Rok 2026 rozpoczynam mocnym akcentem podróżowym. Już na samym początku stycznia wyjechałem, razem z Ulą, na tygodniową wycieczkę objazdową po Omanie. Tym razem, podobnie jak w zeszłym roku do Chin, wycieczkę wykupiliśmy w biurze Rainbow. Lot czarterowy z Warszawy trwał prawie 7 godzin. Wylecieliśmy przed 6 rano. Miałem miejsce przy oknie, więc mogłem robić zdjęcia, a było kilka fajnych widoków. Po wylocie z Warszawy przez długi czas było widać tylko chmury. Dopiero nad Turcją chmury zniknęły i można było zacząć oglądanie widoków za oknem. Mijaliśmy między innymi Wulkan Nemrut (mimo tej samej nazwy, jest to zupełnie inny szczyt niż góra, na której znajduje się słynne stanowisko archeologiczne i na której byłem w czasie wycieczki do Turcji w 2021 roku), Jezioro Van z wyspą Akdamar (którą również zwiedzałem), a w oddali widać było również Ararat. Potem widzieliśmy deltę Eufratu i Tygrysu oraz lecieliśmy nad Zatoką Perską, nad którą widać było z samolotu Kuwejt, a później również Katar i Bahrajn. Później przelatywaliśmy nad Dubajem (niestety z naszej strony nie było widać głównych wysp na jego wybrzeżu), aż w końcu wlecieliśmy w przestrzeń powietrzną Omanu. W Salalah wylądowaliśmy, według tutejszego czasu, o godzinie 16:00.
Salalah to drugie co do wielkości miasto Omanu i stolica południowego regionu Dhofar, położona nad Morzem Arabskim. Jest znana z wyjątkowego klimatu monsunowego khareef, który latem zamienia okolicę w zieloną, chłodniejszą oazę – zupełnie inną niż pustynny obraz reszty kraju. Miasto ma długą historię związaną z handlem kadzidłem i od wieków było ważnym punktem na szlakach handlowych Oceanu Indyjskiego. Dziś Salalah łączy nowoczesność z tradycją: spokojne tempo życia, szerokie plaże, palmy kokosowe i zapach kadzidła tworzą jego charakterystyczną atmosferę. Salalah często nazywana jest również perfumeryjną stolicą Arabii, ze względu na tradycję frankincense i jego aromat. Frankincense to po polsku kadzidło olibanowe (w Omanie nazywane luban). Jest to naturalna żywica aromatyczna pozyskiwana z drzew z rodzaju Boswellia. Najcenniejsza odmiana pochodzi właśnie z południa Omanu, z tutejszego regionu. Żywicę uzyskuje się przez nacinanie kory drzewa, z której wypływa mlecznobiała substancja, która po zastygnięciu tworzy małe, jasnożółte lub bursztynowe „łzy”. Po spaleniu wydziela ona ciepły, żywiczny, lekko cytrusowy i balsamiczny zapach. Od tysięcy lat frankincense było palone jako kadzidło (w domach, świątyniach, meczetach), używane do perfum i olejków, traktowane jak towar luksusowy, cenniejszy kiedyś niż złoto oraz wykorzystywane w medycynie i miejscowych rytuałach.
O tym, że Salalah perfumami stoi mogliśmy się przekonać na własnej skórze (i to dosłownie) już dzisiaj, kiedy poszliśmy coś zjeść do miejscowej galerii handlowej. Zanim doszliśmy do strefy z jedzeniem, byliśmy kilka razy zatrzymywani przez sprzedawców najróżniejszego rodzaju perfum, którzy dawali nam próbki zapachów do powąchania. Zapachy były naprawdę bardzo ładne i, choć nie zamierzałem w Omanie kupować perfum, to teraz poważnie się zastanawiam nad ich zakupem. Jutro cały dzień będziemy zwiedzać miasto, więc zapewne będziemy mieli nie raz okazję kupić miejscowe wyroby, w tym również i perfumy.