około 25 tysięcy wiernych wewnątrz oraz dodatkowe dziesiątki tysięcy na dziedzińcu. Jego minaret, o wysokości 210 metrów, jest jednym z najwyższych na świecie i nocą emituje światło skierowane w stronę Mekki. Wnętrza zdobią ręcznie rzeźbione elementy z cedru, misternie układane mozaiki zellij, marmurowe kolumny i kunsztowne sztukaterie, a sam dach sali modlitwy może być otwierany mechanicznie. Meczet jest rzeczywiście wielki i robi ogromne wrażenie, choć wewnątrz nie należy do najpiękniejszych. Jego zwiedzanie z przewodnikiem zajęło nam około godziny, po czym wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w kierunku stolicy Maroka – Rabatu. Jeszcze po drodze, wyjeżdżając z miasta, zatrzymaliśmy się na chwilkę żeby zrobić zdjęcia Cafe Ricko, czyli knajpki znanej z filmu Casablanca, z Humbreyem Bogartem i Ingrid Bergman. Co prawda knajpka nie ma nic wspólnego z filmem, bowiem żadne ujęcia tego filmu nie były kręcone w Maroku. Powstała dużo później na fali popularności filmu. Mimo to wielu turystów robi sobie przy niej pamiątkowe zdjęcia. Przed samą stolicą mieliśmy przystanek na lunch, który spędziliśmy w McDonaldzie.

Rabat, stolica Maroka, to eleganckie i spokojne miasto położone na atlantyckim wybrzeżu, u ujścia rzeki Bou Regreg. Jest siedzibą króla i głównych instytucji państwowych, a zarazem centrum administracyjnym i kulturalnym kraju. Miasto wyróżnia się szerokimi bulwarami, zadbanymi parkami, muzeami oraz łagodniejszym tempem życia niż Casablanca, dzięki czemu uchodzi za jedno z najbardziej przyjaznych do życia miast Maroka. Rabat łączy nowoczesność z bogatą historią sięgającą XII wieku, kiedy powstała tu potężna twierdza Almohadów. Do najważniejszych zabytków miasta należy Wieża Hassana – niedokończony minaret monumentalnego meczetu z XII wieku – oraz położone obok Mauzoleum Muhammada V, uważane za jedno z najpiękniejszych przykładów współczesnej marokańskiej architektury. Duże wrażenie robi także Kasba al-Udaja, malownicza dzielnica o białoniebieskich uliczkach, z której rozciąga się widok na ocean i sąsiednie Salé. Warto zobaczyć również kompleks starożytnych ruin o nazwie Chellah. My zwiedziliśmy dzisiaj wszystkie 3 wymienione wyżej miejsca. Pierwszym były starożytne ruiny Chellah.

Chellah, znana też jako Szalla, to jedno z najbardziej nastrojowych i historycznie bogatych miejsc w Rabacie. Położona na wzgórzu nad rzeką Bou Regreg, stanowi kompleks ruin sięgających czasów starożytnych. Początkowo funkcjonowała jako rzymskie miasto Sala Colonia, o czym świadczą pozostałości forum, łaźni, ulic i murów. W XIV wieku teren został przekształcony przez dynastię Merynidów w nekropolię i religijne założenie otoczone potężnymi murami. Wewnątrz znajdują się ruiny mauzoleów, medresy i ogrody, które dziś współtworzą charakterystyczny, lekko dziki krajobraz. Chellah urzeka nie tylko zabytkami, lecz także atmosferą – zarośnięte ścieżki, dźwięk ptaków oraz gniazda bocianów stały się jej nieodłącznym elementem. Jest to miejsce, w którym przenikają się warstwy historii: od starożytnego Rzymu po średniowieczne Maroko, dzięki czemu Chellah pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych i malowniczych stanowisk archeologicznych w kraju.

Drugim miejscem było Mauzoleum Muhammada V oraz znajdująca się tuż przy nim Wieża Hassana, leżące na terenie dawnej twierdzy Almohadów. Twierdza Almohadów wraz z Wieżą Hassana, Mauzoleum Muhammada V oraz Kasbą al-Udaja, tworzy jeden z najważniejszych zespołów historycznych w Maroku. Pozostałości twierdzy pochodzą z XII wieku, kiedy dynastia ta planowała uczynić Rabat potężną stolicą i ośrodkiem religijnym. Ambitnym projektem z tego okresu był monumentalny meczet, z którego do dziś zachowała się Wieża Hassana – niedokończony, ale imponujący minaret, świadczący o skali ówczesnych zamierzeń oraz pozostałości kolumn. W ich bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się obecnie Mauzoleum Muhammada V, miejsce spoczynku króla, który poprowadził Maroko ku niepodległości. Budowla wyróżnia się elegancką architekturą, bogatymi zdobieniami, a wejścia do niej strzeże odświętnie ubrana wojskowa straż honorowa.

Ostatnim odwiedzonym przez nas dzisiaj miejscem była dawna twierdza (a obecnie zamieszkała dzielnica) Kasba al-Udaja, stojąca na skale u ujścia rzeki Bou Regreg. Jest najstarszą częścią miasta. Jej wąskie, białoniebieskie uliczki, dawne mury obronne i widoki na ocean tworzą unikalny klimat, ukazujący zarówno militarne, jak i codzienne oblicze dawnego Rabatu.

Z Rabatu wyjechaliśmy około godziny 18:00. Do miejsca naszego dzisiejszego noclegu – miasta Asila musieliśmy pokonać około 200 km, więc na miejsce przyjechaliśmy dopiero po godzinie 21:00. Tuż przed dojazdem widzieliśmy z autokaru, że zbliża się burza, bo mocno się błyskało. Gdy wjeżdżaliśmy do miasta zaczęło padać, a chwilę później z nieba lunęła ściana wody. Na szczęście autobus zaparkował tuż przed wejściem do hotelu i nie musieliśmy od razu wyjmować z niego bagaży, gdyż najpierw poszliśmy zjeść kolację. A po kolacji przestało padać i mogliśmy przenieść swoje bagaże do pokojów na sucho. Spać poszliśmy dzisiaj dopiero po północy, a ja znalazłem swoje marokańskie dirhamy, które wcześniej zaginęły mi gdzieś w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Okazało się, że po prostu nie wyjąłem ich wczoraj wieczorem ze spodenek, których dzisiaj nie założyłem i schowałem je do głównego bagażu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz