Dzisiaj mogliśmy w końcu dłużej pospać. Wyjechaliśmy z hotelu dopiero o 9:30. Mieliśmy w planie zwiedzania tylko 2 miejsca. Pierwszym były ruiny rzymskiego miasta Volubilis, do których dojechaliśmy po 2 godzinach jazdy. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilkę na punkcie widokowym, gdzie oprócz ładnego widoku mieliśmy okazję napić się świeżo wyciskanego soku z granatów, a także podziwiać przepiękną tęczę, która ukazała nam się nad górami. Był to, jak się później okazało, jedyny dzisiejszy akcent deszczowy, ponieważ znów prognozy pogody na szczęście się nie sprawdziły i przez cały dzień mieliśmy bardzo ładną pogodę. Oby tak samo było jutro.
Wróćmy jednak do Volubilis. Są to rozległe ruiny starożytnego miasta rzymskiego położone u podnóża gór Atlasu. Miasto zostało założone początkowo przez Kartagińczyków, a następnie silnie rozbudowane przez Rzymian. Było jednym z najważniejszych ośrodków administracyjnych prowincji Mauretania Tingitana. Miasto słynęło z produkcji oliwy z oliwek i żyło z handlu, dzięki czemu mogło się rozwijać i bogacić. Do dziś zachowały się tam wyjątkowo dobrze utrzymane mozaiki podłogowe, pozostałości domów patrycjuszy, monumentalny łuk triumfalny Karakalli oraz forum z bazyliką. Volubilis zostało opuszczone po upadku wpływów rzymskich, a lizbońskie trzęsienie ziemi z 1 listopada 1755 roku przyczyniło się do dalszego jego zniszczenia. Obecnie ruiny wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO i stanowią jedno z najcenniejszych stanowisk archeologicznych w Afryce Północnej oraz ważne świadectwo rzymskiej urbanistyki na obrzeżach imperium.
Z Volubilis mieliśmy około pół godziny drogi do Meknesu. Meknes to jedno z czterech cesarskich miast Maroka. Pozostałe trzy to Marrakesz, Rabat i Fez, w których już byliśmy. Największa świetność Meknesu przypada na okres rządów sułtana Mulaja Ismaila (1672–1727), jednego z najbardziej ambitnych i wpływowych władców dynastii Alawitów. Inspirując się potęgą Ludwika XIV, Mulaj Ismail postanowił stworzyć w Meknesie „marokański Wersal” – stolicę godną monarchy absolutnego. W tym czasie w mieście wzniesiono 40 km murów obronnych, często podwójnych i potrójnych, ogromne bramy miejskie, liczne pałace, ogrody, stajnie i magazyny oraz rozległe zbiorniki wodne dostarczające wodę do kompleksów królewskich. Po śmierci sułtana znaczenie miasta zaczęło stopniowo maleć, ale wiele budowli przetrwało do dziś i jest świadectwem potęgi tego okresu.
W mieście najpierw zatrzymaliśmy się na chwilkę na punkcie widokowym, później pojechaliśmy wzdłuż miejskich murów pod Bramę Czwartkową (Bab el-Khemis). Jej nazwa wzięła się od odbywających się tutaj niegdyś targów, które miały miejsce właśnie w czwartki.
Piesze zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy przy Bramie Zwycięstwa znajdującej się naprzeciwko wielkiego Placu Lahdim. Bab Mansur, czyli Brama Zwycięstwa, to najbardziej imponująca brama miejska Maroka, wybudowana z użyciem zielonej ceramiki z Fezu i kolumn pochodzących z rzymskiego Volubilis. Jest symbolem Meknesu. Plac Lahdim natomiast przypomina nieco plac Jemaa el-Fna w Marrakeszu, ale jest znacznie spokojniejszy i otoczony licznymi kawiarniami, straganami i tradycyjnymi sklepami.
Z Placu Lahdim weszliśmy do medyny i przeszliśmy się jej wąskimi zaułkami, po czym skierowaliśmy się do Mauzoleum Mulaja Ismaila, założyciela panującej do dzisiaj dynastii Alawitów. Mauzoleum jest jednym z najważniejszych zabytków sakralnych Maroka i jednym z nielicznych mauzoleów w kraju, do których mogą wejść również niemuzułmanie. Powstało na przełomie XVII i XVIII wieku, jako miejsce pochówku sułtana Mulaja Ismaila. Kompleks, choć z zewnątrz stosunkowo skromny, zachwyca bogactwem wnętrz, stanowiąc doskonały przykład marokańskiej sztuki dekoracyjnej. W środku znajdują się wielkie, jasne dziedzińce, spokojne ogrody, misternie zdobione portale oraz pomieszczenia pokryte tzw. zellij, czyli geometrycznymi mozaikami z glazury i finezyjną sztukaterią w typowym stylu marokańsko-andaluzyjskim. Centralną częścią jest sala grobowa, w której spoczywa władca. Mauzoleum pełni zarówno funkcję miejsca pamięci historycznej, jak i ważnego miejsca kultu. Do dziś jest celem pielgrzymek Marokańczyków i jednym z najspokojniejszych, najbardziej nastrojowych zakątków Meknesu.
Po wizycie w Mauzoleum mieliśmy czas wolny, który wykorzystaliśmy na spacer po miejskich zaułkach i zakup lokalnego jedzenia. Do hotelu wróciliśmy po godzinie 19:00, a po kolacji udaliśmy się jeszcze na wieczorny spacer po Fezie. Choć nasz przewodnik zdecydowanie odradzał nam samodzielne wchodzenie do tutejszej medyny, przede wszystkim ze względu na to, że można się w niej bardzo łatwo zgubić, to my jednak postanowiliśmy przejść się jej zaułkami.
Uzbrojeni w sprawnie działający GPS Magdy nie obawialiśmy się utraty orientacji i z włączoną nawigacją zanurzyliśmy się w wąskie uliczki starego miasta. Dosyć szybko okazało się, że po godzinie 21:00 medyna szybko pustoszeje, a na jej uliczkach można spotkać właściwie tylko lokalnych jej mieszkańców, nie zawsze przyjaźnie nastawionych do turystów. W pewnym momencie miejscowi zauważyli nasze niezdecydowanie w wyborze kolejnych uliczek i „zaproponowali”, że bez problemu wskażą nam drogę do wyjścia. Jeden z nich wskazał nam złą drogę, zaraz potem drugi kazał nam iść w przeciwną stronę. Nie bardzo chcieliśmy ich słuchać, bo mieliśmy GPS, który zapewne by nas wyprowadził jakoś z labiryntu uliczek, ale z drugiej strony nie mieliśmy wielkiego wyboru, bo młody chłopak po prostu zaczął iść przed nami, pokazywać nam drogę i opowiadać o tym, jak trzeba poruszać się po medynie i gdzie znajdują się w niej ciekawe miejsca. Najbardziej nieprzyjemnie zrobiło się, kiedy już wyprowadził nas na główny plac miasta, z którego mogliśmy już łatwo trafić do hotelu, bowiem kiedy chcieliśmy mu podziękować i wręczyłem mu 10 dirhamów, to zaczął mówić, że to za mało, że ma dużą rodzinę, że bardzo długo z nami chodził i powinniśmy mu dać dużo więcej pieniędzy, najlepiej w papierku, a nie monety. Przez dłuższą chwilę dyskutowaliśmy z nim, daliśmy mu w końcu w sumie 30 dirhamów i powiedzieliśmy, że więcej nie mamy. Nie bardzo był zadowolony, chciał nam w pewnym momencie nawet oddać te pieniądze, bo uważał, że go obrażamy dając mu tak mało pieniędzy. Zrobiło się naprawdę niefajnie, ale na szczęście szybko wyszliśmy na plac i udaliśmy się w kierunku hotelu. Cały spacer zajął nam 2 godziny i przeszliśmy prawie 9 kilometrów, ale przynajmniej będziemy mieli teraz co wspominać. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i już bezpiecznie dotarliśmy do hotelu. Przed pójściem spać wpisałem jeszcze do czata GPT zapytanie – "Jak bezpiecznie poruszać się wieczorem po medynie w Fezie?" Okazało się, że złamaliśmy w zasadzie wszystkie 9 punktów wymienionych przez czat 😊.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz