Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yazd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yazd. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2022

Iran - dzień 5










Dzisiejszy dzień poświęciliśmy w całości na dalsze zwiedzanie Jazdu. Po śniadaniu poszliśmy najpierw do meczetu piątkowego. Powstał on w miejscu dawnej świątyni zoroastryjskiej. Jest on jednym z najbardziej okazałych meczetów w Iranie. Posiada niepowtarzalne zdobienia w postaci turkusowo-niebieskich, kwiecistych i geometrycznych mozaik opatrzonych piękną kaligrafią. Wieczorem meczet jest przepięknie oświetlony, co mieliśmy okazję podziwiać już podczas wczorajszego wieczornego spaceru po mieście, kiedy wracaliśmy z zurchane.

Po wizycie w meczecie poszliśmy na zwiedzanie Starego Miasta, które w 2017 roku zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zachowało ono po dziś dzień swój pierwotny system zabudowy z charakterystycznymi gliniano-słomianymi domami i wąskimi uliczkami pośród których bardzo łatwo jest się zgubić. Charakterystycznym elementem są też, typowe dla tego regionu, bagdiry, czyli łapacze wiatru. Dzięki nim, w czasie upałów, powietrze dostające się przez nie do domu ochładzało pomieszczenia i upał nie dawał się tak bardzo we znaki mieszkańcom miasta.

Kulminacyjnym punktem wizyty na Starym Mieście była wizyta w „domu dywanów”. Jak to ma zazwyczaj miejsce w czasie zorganizowanych wycieczek, mieliśmy okazję zobaczyć w jaki sposób wyrabia się słynne na całym świecie dywany perskie, które osiągają często zawrotne ceny, liczone nawet w dziesiątkach tysięcy dolarów. Nic dziwnego że ceny są tak ogromne, biorąc pod uwagę fakt, że najdroższe z dywanów potrafią być robione nawet ponad rok. Pokaż trwał kilkanaście minut a później był oczywiście czas na zakupy. Znalazły się osoby, które dokonały zakupu dywanów, jednak nie tych najdroższych. A dywany i dywaniki były naprawdę przepiękne.

Po „dywanowym” sklepie poszliśmy na plac Amir Czachmaq, jeden z głównych placów w mieście zlokalizowany w samym jego centrum. Sam plac nie jest jakiś piękny, ale znajdują się przy nim liczne kafejki, cukiernie, lodziarnie i sklepy z tradycyjnymi wyrobami oraz bazar. Znajduje się tu również charakterystyczny budynek przypominający meczet, którym jednak w rzeczywistości nie jest. Został wybudowany w XV wieku jako rodzaj teatru, w którym podczas święta Aszury wystawiano przedstawienia upamiętniające męczeńską śmierć imama Husajna. Ciekawostką jest również stojąca na placu drewniana konstrukcja w kształcie liścia – nachl. Jest ona noszona przez mężczyzn w czasie procesji podczas obchodów święta Aszury. Ludzie ubrani są wówczas w czarne, żałobne stroje i wspominają śmierć imama. Tego typu konstrukcje można spotkać w wielu miastach w Iranie – po zakończeniu święta konstrukcje zazwyczaj pozostają i czekają do kolejnego święta. Na placu mieliśmy ponad godzinę czasu wolnego, który wykorzystaliśmy na zakupy oraz odpoczynek w jednej z kafejek przy kawie i soku z granata.



Po czasie wolnym pojechaliśmy na obiad, po którym udaliśmy się już w kierunku Kermanu, miasta dzisiejszego noclegu. Kilkanaście kilometrów za Jazdem zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć jeszcze Wieże Milczenia. Dwie wieże, górujące na znajdujących się tu pagórkach, a także zbudowany niedawno cmentarz, związane są z religią zoroastryjską. Według wyznawców tej religii martwe ciało człowieka jest nieczyste i aby uniknąć skażenia czystej ziemi, zwłoki należy pozostawić na pożarcie ptakom – do tego właśnie służyły wieże milczenia. Ciała zmarłych układano wewnątrz wież na ich szczycie, gdzie były rozszarpywane i jedzone przez ptaki. Obecnie praktyka ta jest już w Iranie zakazana (praktykowana jest jednak nadal w Indiach i Nepalu) i martwe ciała składane są teraz w betonowych grobach.

