Do Pekinu dolecieliśmy zgodnie z rozkładem. W czasie lotu było trochę turbulencji, ale były do zniesienia. W Pekinie, tradycyjnie już na tym lotnisku, kupiliśmy sobie z Ulą i zjedliśmy po zupce chińskiej. Była pyszna. Nasza ostatnia przesiadka na szczęście nie była zbyt długa, choć i tak na lotnisku w stolicy Chin spędziliśmy prawie 4 godziny.
Myśleliśmy,
że powrót z Pekinu niczym już nas nie zaskoczy i po prostu spokojnie dotrzemy
do Polski. A tymczasem spotkała nas kolejna już na tym wyjeździe niespodzianka,
a nawet dwie, ale tym razem obie były bardzo pozytywne i obie „czekały” na nas
tuż przed wejściem na pokład samolotu. Pierwsza to taka, że do Warszawy wracali
z nami, tym samym samolotem, siatkarze reprezentacji Polski, którzy w niedzielę wygrali
Ligę Narodów (o czym pisałem w jednym z wcześniejszych wpisów). Druga była
taka, że przy wejściu do samolotu… nagle zmieniono nam miejsca w samolocie i okazało
się, że siedzieliśmy w… biznes klasie, razem z większością naszych siatkarzy.
Trzeba przyznać, że na koniec wyjazdu, po naszych kłopotach i opóźnionym o 3
dni powrocie do kraju, były to naprawdę miłe niespodzianki. Zupełnie niespodziewane
i trochę takie na osłodę tych naszych kłopotów. Podroż w biznes klasie jest
wyjątkowo komfortowa. Obsługa jest praktycznie na każde wezwanie, jedzenie
podawane zupełnie inaczej niż w klasie ekonomicznej, z normalnymi szklankami i
sztućcami, a siedzenia rozkładają się elektrycznie praktycznie do poziomu, więc
można na nich spać prawie jak w łóżku. Oczywiście dostaliśmy też kapcie, zestaw
kosmetyków oraz wygodną kołdrę do spania. Pełen luksus! W takich oto warunkach
dolecieliśmy do Polski zgodnie z rozkładem, czyli tuż po godzinie 7 rano. Na
lotnisku sprawnie odebraliśmy bagaże, zadzwoniliśmy po parkingowy busik i
dotarliśmy do naszego samochodu. W Polsce upał. Dzisiaj w ciągu dnia było około
40 stopni. Po odwiezieniu Uli do domu pojechałem bezpośrednio do szkoły, a po
pracy w końcu dotarłem do domu i mogłem zacząć się rozpakowywać. W ten oto
sposób podróż do Indonezji dobiegła końca!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz