Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 listopada 2022

Iran - dzień 16










Dzisiaj rano przywitał nas... deszcz. Od rana niebo było zachmurzone i prawie cały czas siąpił niemiły deszcz. Na szczęście nasz pierwszy punkt programu, czyli katedra ormiańska, znajdowała się dosłownie kilka kroków od naszego hotelu. Katedra Vank (Świętego Zbawiciela) to bez wątpienia najważniejszy i zarazem najciekawszy ormiański kościół w Iranie. Wewnątrz znajdują się pełne kolorów obrazy i malowidła przedstawiające sceny biblijne, w tym bardzo ciekawa scena Sądu Ostatecznego. Kościół powstał w XVI wieku, w miejscu starej świątyni. Naprzeciwko katedry można wejść do małego muzeum, w którym zobaczyć można między innymi pięknie ilustrowane ręczne wydania Biblii z różnych okresów. Ciekawym eksponatem jest również zapisany na ludzkim włosie fragment tekstu z Księgi Salomona, który ogląda się przez mikroskop.

Spod katedry podjechaliśmy zobaczyć hammam Ali Gholi Agha. Hammam powstał w czasach szacha Sułtana Husajna – ostatniego władcy safawidzkiego. Obecnie, podobnie jak w wielu innych nieczynnych już irańskich hammamach, znajduje się tu muzeum łaźni. Warto zobaczyć jak wyglądały kiedyś miejsca spotkań i relaksu dla ówczesnych wyższych sfer. Po wizycie w łaźniach mieliśmy niezapowiedzianą atrakcję. Musieliśmy wszyscy wyjść z autokaru, bo okazało się, że wjechaliśmy w bardzo wąskie uliczki z rosnącymi po bokach drzewami, dodatkowo przedzielone na pół betonowymi krawężnikami. Autokar nie miał szans zmieścić się na jednym pasie ruchu i musiał przejechać nad betonowymi krawężnikami. Był jednak na to zbyt niski, mając prawie 40 osób na pokładzie. Po wyjściu mieliśmy kilkadziesiąt metrów do przejścia pieszo i wszyscy kibicowaliśmy kierowcy, żeby udało mu się przejechać bez przytarcia podwoziem o beton. Po kilku długich minutach udało się to w końcu i mogliśmy jechać dalej (już wszyscy w środku :)).

Po około dwóch godzinach jazdy dojechaliśmy do ostatniej atrakcji całego naszego irańskiego wyjazdu, czyli górskiego miasteczka Abjane (Abyaneh). Po drodze niestety znów mocno się zachmurzyło i zaczął padać deszcz. Padało na tyle mocno, że gdy przyszło do wyjścia z autokaru i zwiedzania wioski, to spora część wycieczki została w autokarze. Wioska Abjane położona jest na wysokości ponad 2 tysięcy m.p.m., w otoczeniu jeszcze wyższych szczytów, z których najwyższy – Karkas liczy sobie aż 3895 m n.p.m. Znana jest przede wszystkim ze swojej czerwonej ceglanej zabudowy. Ze względu na specyficzną architekturę wioski, piętrowo ułożone budynki oraz bardzo wąskie uliczki do dziś bardzo popularnym środkiem transportu są tutaj osły. Ponieważ w końcu przestało padać, a reszta grupy jeszcze nie wróciła ze zwiedzania, poszedłem przejść się uliczkami wioski. Rzeczywiście jest ona bardzo urocza i przede wszystkim fotogeniczna. Pomimo dużej ilości zniszczonych budynków, prawdopodobnie dzięki licznie odwiedzającym wioskę turystom, główne jej uliczki są bardzo ładnie wyremontowane. Abjane nie jest duża. Wystarczy kilkanaście minut żeby ją obejrzeć, ale można tu spędzić zapewne i kilka godzin, żeby napajać się jej urokiem. Jednak na pewno nie w taką pogodę jak dzisiaj.

Po zwiedzeniu wioski poszliśmy na obiad. Gdy już skończyliśmy jeść i wracaliśmy w kierunku autokaru zaczęło się przejaśniać i ujrzeliśmy pięknie ośnieżone szczyty górujące nad wioską Abjane. Po chwili siedzieliśmy już na swoich miejscach w autokarze i rozpoczęliśmy ostatni odcinek naszej bardzo długiej objazdówki po Iranie – drogę na lotnisko w Teheranie. Ponieważ samolot odlatuje jutro o godzinie 7 rano, a my będziemy na lotnisku około godziny 22, to nasza pilotka Agnieszka załatwiła nam „hotel na godziny”. Będziemy mogli ostatnie kilka godzin spędzić w pokoju i chociaż chwilę odpocząć przed długim lotem do Polski. Długim, bo czeka nas 7-godzine oczekiwanie w Stambule na samolot do Warszawy.

piątek, 29 kwietnia 2022

Majówka w Budapeszcie - dzień 1 - Podróż










W tym roku na majówkę wybrałem się ze znajomymi z pracy. Pojechaliśmy na dwa samochody. U mnie jechali I. R. i K., a w drugim samochodzie L., M., H., D. i K. Tak więc w sumie była nas dziewiątka. Całkiem spora grupka. Wyjechaliśmy zaraz po skończeniu pracy, spod naszej szkoły. Ponieważ chcieliśmy dojechać na miejsce jak najszybciej, jeszcze przed północą, to wybraliśmy najszybszą drogę, autostradami przez Polskę, Czechy, Słowację i Węgry. Podróż minęła nam bardzo szybko. Na miejscu, pod hotelem Éjjeli Bagoly Étterem és Panzió, byliśmy krótko po godzinie 23.00.

I tu na dobre rozpoczęła się nasza przygoda z Budapesztem. I wcale nie zaczęła się miło. Gdy już zaparkowaliśmy samochody i udaliśmy się pod hotel okazało się, że… nikogo w nim nie ma, jest pozamykany i nie można się do niego w żaden sposób dostać. Obeszliśmy go dookoła, dzwoniliśmy wszędzie gdzie tylko znaleźliśmy jakiś dzwonek, zadzwoniliśmy na telefon podany na rezerwacji i nic… W końcu M. na siłę otworzył bramę hotelową (na szczęście była słabo zabezpieczona) i mogliśmy wejśc na teren hotelu. Ponieważ wejścia do pojów były na zewnętrznej klatce schodowej, to po kolei pukaliśmy do wszystkich drzwi. Niestety nadal nikt się nie odzywał. Po jakimś czasie dotarłem na samą górę hotelu, pod jakieś mieszkanie w którym usłyszałem odgłos grającego telewizora. Zapukałem i po chwili otworzył mi zdziwiony młody chłopak, który okazał się pracownikiem hotelowej restauracji. Chyba byliśmy uratowani. Za chwilę obudził on swojego kolegę, który zszedł z nami do restauracji (i jednocześnie recepcji) i wydał nam klucze do pokojów. I tu kolejna niespodzianka – zamiast do czterech, to do trzech, bo powiedział, że nie ma rezerwacji na 4 pokoje… Pokazałem mu naszą rezerwację, ale mimo tego powiedział, że nie mają dziś wolnego żadnego dodatkowego pokoju i że będzie on gotowy dopiero od jutra. Zaczął nas przepraszać, co jednak niewiele nam dało, bo mieliśmy problem z noclegiem. Na szczęście w pokojach były dodatkowe sofy i udało nam się tak rozlokować, że jakoś przespaliśmy tę noc, choć musieliśmy jeszcze poczekać na dodatkowe dwa komplety pościeli i ręczników z którymi też był problem. Gdy już udało nam się jakoś zakwaterować, mimo późnej pory, posiedzieliśmy sobie jeszcze trochę  u M. i L. w pokoju. Spać poszliśmy dopiero około godziny 3 nad ranem.