czwartek, 30 lipca 2026

Indonezja – dzień 13 – Park Narodowy Komodo (2)

Po śniadaniu ruszyliśmy na ląd w poszukiwaniu słynnych waranów. Te imponujące gady osiągają długość nawet trzech metrów i masę przekraczającą 70 kilogramów. Spotkanie z największą jaszczurką świata w jej naturalnym środowisku jest jednym z najbardziej wyjątkowych doświadczeń podczas podróży po Indonezji.

Cała wizyta na wyspie Rinca, pod opieką strażników parku, trwała około dwóch godzin. Najpierw mieliśmy okazję z bliska przyjrzeć się tym niesamowitym gadom. Niektóre są naprawdę wielkie, choć były również mniejsze. Te mniejsze, to zazwyczaj samice. Miejscowi przewodnicy mieli ze sobą długie kije i przez cały czas pilnowali, żeby przypadkiem żaden z waranów nie próbował nas zaatakować. Gady wyglądają na ospałe i zazwyczaj wylegują się na słońcu lub w cieniu, ale to tylko pozory, bo są bardzo zwinne i w każdej chwili mogą znienacka zaatakować, szczególnie gdy poczują się zagrożone.

Po nacieszeniu się widokiem waranów i zrobieniu zdjęć poszliśmy jeszcze na krótki trekking na znajdujący się na okolicznych wzgórzach punkt widokowy, z którego roztaczała się bardzo ładna panorama na wyspę oraz okoliczne zatoki Morza Flores.

Po powrocie na statek mieliśmy chwilę przerwy, po czym popłynęliśmy na snorkelingowanie. Po raz kolejny mogliśmy oglądać tysiące kolorowych rybek. Ponownie widzieliśmy też zółwia. Tym razem pływaliśmy wokół znajdujących się pośrodku morza skałek z rafą koralową wokół nich. Znów były bardzo silne prądy, więc musieliśmy się trzymać blisko naszych przewodników. Po pierwszym nurkowaniu popłynęliśmy jeszcze w inne miejsce, ale fale były na tyle duże, że nurkowanie w tym miejscu byłoby zbyt niebezpieczne.

Wróciliśmy więc na statek na lunch, po którym popłynęliśmy na malutką wysepkę Pempeng, na której były lokalne sklepiki i bary oraz… małe boiska do siatkówki, na których miałem okazję pograć sobie z naszymi przewodnikami. Po grze oczywiście wykąpałem się w morzu i jeszcze na koniec zdążyłem sobie kupić dwie bardzo ładne podkoszulki z waranami z Komodo.

Po powrocie na statek wszyscy udaliśmy się na górny pokład i oczekiwaliśmy na zachód słońca i mające się po nim pojawić, wylatujące z mangrowego lasu obok wysepki Pempeng, nietoperze. Ponieważ było dzisiaj dużo chmur na niebie, to zachód słońca był naprawdę wyjątkowy. Wyjątkowy był również moment, w którym nietoperze, na tle zachodzącego słońca, zaczęły wylatywać z namorzynowego lasu i wznosić się w powietrze lecąc w naszym kierunku. Były ich setki albo nawet tysiące i przez kilkanaście minut mogliśmy podziwiać ten fascynujący spektakl. Gdy zrobiło się już ciemno, to zeszliśmy na kolację, po której znów wyszliśmy na górny pokład, na kolejny integracyjny wieczorek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz