Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wisła. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2024

Puszcza Kozienicka i Kozienice










Korzystając z ostatnich dni ładnej pogody w tym roku, wybraliśmy się z Robertem i Ingą na kolejną wycieczkę. Tym razem jednodniową. Za cel obraliśmy sobie Puszczę Kozienicką i Kozienice. Tam jeszcze nas nie widziano... Po porannych mgłach dość szybko się przejaśniło, choć na niebie było jeszcze sporo chmur. Ale było bezwietrznie i ciepło, więc spokojnie mogliśmy spacerować po puszczy bez kurtek. Puszcza Kozienicka jest pozostałością po pradawnej Puszczy Radomskiej. Leży między Radomiem a Kozienicami. W XVI wieku centralnym punktem tego obszaru była miejscowość Jedlnia, dlatego aż do XIX wieku nazywano te lasy Puszczą Jedleńską. Obecnie na terenach puszczy znajduje się Kozienicki Park Krajobrazowy z kilkunastoma rezerwatami przyrody. Najpopularniejszą pieszą trasą po parku jest leśna ścieżka dydaktyczna Królewskie Źródła. Nazwa trasy wzięła się od znajdującego się u jej końca źródełka, z którego pił wodę król Władysław Jagiełło, mający zwyczaj polować w dawnej Puszczy Kozienickiej.

Aby odnaleźć legendarny wodopój, w pierwszej kolejności należy dotrzeć na parking przy drodze wojewódzkiej nr 737, który znajduje sie przy Pomniku 31 Pułku Strzelców Kaniowskich. Z parkingu trzeba dojść jeszcze 3 kilometry do miejsca rozpoczęcia ścieżki edukacyjnej. Znajduje się tutaj duża polana rekreacyjna, do której kiedyś można było dojechać samochodem. Obecnie już takiej możliwości nie ma i wspomnianą wcześniej trasę trzeba przejśc pieszo. Na polanie rozpoczyna się właściwa ścieżka do źródeł. Ma ona około 3 kilometrów długości i prowadzi nas przez rozlewiska rzeki Zagożdżonki. Trasa poprowadzona jest miejscami po bagiennym terenie, dlatego pewnymi jej fragmentami spacerujemy po drewnianych kładkach. Po drodze ustawionych jest kilkanaście tablic informujących nas zarówno o samej Puszczy Kozienickiej, jak również o ciekawych miejscach mijanych po drodze. Dowiadujemy się z nich między innymi o znajdującej się tu kiedyś linii kolejki wąskotorowej, o przełomie rzeki Zagożdżonki, o żeremiach bobrowych oraz oczywiście o samych Królewskich Źródłach. Jest ich tutaj kilka i jak głosi legenda, kto napije się źródlanej wody, ten może liczyć na pozytywne ułożenie się miłosnych spraw. Poza tym źródlana woda ma również właściwości lecznicze.

Po leśnym spacerze wróciliśmy do samochodu i udaliśmy się do Kozienic. Wizytówką miejscowości, w której miał rezydencję król Stanisław August Poniatowski, jest odbudowany po II wojnie światowej pałac, w którym obecnie urzędują władze miejskie, a swoją siedzibę ma także Muzeum Regionalne, w którym można obejrzeć wystawę sztuki ludowej oraz kolekcję barci i uli. Obecnie cały kompleks znajduje się w remoncie. Naprzeciw pałacu znajduje się ciekawy Ogródek Jordanowski, a trochę dalej kościół  św. Krzyża.

Po krótkiej wizycie w Kozienicach udaliśmy się na punkt widokowy Kępeczki, z którego roztacza sie bardzo ładny widok na Wisłę. Znajduje się on około 10 km od centrum miasta. Jest to najlepsze miejsce, z którego można podziwiać dziki odcinek Wisły. Na tym obszarze został zachowany naturalny, roztokowy charakter rzeki z wysepkami, starorzeczami i kanałami bocznymi. Wyspy występują tu w zróżnicowanej formie i różnych stadiach sukcesji: od piaszczystych łach po wyspy pokryte roślinnością zielną i zaroślami wierzbowo-topolowymi. Jest to również doskonałe miejsce do obserwacji ptaków. Zaraz za wałami przeciwpowodziowymi, gdzie zostawiliśmy samochód, znadowało sie również pole kapusty. Była już ona poucinana i przygotowana do zbioru. Wybrałem sobie jadną ładną i wziąłem do domu, żeby zrobić z niej gołąbki. Żeby nie było, że ukradłem, to zapytałem wcześniej gospodyni, która zbierała obok ziemniaki z pola, czy mogę sobie jedną wziąć i otrzymałem jej zgodę, choć jak się okazało, pole kapusty nie należało wcale do niej...

Mieliśmy jeszcze w planach pojechać dzisiaj do Żyrardowa, na niedawno otwartą kładkę nad rzeczką Pisia Gągolina, ale stwierdziliśmy, że nie mamy wystarczająco dużo czasu, więc zdecydowaliśmy, że pojedziemy już tylko na obiad do Zajazdu Texas koło Kozienic. W klimatycznej restauracji, przy stoliku obok kominka, zjedliśmy bardzo dobry obiad, po którym pozostał nam już tylko powrót do miejskiej rzeczywistości. To był kolejny, bardzo przyjemnie spędzony dzień.

sobota, 27 maja 2023

Czerwińsk nad Wisłą, Wyszogród i Brochów










Kolejna sobota z ładną pogodą, więc trzeba było się gdzieś ruszyć z domu. Tylko gdzie? Po przeszukaniu Internetu dzisiaj postanowiłem zabrać mamę i jechać wzdłuż Wisły na północny-zachód od Warszawy, a następnie wzdłuż Bzury do Sochaczewa i powrót do domu. Dzisiejsza pętla była krótka, bo przejechaliśmy w sumie tylko 150 kilometrów.

A co chciałem dzisiaj zobaczyć? No to po kolei. Najpierw obrałem za cel Czerwińsk nad Wisłą. Żeby nie jechać przez budowaną trasę S7 i nie stać w korkach pojechałem przez Jabłonnę i Nowy Dwór Mazowiecki. W jego okolicach zatrzymaliśmy się przy drodze, żeby kupić pyszne truskawki, które uprawiane są tutaj na dużą skalę, prawie w każdym gospodarstwie. Właśnie zaczął się sezon na nie i od kilku dni cena jest całkiem do przyjęcia. Dzisiaj kupowaliśmy truskawski już po 13 zł za kilogram, a jeszcze kilka dni temu w Warszawie, trzeba było zapłacić aż dwa razy tyle!

Zanim dojechaliśmy do romańskiego kościoła i klasztoru w Czerwińsku nad Wisłą, to ubyło już około kilograma truskawek. Na szczęscie kupiliśmy aż dwie łubianki, więc będzie jeszcze co jeść przez resztę weekendu. Wracając jednak do samego kościoła. Opactwo kanoników regularnych pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny (bo taka jest jego pełna nazwa) jest jednym z najcenniejszych zabytków architektury romańskiej na Mazowszu. Najstarsza część powstała już w pierwszej połowie XII wieku. Co ciekawe, nie została ani zniszczona, ani zbytnio przebudowana w wiekach późniejszych. To w niej właśnie znajduje się obraz Matki Boskiej Czerwińskiej. Tam też znajdują się największe (i prawdopodobnie najstarsze) romańskie malowidła w Polsce. To właśnie w kościele w Czerwińsku zatrzymał się i modlił Władysław Jagiełło w drodze pod Grunwald, a przy powrocie złożył wota dziękczynne za zwycięstwo. Złożył tam wtedy podobno swój hełm i srebro. W kolejnych stuleciach kolejni królowie zajeżdżali do Czerwińska i modlili się tu o pomyślność swych planów lub też dziękowali za ich spełnienie.

Kilkanaście kilometrów dalej, również nad brzegiem Wisły położony jest Wyszogród. Najpierw zatrzymaliśmy się nad brzegiem Wisły, przy wielkim napisie WYSZOGRÓD, w miejscu gdzie kiedyś znajdował się słynny drewniany most. Jak można przeczytać w Wikipedii, miejsce pod przeprawę zostało przygotowane podczas I wojny światowej w 1916 roku, gdy saperzy niemieccy wznieśli w tym miejscu most stalowy na filarach drewnianych. Po zniszczeniu we wrześniu 1939 roku, most został odbudowany w 1944 roku jako całkowicie drewniany. Wysadzony w styczniu 1945, po odbudowie i kolejnych naprawach otrzymał stalowe przęsła, zachowując jednak drewniany pomost i filary. W związku z fatalnym stanem technicznym i wysokimi nakładami koniecznymi na ochronę konstrukcji przed skutkami wezbrań i naporu kry, most został rozebrany w 1999 roku, po otwarciu powstałego w sąsiedztwie nowego mostu. Zachowany w charakterze platformy widokowej został jedynie dwuprzęsłowy odcinek konstrukcji po stronie Wyszogrodu, ale i on uległ rozbiórce w maju 2013 roku. Dzisiaj po moście nie ma już żadnego śladu, pozostał jedynie obraz mostu namalowany na budynku restauracji "Przystań Wisła", znajdującej się tuż nad brzegiem Wisły.

Zdjęcia starego mostu ściągnąłem z Wikipedii oraz ze strony Amatorskiego wakacyjno-weekendowego przewodnika po Polsce. Poniżej zamieszczam aders do strony ze zdjęciami: (www.fuw.edu.pl/aw2p2/sub/w/wyszogrod/wyszogrod.html).

Zanim pojechaliśmy dalej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przy pomniku upamiętniającym Bitwę nad Bzurą z września 1939 roku, położonym nad nowym mostem przez Wisłę.

Kilka kilometrów dalej skręciliśmy w kierunku Brochowa i po chwili zatrzymaliśmy się przy ciekawym moście nad Bzurą w miejscowości Witkowice. Most jest żelazny, kratownicowy. Działa od 1998 roku. Zastąpił on stary, drewniany most, przez który we wrześniu 1939 roku przeprawiali się polscy żołnierze. Dziś nosi imię generała Tadeusza Kutrzeby, dowódcy połączonych Armii „Poznań” i „Pomorze”.

Po kolejnych kilku kilometrach byliśmy już na parkingu pod kościołem św. Jana Chrzciciela i św. Rocha w Brochowie. Kościół robi naprawdę duże wrażenie. Jest on niezwykły z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, to właśnie w nim, w 1806 roku brali ślub rodzice Fryderyka Chopina i właśnie w nim w 1810 roku kompozytor został ochrzczony. Po drugie, kościół nie wygląda zwyczajnie. Jest to bowiem gotycko-renesansowy kościół obronny. Kościół powstał w latach 1551-1561. Ufundował go ówczesny właściciel Brochowa – Jan Brochowski, a zaprojektował włoski murator Jan Baptysta Wenecjanin (budowniczy m.in. warszawskiego Barbakanu). W XVI stuleciu kościół został tylko rozbudowany, gdyż drewniana świątynia stała w tym miejscu już od XI wieku, a murowana od wieku XIII. Jednak to właśnie ta przebudowa nadała budowli charakter kościoła obronnego. Świadczą o tym trzy cylindryczne wieże połączone ze sobą biegnącym nad nawami bocznymi gankiem strzeleckim. W XVII stuleciu wokół kościoła powstała również fosa. Tuż za kościołem zaczynają się rozlewiska Bzury. W jednym z jeziorek spotkałem piękną rodzinkę łabędzi :).

Spod kościoła pojechaliśmy już w kierunku Warszawy, po drodze odwiedzając jeszcze na chwilę naszą starą działkę. Jednak nie wchodziliśy na nią, bo byli tam jej nowi właściciele, więc nie chcieliśmy zawracać im głowy. W Babicach Nowych zatrzymaliśmy sie jeszcze na hamburgery w MAX Premium Burgers, po czym pojechaliśmy już prosto do domu.