niedziela, 7 czerwca 2026

Babant - weekend czerwcowy

W czwartek było Boże Ciało, więc teoretycznie mogłem pojechać nad Babant już w środę po południu, ale w tym roku znowu musiałem być w pracy jeszcze w piątek, więc ruszyłem dopiero w piątkowe popołudnie. Dodatkowo dzień wcześniej zadzwonił do mnie Jarek i powiedział mi, że w mojej przyczepie zeszło powietrze w jednej z opon, bo, najpewniej już ze starości, zepsuł się wentyl. Nie byłem pewien, czy mam w przyczepie zapasowe koło, więc nie do końca wiedziałem, czy będę miał gdzie spać. Zanim pojechaliśmy po przyczepę musieliśmy najpierw przeczekać krótką burzę, która przeszła nad okolicą. Po przyjechaniu do Rańska, gdzie od dwóch lat trzymam przyczepę okazało się, że wszystko było na swoim miejscu i po krótkiej wymianie koła, dzięki pomocy Jarka i Piotrka, mogliśmy zabrać moją przyczepę na pole namiotowe. Miałem już gdzie spać. Wieczorem zasiedliśmy do ogniska, ale padający deszcz nieco pokrzyżował nam plany i po niedługim pobycie przy ognisku wieczór skończyliśmy na rozmowach w przedsionku u Bogobowiczów.

A w sobotę umówiłem się z Ulą na spływ kajakami. Ula chciała przypomnieć sobie przed sierpniowym spływem, jak pływa się kajakami, bo już dawno nie miała z nimi styczności. Najpierw planowaliśmy wypożyczyć kajaki od Łysego i popływać po naszym Babancie, ale wieczorem wpadłem na pomysł, że możemy przecież pojechać do Krutyni i wypożyczyć kajaki od „naszej” firmy As-Tour, z której wypożyczamy kajaki na sierpniowy spływ. I tak też właśnie zrobiliśmy. W sobotę od rana była piękna pogoda i przed południem ruszyliśmy do Krutyni. Pojechali też z nami dodatkowo Mikołaj z Gają, więc razem wypożyczyliśmy 3 kajaki. Spływaliśmy najbardziej tradycyjną i jednocześnie najbardziej zatłoczoną trasą z Krutyni do Ukty. Dzisiaj na trasie było pierdyliard kajaków, dlatego momentami trzeba było uzbroić się w cierpliwość, żeby móc sobie spokojnie płynąć po rzece. Ponieważ nigdzie się nie spieszyliśmy, to nie musieliśmy się niczym stresować i spokojnie płynęliśmy sobie do przodu. Całą trasę pokonaliśmy w około 4 godziny, po czym podstawionym przez firmę As-Tour autokarem wróciliśmy na parking. Ula zdała egzamin z pływania kajakiem celująco i już nie musi się martwić, że w sierpniu będzie miała jakikolwiek problem 😊.

A w niedzielę rano, po obudzeniu się i zjedzeniu śniadania wsiadłem do samochodu i wróciłem już do Warszawy. Chciałem być w domu jak najwcześniej, bo przecież jutro jadę na Zieloną Szkołę i muszę się jeszcze dzisiaj na nią spakować. Przy dzisiejszych powrotach z długiego weekendu, gdybym chciał wracać później, to zapewne stałbym w ogromnych korkach i do domu dojechał dopiero późnym wieczorem, a wtedy nie miałbym zapewne czasu na spokojne przygotowanie się do wyjazdu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz