środa, 7 października 2026

Wyjazd dyrektorski do Łańska

Przez ostatnie 4 dni byłem… na szkoleniowym wyjeździe dla dyrektorów żoliborskich szkół. Pojechałem tam w zastępstwie za Lidkę. Dyrektorzy co roku jeżdżą w październiku na takie szkolenia i co roku dzielnica wybiera inne miejsce. W tym roku byliśmy w ośrodku rządowym w Łańsku.

Ośrodek, położony nad malowniczym Jeziorem Łańskim, wśród rozległych lasów Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, przez kilkadziesiąt lat był jednym z najbardziej niedostępnych miejsc w Polsce – zamkniętym ośrodkiem wypoczynkowym przeznaczonym dla najwyższych władz państwowych i partyjnych PRL. Powojenny ośrodek utworzono w latach 50. XX wieku, nadając mu kryptonim W-1. Teren został ogrodzony i pilnie strzeżony, a zwykli mieszkańcy nie mieli możliwości swobodnego dostępu do położonych tutaj jezior i lasów. Łańsk szybko stał się ulubionym miejscem wypoczynku najważniejszych ludzi w państwie. Przyjeżdżali tutaj między innymi Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz i Edward Gierek. Ośrodek był czymś znacznie więcej niż zwykłą rządową daczą. Powstał tutaj cały kompleks willi, budynków gospodarczych i obiektów rekreacyjnych, dzięki którym jego mieszkańcy mogli właściwie funkcjonować z dala od reszty kraju. Były korty tenisowe, basen, sala kinowa, zaplecze sportowe, a także rozległe tereny łowieckie. Szczególną rezydencją była willa „Stynka”, nazywana „premierówką”, przeznaczona dla najważniejszych przedstawicieli władz. Łańsk służył również jako miejsce spotkań z zagranicznymi politykami. Wśród jego gości znaleźli się między innymi przywódcy Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow i Leonid Breżniew, Fidel Castro, Josip Broz Tito, a także szach Iranu Mohammad Reza Pahlawi. W późniejszych latach przyjeżdżali tu również przedstawiciele państw zachodnich, między innymi prezydent Francji Valéry Giscard d’Estaing i kanclerz RFN Helmut Schmidt. W otoczeniu mazurskich lasów odbywały się więc rozmowy ludzi, którzy decydowali o losach swoich państw, a jednocześnie mogli korzystać z całkowitego odosobnienia, jakie zapewniał Łańsk. Jedną z najważniejszych atrakcji dla partyjnych dygnitarzy były polowania. Rozległe lasy wokół ośrodka obfitowały w zwierzynę, a organizowane tutaj polowania miały nie tylko charakter rekreacyjny. Były również okazją do mniej oficjalnych rozmów i spotkań. W czasach PRL właśnie takie nieformalne kontakty często miały duże znaczenie, a Łańsk, odizolowany od świata zewnętrznego, doskonale nadawał się do ich organizowania.

Cały kompleks otaczała atmosfera tajemnicy. Ośrodek był pilnowany przez służby, a dostęp do niego mieli wyłącznie wybrani goście, pracownicy i osoby posiadające odpowiednie przepustki. Okoliczni mieszkańcy wiedzieli, że za ogrodzeniem znajduje się miejsce przeznaczone dla najważniejszych osób w państwie, ale szczegóły jego funkcjonowania pozostawały przez wiele lat niedostępne. Po przemianach ustrojowych w 1989 roku Łańsk stopniowo stracił swój wyjątkowy, tajny charakter. Ośrodek zaczął być wykorzystywany również przez osoby spoza kręgów rządowych i z czasem stał się dostępny dla zwykłych turystów. Dzisiaj można przyjechać tutaj na wypoczynek, zatrzymać się nad Jeziorem Łańskim i korzystać z walorów okolicy, choć część dawnej zabudowy nadal przypomina o historii tego miejsca.

Wyjazd rozpoczął się nietypowo, bo już w niedzielę. Rano wyjechaliśmy z Warszawy i na miejscu byliśmy już po około 3 godzinach. Po rozpakowaniu się poszliśmy na obiad, po którym mieliśmy czas wolny aż do kolacji. Wykorzystałem go na spacer i poznanie terenu ośrodka, który jest ogromny. Wybrałem ścieżkę po drewnianych kładkach nad rzeką Łyną i jej rozlewiskami, a następnie poszedłem na należące do ośrodka, ogromne pomosty na Jeziorze Łańskim. Część z nich jest właśnie remontowanych – dobudowywane są nowe części pomostów. Ponieważ pogoda podczas całego wyjazdu była wyjątkowo ładna, jak na październik, to w piątek po południu chciałem też wykąpać się w jeziorze. Nawet przebrałem się w kąpielówki. Niestety woda okazała się już zbyt zimna o tej porze roku. Pewnie gdybym się uparł, to wszedłbym, ale tym razem odpuściłem i zamoczyłem w wodzie jedynie nogi, tak żeby nie zmoczyć kąpielówek. Po kolacji mieliśmy wspólne ognisko, na którym spędziliśmy czas do późnego wieczora.

W poniedziałek przez cały dzień, z krótkimi przerwami, mieliśmy bardzo ciekawe szkolenie: „Edukacja międzypokoleniowa. Multigeneracyjna szkoła”. Po zakończeniu szkolenia zostało dużo czasu do kolacji, który wykorzystałem na spacer wokół jeziora. Poszedłem z Gosią i Anią – dziewczynami z innych szkół. Pierwotnie chcieliśmy zrobić sobie 8-kilometrową pętlę wokół jeziora Ustrych, które położone jest wśród lasu, niedaleko naszego ośrodka. Jednak szybko okazało się, że cały nasz ośrodek jest ogrodzony siatką, a wszystkie bramy, poza główną wjazdową, są pozamykane i nie ma jak wyjść na zewnątrz, w związku z czym musieliśmy zmodyfikować nasze spacerowe plany.

Postanowiliśmy pójść na drugi brzeg "naszego" Jeziora Łańskiego, do znajdującej się naprzeciwko Polany nad Jeziorem Łańskim. Spacer w miłym towarzystwie zajął nam 2 godziny, podczas których przeszliśmy ponad 8 kilometrów. Po kolacji poszedłem do pokoju dziewczyn, gdzie przyszły też pozostałe dyrektorki żoliborskich podstawówek i resztę wieczoru spędziliśmy na pogaduchach i plotkach o wszystkim i o niczym.

Na wtorek zaplanowano dla nas szkolenie z „Kodeksu postępowania administracyjnego”. To szkolenie już nie było tak ciekawe jak te poniedziałkowe, ale trzeba było na nim przesiedzieć do końca. Prowadziła go w miarę ogarnięta kobieta, więc dało się jakoś wytrzymać, pomimo tego, że zagadnienia były niezbyt ciekawe, choć niewątpliwie ich znajomość jest bardzo potrzebna w pracy dyrektora szkoły. Tak czy inaczej przetrwałem to szkolenie, a czas po nim wykorzystałem na zrelaksowanie się na tutejszym basenie. Popływałem sobie trochę w głównym basenie, skorzystałem z sauny suchej i parowej, posiedziałem w jacuzzi i pobawiłem się w brodziku ze strefą wodnego relaksu. Godzina na basenie minęła mi niepostrzeżenie i trzeba było już iść przygotowywać się do uroczystej kolacji. Uroczysta była tylko z nazwy, bowiem nie różniła się właściwie niczym od poprzednich. Jedyną różnicą były inne obrusy na stołach i to, że ubraliśmy się na nią trochę bardziej „odświętnie”. Po kolacji była też dyskoteka. Jednak niezbyt wiele osób bawiło się przy muzyce, przynajmniej do momentu, w którym opuściłem restaurację, a siedziałem przy stole i rozmawiałem z dziewczynami dosyć długo.

Dzisiaj rano nad ośrodkiem zalegała gęsta mgła. Po śniadaniu poszedłem na chwilę zobaczyć koniki, które hodowane są tutaj w ośrodku.  Niestety nie były jeszcze na wybiegu, tylko siedziały w swoich boksach w stajniach, ale mimo tego mogłem je zobaczyć, bo stajnie nie były zamknięte. Przez otwarte okno udało mi się nawet pogłaskać kilka koników, które z zaciekawieniem pozowały do mojego aparatu. Do godziny 10:00 musieliśmy już opuścić swoje pokoje i przenieść wszystkie swoje rzeczy do sali konferencyjnej, w której mieliśmy oficjalne spotkanie z Panią Burmistrz Dzielnicy Żoliborz, która jest tutaj z nami na wyjeździe przez cały czas. Na spotkaniu omawiane były bieżące sprawy związane z funkcjonowaniem żoliborskich placówek oświatowych. Spotkanie trwało 2 godziny, po czym poszliśmy na obiad. A skoro przy jedzeniu jestem, to muszę napisać, że przez cały nasz pobyt w ośrodku Łańsk, jedzenie było rewelacyjne. Wszystko było tak dobre, że nie wiedziałem co mam sobie nakładać, a większość rzeczy to były produkty z własnego wyrobu. Po obiedzie podjechał już po nas autokar, spakowaliśmy się i wróciliśmy do Warszawy. Cały ten wyjazd był dla mnie kolejnym nowym i niezwykle ciekawym doświadczeniem. Miałem okazję poznać dyrektorów żoliborskich placówek (niektórych już znałem, a niektórych znałem tylko z widzenia), posłuchać ciekawych szkoleń (lub mniej ciekawych), no i zobaczyć, jak wyglądają takie wyjazdy. To był naprawdę bardzo przyjemny wyjazd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz