![]() |
| Źródło: www.comunitatvalenciana.com |
W trakcie naszego pobytu w Olivie wybraliśmy się, żeby zobaczyć słynną w Hiszpanii corridę. Byliśmy ciekawi jak wygląda to widowisko, a ponieważ akurat w pobliskiej Ondarze odbywało się akurat przedstawienie, to postanowiliśmy je zobaczyć. Ondara nie należy do dużych miast, więc plaza de toros, czyli arena walki byków, jest raczej typowa dla mniejszych hiszpańskich miejscowości. Jest bardziej kameralna i „lokalna” niż wielkie, znane obiekty. W Ondarze nosi ona nazwę Plaça de Bous d’Ondara i ma klasyczny, okrągły kształt. Znajduje się praktycznie w samym centrum miasteczka i jest niejako „wciśnięta” pomiędzy budynki mieszkalne. Centralnym punktem jest piaszczysta arena (tzw. rueda), otoczona niską, drewniano-murowaną barierą, za którą mogli się chronić torreadorzy. Trybuny na których siedzieliśmy były betonowe, a cała arena była otwarta - bez zadaszenia dla widzów. Atmosfera takiej areny zapewne mocno różni się od tej z dużych miast. Siedząc na trybunach, byliśmy bardzo blisko dziejących się na scenie wydarzeń. Widzieliśmy dokładnie każdy ruch byka i torreadora, słyszeliśmy ich westchnienia i oddechy, a także okrzyki ludzi i reakcje tłumu na trybunach, choć akurat widownia nie była wypełniona do ostatniego miejsca, a wśród niej dało się zauważyć dosyć sporo turystów (takich jak my).
Corrida jest przede wszystkim spektaklem – czymś między rytuałem, sportem a teatrem. Przez lokalnych mieszkańców jest traktowana jako element tradycji i lokalnej tożsamości, a nie tylko jako rozrywkę. Zaczyna się od uroczystego wejścia wszystkich uczestników, tzw. paseillo. Na arenę wychodzą wtedy matadorzy, ich pomocnicy (banderilleros), pikadorzy na koniach i inni uczestnicy. Wszystkiemu towarzy muzyka. Potem zaczyna się właściwa walka, podzielona na trzy etapy. Początek to prowokowanie byka - na arenę wypuszcza się byka, który wcześniej był trzymany w zamknięciu. Torreadorzy drażnią go dużymi płachtami (różowo-żółtymi), żeby sprowokować do szarży i pokazać jego temperament. Później następuje osłabianie zwierzęcia. Na arenę wjeżdżalją pikadorzy na koniach i zadają bykowi ciosy lancą w kark, co ma osłabić mięśnie i zmusić go do trzymania głowy nisko. Następnie banderilleros wbijają krótkie ozdobne włócznie (banderille). Jest to chyba najbardziej brutalny moment całego przedstawienia, który dla wielu widzów jest nie do zniesienia, ale który jednocześnie buduje napięcie przed finałem. W końcu przychodzi czas na finał – pojedynek matadora. Na arenie zostaje już tylko matador z czerwoną płachtą (muletą). Wykonuje serię ruchów, które mają pokazać jego styl, odwagę i kontrolę nad bykiem. Kulminacyjnym punktem przedstawienia jest próba zadania śmiertelnego ciosu, czyli wbicie szpady w odpowiednie miejsce na karku, tak aby szybko zabić zwierzę. Jeśli matador zrobi to „ładnie” i za pierwszym razem, publiczność zazwyczaj bardzo to docenia i reaguje bardzo emocjonalnie –rozlegają się brawa, okrzyki, a czasem matador dostaje symboliczne nagrody (np. ucho byka). W małych miasteczkach najczęściej na scenie pojawiają się mmniej doświadczeni matadorzy, którzy doipiero uczą się sztuki walki, co niestety często powoduje, że męczarnie byków są dużo większe niż na wielkich arenach. My dzisiaj mieliśmy wątpliwą okazję oglądania właśnie tego rodzaju spektakl, gdzie ostateczna śmierć byka nastąpiła dopiero po kilku próbach.
Po zakończeniu spektaklu wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że już nigdy więcej w życiu nie pójdziemy na corridę. Zobaczyliśmy ją raz i w zupełności nam to wystarczyło. Nie jest to, przynajmniej dla mnie, wspaniałe widowisko, a raczej potworne znęcanie sie nad biednymi zwierzętami. Dodatkowo, ponieważ jest to mała miejscowość, tuż przy arenie znajduje się rzeźnia, do której od razu po spektaklu trafiają zabite byki. Wychodząc z trybun akurat przechodziliśmy koło tej rzeźni. Drzwi w niej były otwarte na ościerz i bez żadnego problemu mogliśmy oglądać, jak rzeźnicy obrabiają od razu zabite zwierzęta i przerabiają je na mięso, które zapewne następnego dnia rano trafia do okolicznych sklepów i restauracji. Prawdopodobnie w większych miastach nie odbywa się to w taki sposób, na oczach wychodzących ze spektaklu widzów. Wyjątkowo nieprzyjemne odczucia, kiedy widzi sie coś takiego... Na szczęście w ostatnich latach następił zdecydowany spadek popularności corridy w Hiszpanii. Jest to efekt kilku nakładających się zmian społecznych, kulturowych i prawnych, które zaczęły być szczególnie widoczne od początku lat 2000. Przede wszystkim bardzo zmieniło się podejście ludzi do zwierząt. Coraz większe znaczenie zyskały ruchy prozwierzęce, a opinia publiczna zaczęła inaczej patrzeć na widowiska, w których zwierzę cierpi dla rozrywki. Organizacje takie jak PETA czy hiszpańska PACMA prowadziły kampanie, protesty i działania edukacyjne, które wpłynęły na zmianę świadomości społecznej. Dla młodszych pokoleń corrida coraz częściej przestała być „tradycją”, a zaczęła być postrzegana jako coś kontrowersyjnego i nieakceptowalnego. Do tego doszedł jeszcze czynnik wizerunkowy. Wraz z globalizacją Hiszpania zaczęła być postrzegana przez pryzmat turystyki i nowoczesnej kultury, a corrida coraz częściej była krytykowana za granicą. To również wpłynęło na debatę wewnętrzną, co w efekcie sprawiło, że corrida stała się mniej powszechna i bardziej kontrowersyjna niż kiedyś. W wielu miejscach nadal jest częścią tradycji, jednak jej znaczenie w skali całego kraju wyraźnie zmalało.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz