Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samolot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samolot. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 lipca 2025

Chiny - Dzień 13 - Szanghaj i powrót do Polski










Dzisiejszy dzień tak w zasadzie polegał na tym, żeby zapełnić nam jakoś czas do momentu, kiedy zostaniemy odwiezieni na lotnisko. Rano pojechaliśmy zwiedzić Świątynię Jadeitowego Buddy. Świątynia jest jedną z najsłynniejszych i najważniejszych świątyń buddyjskich w Szanghaju. Została założona w 1882 roku przez mnicha Hui Gen, który przywiózł z Birmy do Chin dwie cenne figury Buddy wykonane z jadeitu. Jedna z nich, przedstawiająca siedzącego Buddę, znajduje się właśnie w tej świątyni i stanowi jej największy skarb. Siedzący Budda ma około 1,9 metra wysokości i waży ponad 200 kilogramów. Wykonany jest z jednego bloku białego jadeitu. Druga figura, leżącego Buddy, znajduje się w osobnym pawilonie. Na terenie świątyni znajduje się kilka pawilonów, sala wielkiego Buddy, klasztor oraz miejsce do modlitwy i medytacji dla mnichów i wiernych.

Potem pojechaliśmy zobaczyć w ciągu dnia ulicę Nankijską, czyli Nanjing Street, na której byłem już z Ulą w niedzielę wieczorem. Za dnia nie prezentuje się ona jednak jakoś bardzo szczególnie, choć nadal jest na niej bardzo dużo ludzi. Tutaj mieliśmy 2 godziny czasu wolnego i nie za bardzo wiedzieliśmy, co mamy z nimi zrobić. Poszliśmy więc sobie wzdłuż ulicy nad rzekę Huang Po, na deptak Bund, na którym byliśmy wczoraj wieczorem. Potem pochodziliśmy jeszcze trochę po sklepach i o 14:00 mieliśmy obiad w jednej z restauracji w samym centrum.

Po obiedzie pojechaliśmy jeszcze na półtorej godziny na jakiś bazar, który znajdował się w podziemiach, przy stacji metra. Kolejny punkt programu, który był zapychaczem dzisiejszego dnia. Potem w końcu wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy na lotnisko. Byliśmy na nim około 18:00. Po przejściu wszystkich kontroli mogliśmy w końcu zająć miejsca przy bramce i oczekiwać na wejście do samolotu. Do Stambułu dolecieliśmy punktualnie o 22:25. Równie punktualnie kolejny samolot przyleciał do Warszawy i w środę przed południem byłem już z powrotem u siebie w domu.

czwartek, 13 lipca 2023

Teraz Kosowo! (Dzień wylotu) - Dzień 1










Polska pożegnała nas deszczową pogodą. Z Zawiercia na lotnisko w Pyrzowicach wyjechaliśmy godzinie 14. Po szybkiej odprawie pozostało nam ponad godzinne oczekiwanie na wejście do samolotu, do którego wpuszczono nas zgodnie z planem. Gdy już mieliśmy rozpocząć kołowanie kapitan oznajmił nam, że z powodu występujących nad Europą burz, a także z powodu braku odpowiedniej liczby osób pilnujących i obsługujących europejskie niebo (czyli kontrolerów lotów), nasz wylot będzie opóźniony i jak tylko dowie się czegoś więcej, to przekaże nam nowe informacje. Czekaliśmy na nie ponad godzinę i o tyle właśnie nasz lot się opóźnił.

Sam lot był bardzo krótki, bo trwał niecałe półtorej godziny. Minął nam bardzo spokojnie i szybko. Gdy wylądowaliśmy w stolicy Czarnogóry – Podgoricy, to słońce chyliło się już ku zachodowi. Zanim biuro Rainbow rozlokowało wszystkich pasażerów do podstawionych na lotnisko autokarów, minęło kolejnych kilkanaście minut i kiedy w końcu już ruszyliśmy do hotelu zrobiło się już ciemno. Na dodatek trafiliśmy tak, że nasz hotel był na samym końcu, a po drodze zatrzymywaliśmy się jeszcze w trzech innych miejscowościach. Do hotelu Prego, w którym dzisiaj śpimy, w miejscowości Ulcinj, dojechaliśmy przed godziną 23. Miłym zaskoczeniem było dla nas to, że w hotelowej restauracji czekano na nas z kolacją, która była wyjątkowo dobra. Sam hotel również jest bardzo przyjemny. Zaraz idziemy spać, a jest krótko przed północą. Jutro jedziemy w góry Czarnogóry, a potem, na nocleg, już do Kosowa.

A poniżej trasa naszej objazdówki z biurem Rainbow:

niedziela, 13 listopada 2022

Iran - dzień 17










Ostatni dzień to tak naprawdę tylko przelot, na raty, samolotem do Warszawy. Na raty, bo znów czekała nas przesiadka w Stambule. Lot do Stambułu minął nam bardzo szybko, bo oglądaliśmy sobie film: „Top Gun: Maverick”, a dotatkowo jeszcze siedziałem przy oknie, więc mogłem podziwiać bardzo ładne widoki.

O ile w drodze do Iranu mieliśmy z Warszawy opóźnienie i samolot do Teheranu właściwie musiał na nas czekać w Stambule, o tyle w drodze powrotnej czekał nas siedmiogodzinny odpoczynek na stambulskim lotnisku. Nawet się zastanawialiśmy, czy nie wyskoczyć choć na chwilę żeby pozwiedzać na szybko miasto, ale zdecydowaliśmy się nie ryzykować, bo było jednak za mało czasu, tym bardziej, że z lotniska do centrum trzeba jechać ponad godzinę samochodem. No i okazało się, że ta „za krótka” przesiadka być może była dla nas zbawienna. Kiedy spokojnie czekaliśmy sobie na lotnisku na samolot do Warszawy, w centrum Stmbułu doszło około godziny 16.00 do zamachu terrorystycznego, w którym zginęło 6 osób a ponad 50 zostało rannych. Ktoś albo coś tam na górze chyba nad nami jednak czuwa… Do Warszawy dolecieliśmy około godziny 18.00. Tak oto zakończyła się moja kolejna wyprawa w świat. Ciekawe jaka będzie kolejna?