Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nonauly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nonauly. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

Indonezja – dzień 14 – Park Narodowy Komodo (3) i powrót (nieudany) na Bali

Dzisiaj kończymy nasz 3-dniowy rejs po Parku Narodowym Komodo. Po śniadaniu popłynęliśmy na malutką wysepkę Kelor, gdzie najpierw weszliśmy na jej szczyt, z którego mogliśmy porobić ładne zdjęcia, a potem mieliśmy ponad godzinę na pływanie i snorkelingowanie.

Oprócz kolejnych kolorowych i ładnych rybek, na plaży pływało również kilkanaście baby sharków, czyli młodych rekinów rafowych. Pływały sobie tuż przy brzegu, nic nie robiąc sobie z naszej obecności. Pośród rafy, oprócz rybek, pływał również jeden żółw.

Po powrocie na statek mieliśmy pożegnalny lunch, po którym pożegnaliśmy się z załogą statku i popłynęliśmy w kierunku portu w Labuan Bajo. Ponieważ mieliśmy jeszcze kilka godzin do wylotu naszego samolotu, to postanowiliśmy spędzić je na miejscowej plaży Waecicu, która miała podobno wysokie oceny w internecie. Plaża okazała się totalnym nieporozumieniem. Co prawda był na niej jakiś bar, a w wodzie kąpali się jacyś turyści, ale miejsce to nie było, delikatnie mówiąc, zbyt ładne. Wokół pełno było śmieci i pozostawionych na mieliźnie, rozpadających się wraków statków. Po spędzeniu na plaży godzinki postanowiliśmy przenieść się w inne miejsce.

Wybraliśmy tym razem restaurację Rinca w luksusowym hotelu Ayana Komodo, z pięknym widokiem na Morze Flores. W restauracji spędziliśmy kolejne półtorej godziny, po czym pojechaliśmy już na lotnisko. I tutaj zaczyna się kolejna część naszej przygody w Indonezji. Dleczego? Bo na lotnisku okazało się, że… nie ma naszego lotu, ponieważ został przełożony i samolot odleciał już kilka godzin wcześniej. Pozostaliśmy więc bez lotu powrotnego na Bali, a już jutro rano mamy lecieć z powrotem do Polski. Próbowaliśmy dostać się do jakiegoś innego samolotu, który leci na Bali, ale w żadnym, do końca dnia nie ma już wolnych miejsc. Na chwilę obecną siedzimy na lotnisku i czekamy na dalszy rozwój wydarzeń. Wygląda jednak na to, że możemy mieć bardzo duży problem z powrotem do Polski w niedzielę. Nasz lider Michał próbuje w tej chwili ogarniać jakieś alternatywne źródła transportu na Bali, ale nie bardzo jest na to jakaś szansa. W grę wchodzi nawet prom lub jakaś wynajęta szybka łódka, ale na razie czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.

A dalszy rozwój wydarzeń jest taki, że Soliści przebukowali już dla nas bilety. Wylatujemy z Flores dopiero w poniedziałek. I nie lecimy do Kuty, gdzie zostały nasze bagaże główne, tylko od razu do Dżakarty, a potem już tak, jak mieliśmy wracać, czyli przez Singapur i Pekin. Bagaże mają do nas przylecieć tutaj. Zobaczymy czy dolecą. I zobaczymy co będziemy przez te dwa dni robić. Dwóm osobom z naszej grupy udało się dostać na samolot już dzisiaj wieczorem i one dolecą Polski zgodnie z planem. Ja z Ulą nie mamy najgorszej sytuacji, bo Ula może zostać dłużej, a ja powiadomiłem już Lidkę i najwyżej wezmę urlop na żądanie albo kolejne 2 dni urlopu. Niestety mamy też w grupie kilka osób, które muszą być w Polsce jak najszybciej, bo mają różne zobowiązania. Na pewno nie jest to dla nikogo z nas komfortowa sytuacja. Śpimy dzisiaj w jakimś hotelu klasy bardzo niskiej. Chcemy, żeby Soliści załatwili nam na kolejne 2 noce jakiś lepszy hotel, ale nie wiem, czy to da się zrobić. Powoli grupa zaczyna się denerwować, ale na razie jest jeszcze względnie spokojnie. Zobaczymy jak sytuacja będzie wyglądać jutro i przede wszystkim co będziemy tutaj przez dwa dni robić. Zaraz będę szukał jakichś ciekawych miejsc do zobaczenia i może uda nam się jutro gdzieś pojechać, zamiast bezczynnie siedzieć w hotelu.

czwartek, 30 lipca 2026

Indonezja – dzień 13 – Park Narodowy Komodo (2)

Po śniadaniu ruszyliśmy na ląd w poszukiwaniu słynnych waranów. Te imponujące gady osiągają długość nawet trzech metrów i masę przekraczającą 70 kilogramów. Spotkanie z największą jaszczurką świata w jej naturalnym środowisku jest jednym z najbardziej wyjątkowych doświadczeń podczas podróży po Indonezji.

Cała wizyta na wyspie Rinca, pod opieką strażników parku, trwała około dwóch godzin. Najpierw mieliśmy okazję z bliska przyjrzeć się tym niesamowitym gadom. Niektóre są naprawdę wielkie, choć były również mniejsze. Te mniejsze, to zazwyczaj samice. Miejscowi przewodnicy mieli ze sobą długie kije i przez cały czas pilnowali, żeby przypadkiem żaden z waranów nie próbował nas zaatakować. Gady wyglądają na ospałe i zazwyczaj wylegują się na słońcu lub w cieniu, ale to tylko pozory, bo są bardzo zwinne i w każdej chwili mogą znienacka zaatakować, szczególnie gdy poczują się zagrożone.

Po nacieszeniu się widokiem waranów i zrobieniu zdjęć poszliśmy jeszcze na krótki trekking na znajdujący się na okolicznych wzgórzach punkt widokowy, z którego roztaczała się bardzo ładna panorama na wyspę oraz okoliczne zatoki Morza Flores.

Po powrocie na statek mieliśmy chwilę przerwy, po czym popłynęliśmy na snorkelingowanie. Po raz kolejny mogliśmy oglądać tysiące kolorowych rybek. Ponownie widzieliśmy też zółwia. Tym razem pływaliśmy wokół znajdujących się pośrodku morza skałek z rafą koralową wokół nich. Znów były bardzo silne prądy, więc musieliśmy się trzymać blisko naszych przewodników. Po pierwszym nurkowaniu popłynęliśmy jeszcze w inne miejsce, ale fale były na tyle duże, że nurkowanie w tym miejscu byłoby zbyt niebezpieczne.

Wróciliśmy więc na statek na lunch, po którym popłynęliśmy na malutką wysepkę Pempeng, na której były lokalne sklepiki i bary oraz… małe boiska do siatkówki, na których miałem okazję pograć sobie z naszymi przewodnikami. Po grze oczywiście wykąpałem się w morzu i jeszcze na koniec zdążyłem sobie kupić dwie bardzo ładne podkoszulki z waranami z Komodo.

Po powrocie na statek wszyscy udaliśmy się na górny pokład i oczekiwaliśmy na zachód słońca i mające się po nim pojawić, wylatujące z mangrowego lasu obok wysepki Pempeng, nietoperze. Ponieważ było dzisiaj dużo chmur na niebie, to zachód słońca był naprawdę wyjątkowy. Wyjątkowy był również moment, w którym nietoperze, na tle zachodzącego słońca, zaczęły wylatywać z namorzynowego lasu i wznosić się w powietrze lecąc w naszym kierunku. Były ich setki albo nawet tysiące i przez kilkanaście minut mogliśmy podziwiać ten fascynujący spektakl. Gdy zrobiło się już ciemno, to zeszliśmy na kolację, po której znów wyszliśmy na górny pokład, na kolejny integracyjny wieczorek.