Przejazd spod wież milczenia do Kermanu zajął nam około 5 godzin. Do hotelu dojechaliśmy około godziny 21 i po zakwaterowaniu, zmęczeni, szybko poszliśmy spać.

poniedziałek, 31 października 2022

Iran - dzień 4









Po śniadaniu wyruszyliśmy postawionymi pod hotel busami na pustynię Maranjab. Jest to położona na zachodzie część Wielkiej Pustyni Słonej (Daszt-e Kawir), która jest jedną z dwóch głównych pustyń w Iranie (druga to Pustynia Lota). Pustynia rozciąga się od miasta Kom aż po granicę z Afganistanem i jest położona na wysokości 600-800 m n.p.m. Składa się głównie z dużych warstw soli okrywających gęste tereny błotniste. Aby dojechać do pustyni musieliśmy jechać busami prawie półtorej godziny. Zanim teren za oknem zamienił się w zupełnie pozbawione roślinności pustkowie, przez długi okres jechaliśmy pośród części pustyni gęsto porośniętej licznymi krzakami, głównie tamaryszkami. Pierwszy przystanek mieliśmy przy Jeziorze Słonym (które jest z kolei częścią jeziora Namak), żeby zobaczyć ogromne solniska. Nie miały one dzisiaj niestety czysto białego koloru, gdyż dawno nie padał deszcz i warstwę soli zdążył pokryć już piasek nawiany przez wiatr ale i tak prezentowały się pięknie.

Z solniska podjechaliśmy pod wydmy. Tutaj zrobiliśmy sobie półgodzinny spacer po przepięknych wydmach oraz małą sesję fotograficzną. A kiedy już wróciliśmy do busów, to kierowcy przygotowali dla nas arbuzowy poczęstunek.

Po powrocie z pustyni wsiedliśmy do naszego autokaru i ruszyliśmy w kierunku miasta Jazd (Yazd). Po drodze zrobiliśmy sobie przystanek na stacji benzynowej z parkingiem i sklepem, na toaletę oraz rozprostowanie kości. Kierowca zaatakował również paliwo do autokaru. Ciekawe ile zapłacił za zatankowanie do pełna, licząc że ropa kosztuje tutaj w przeliczeniu na złotówki... 5 (pięć!) GROSZY za litr. Benzyna jest niestety aż 5 razy droższa, co daje zawrotne 25 GROSZY za litr!

Do Jazdu dojechaliśmy już po zmroku. Miasto położone jest na styku dwóch największych pustyń Iranu, przez co zalicza się do jednego z najbardziej suchych miejsc w kraju. Przez wiele lat był ważnym ośrodkiem handlowym na Jedwabnym Szlaku. Jest także jednym z niewielu miast w Iranie, które przez całą swoją historię były odporne na najazdy obcych krajów i kultur. Najpierw podjechaliśmy do tradycyjnej restauracji na obiadokolację, a po niej do Świątyni Zaratusztriańskiej (Świątyni Ognia). Jest to jedna z najważniejszych świątyń zoroastryjskich w Iranie. Nieprzerwanie, od około 470 roku naszej ery, płonie w niej ogień o najwyższym stopniu świętości (przeniesiono go tutaj w roku 1940 ze świątyni zlokalizowanej w górach, w okolicach Szirazu). Nad wejściem do budynku znajduje się symbol zaratusztrianizmu – faravahar, symbolizujący drogę duszy człowieka od jego narodzin aż do śmierci. Natomiast w budynku po lewej stronie działa mini muzeum, w którym możemy dowiedzieć się o życiu zaratusztrian i o samej religii, której najbardziej chyba znanym wyznawcą (oczywiście poza samym Zaratusztrą) był Freddie Mercury.

Po wizycie w świątyni pojechaliśmy już do hotelu, ale mimo późnej już pory to nie był jeszcze ostatni punkt dzisiejszego dnia. Po zostawieniu walizek w pokojach pojechaliśmy do tradycyjnego irańskiego zurchane, czyli domu siły. To nic innego jak po prostu siłownia, tyle tylko że bardzo specyficzna, w której trenują na co dzień Irańczycy. Do tradycyjnych domów siły nie mają wstępu kobiety, jednak na potrzeby turystyki, niektóre z nich w Jazdzie są dla nich otwarte. W zurchane ćwiczy się z tradycyjnymi, nigdzie indziej niespotykanymi przyborami. Warto będąc w Iranie odwiedzić jedno z takich miejsc by poczuć ducha dawnych irańskich domów siły, których tradycja niestety powoli już zanika.

Po wrażeniach związanych z ćwiczeniami na siłowni, spacerem wróciliśmy sobie przez przepięknie podświetlone stare miasto do naszego hotelu i w końcu mogliśmy pójść spać.