Skoro zostaliśmy nadprogramowe 2 dni na wyspie Flores to wypada coś o niej napisać. Flores to jedna z najbardziej zróżnicowanych wysp Indonezji, należąca do archipelagu Małych Wysp Sundajskich. Rozciąga się na długości około 360 kilometrów ze wschodu na zachód i zachwyca niezwykle różnorodnym krajobrazem – od zielonych wzgórz i tarasów ryżowych, przez aktywne wulkany, aż po malownicze zatoki i rajskie plaże. Nazwa wyspy pochodzi od portugalskiego słowa flores, oznaczającego „kwiaty”. Nadali ją portugalscy żeglarze, którzy dotarli tutaj w XVI wieku i byli pod wrażeniem bujnej roślinności porastającej wyspę. Wyspa ma zupełnie inny charakter niż popularne Bali. Jest znacznie spokojniejsza, mniej zurbanizowana i wciąż zachowała autentyczny klimat. Większość mieszkańców utrzymuje się z rolnictwa, rybołówstwa oraz coraz prężniej rozwijającej się turystyki. W przeciwieństwie do większości Indonezji, gdzie dominuje islam, na Flores przeważa ludność katolicka – jest to pamiątka po wielowiekowej obecności Portugalczyków. W wielu miejscowościach można zobaczyć okazałe kościoły, a lokalne święta religijne są obchodzone bardzo uroczyście. Najbardziej znanym miastem wyspy jest Labuan Bajo, położone na jej zachodnim krańcu. Dawniej była to niewielka rybacka osada, dziś natomiast stanowi główną bazę wypadową do Parku Narodowego Komodo oraz centrum turystyczne zachodniej części Flores. To właśnie stąd wypływają niemal wszystkie rejsy na wyspy Komodo, Rinca i Padar.
Hotel, w którym spaliśmy dzisiaj, najogólniej rzecz biorąc nie należał do najlepszych, więc dzisiaj i jutro będziemy spać już w innym hotelu. Soliści się postarali i załatwili nam lepszy hotel. Ale zanim pojechaliśmy do hotelu spędziliśmy jeszcze trochę czasu w centrum miasta. Tam poszliśmy najpierw do dobrze ocenianej kawiarni, w której spędziliśmy około godzinki pijąc kawę (ja wybrałem sobie mrożoną moccę) oraz jedząc ciastka. Po kawie przyszedł czas na masaż. Na głównej ulicy było kilka salonów masażu do wyboru. Za godzinny masaż całego ciała zapłaciliśmy jakieś 40 zł od osoby.
Po masażu znów spotkaliśmy się całą grupą, żeby pojechać w końcu do hotelu. Nasz hotel nazywa się Ama Wela Living i znajduje się kilka kilometrów poza centrum miasta, ale jest naprawdę bardzo dobry. Mamy w 8 osób cały wielki apartament dla siebie. W apartamencie znajduje się ogromny salon na dole z wielką kuchnią obok i jednym pokojem. Na piętrze znajdują się 3 kolejne, bardzo duże pokoje. Mamy też swój własny prywatny basen przed apartamentem. I właśnie na basenie spędziliśmy pierwsze godziny po przyjeździe do hotelu.
Około godziny 19:00 pojechaliśmy do miasta na kolację. Jedliśmy ją w restauracji Altomare, w centrum miasta. Jedzenie było wyjątkowo pyszne. Po kolacji mieliśmy jeszcze trochę czasu wolnego, co wykorzystałem na pójście do barbera, u którego się w końcu ogoliłem po dwóch tygodniach oraz wizytę w sklepie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz