Samolot do Salalah miał około godziny opóźnienia, ale to nie miało dla nas większego znaczenia, bo i tak po przylocie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby zdążyć się przepakować, zjeść lunch i jeszcze chwilkę odpocząć, zanim ruszyliśmy jeepami na pustynię.
Po drodze na Rub al-Chali mieliśmy jeszcze 2 przystanki. Pierwszy był przy Wadi Dawkah czyli Dolinie Kadzidłowca. Dolina położona jest około czterdziestu kilometrów na północ od Salalah. W starożytności odgrywała ona kluczową rolę w produkcji kadzidła, jednego z najcenniejszych towarów świata antycznego. Cały obszar słynie z naturalnych skupisk drzew kadzidłowca właściwego, czyli Boswellia sacra, z których pozyskuje się aromatyczną żywicę znaną jako frankincense. Drzewa te są bardzo dobrze przystosowane do tutejszego surowego, pustynnego klimatu i potrafią rosnąć na skalistych zboczach oraz w suchych korytach okresowych rzek. Wadi Dawkah stanowi najlepiej zachowany i największy chroniony las tych drzew w Omanie, a jego krajobraz do dziś przypomina środowisko, w którym przez tysiące lat funkcjonował handel kadzidłem. To właśnie stąd żywica trafiała na szlaki karawanowe prowadzące przez Półwysep Arabski do portów nad Morzem Czerwonym i Śródziemnym, skąd była dalej rozprowadzana do Egiptu, Grecji i Rzymu, gdzie używano jej w obrzędach religijnych, medycynie i perfumerii. Znaczenie Wadi Dawkah polega więc nie tylko na wartości przyrodniczej, ale także na jego ścisłym związku z historią gospodarki i kultury całego starożytnego Bliskiego Wschodu, ponieważ to dzięki takim miejscom jak ta dolina możliwy był rozwój potężnych ośrodków handlowych, w tym miast nabatejskich. Z tego powodu Wadi Dawkah zostało włączone w skład zespołu „Krainy Kadzidła” i wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako żywe świadectwo cywilizacji opartej na handlu jednym z najcenniejszych surowców starożytności.
Drugi przystanek był przy stanowisku archeologicznym Shisr (Wubar). Wubar to legendarne miasto związane z handlem kadzidłem, którego istnienie przez wieki balansowało na granicy mitu i historii. W źródłach arabskich oraz w Koranie pojawia się jako bogate i dumne miasto, które dzięki kontroli nad szlakami handlowymi zgromadziło ogromne bogactwa, lecz zostało zniszczone w wyniku boskiej kary lub katastrofy naturalnej. Przez długi czas badacze uważali Wubar za czysto mityczne miejsce, podobne do Atlantydy pustyni, aż do końca XX wieku, kiedy to badania satelitarne i wykopaliska archeologiczne w tym regionie doprowadziły do odkrycia stanowiska Shisr, które wielu uczonych uznaje za historyczny odpowiednik Wubaru. Znaleziono tam ruiny ośmiobocznej fortecy, studni oraz ślady intensywnego ruchu karawan, co potwierdza, że było to ważne centrum kontrolujące handel kadzidłem, a nie wielka metropolia w nowoczesnym sensie. Zniszczenie tego miejsca nastąpiło prawdopodobnie w wyniku zapadnięcia się gruntu nad znajdującym się tu systemem jaskiń i studni, co mogło nastąpić w wyniku silnego trzęsienia ziemi i dało początek opowieściom o mieście pochłoniętym przez pustynię. Wubar pozostaje więc symbolem zarówno rzeczywistej potęgi handlu kadzidłem w starożytnej Arabii, jak i ludzkiej skłonności do tworzenia legend wokół miejsc, które zniknęły z map, ale przetrwały w pamięci kulturowej.
Przed wjechaniem na piaszczyste wydmy pustyni zatrzymaliśmy się na chwilę przy niewielkiej prywatnej hodowli wielbłądów. Kierowcy w tym czasie spuścili powietrze z opon, żeby móc bez problemów jeździć po piasku, a my mieliśmy okazję zobaczyć zwierzęta, napić się wielbłądziego mleka i przygotować do wjazdu na wydmy.
Rub al-Chali to największa pustynia piaszczysta na świecie, zajmująca około 650 000 km². Jej rozległe, złociste wydmy, niekiedy sięgające ponad 250 metrów wysokości, tworzą niemal nieprzerwaną powierzchnię piasku. Pustynia jest ekstremalnie sucha i niezamieszkana, co sprawia, że przez wieki była niemal całkowicie niedostępna dla ludzi, stąd jej angielska nazwa „Empty Quarter”.
Na terenie Omanu znajdują się jej południowo-wschodnie regiony, w tym prowincja Dhofar. Zwiedzanie tej części pustyni jest możliwe głównie w formie zorganizowanych wypraw samochodowych jeepami, często połączonych z noclegiem w namiotach i obserwacją zachodu oraz wschodu słońca nad wydmami. Podczas takich wycieczek można podziwiać nie tylko imponujące krajobrazy, ale też unikalną roślinność pustynną i dziką przyrodę przystosowaną do skrajnie suchych warunków, a nocą przepiękne i przede wszystkim wyraźnie widoczne, intensywnie rozgwieżdżone niebo. Ze względu na surowość terenu i brak infrastruktury, Rub al-Chali w Omanie nie jest miejscem dla samodzielnych wędrówek – konieczni są przewodnicy oraz specjalistyczny sprzęt. Wyprawy pozwalają jednak poczuć ogrom i ciszę tej legendarnej pustyni, która od wieków fascynuje podróżników, badaczy i miłośników ekstremalnych krajobrazów.
Aby
obejrzeć zachód słońca nad pustynią podjechaliśmy do wysokich piaszczystych
wydm. Tutaj mogliśmy wejść na szczyt wydm i poszukać miejsca do spokojnego
delektowania się zachodzącym słońcem. Tak miało to się odbyć w teorii.
Rzeczywistość jednak okazała się nieco inna. Komercjalizacja wypraw na pustynię
doprowadziła niestety do tego, że przyjeżdża tutaj z miesiąca na miesiąc coraz
więcej ludzi i nie wszyscy niestety zainteresowani są oglądaniem zachodów
słońca. Wokół panował niestety ogromny ruch i trudno było znaleźć miejsce, żeby
w spokoju i samotności delektować się bezmiarem pustyni. Dodatkowo na tutejsze
wysokie i strome wydmy bez przerwy próbowały wjeżdżać samochody z miejscowymi
oraz turystami, wśród których dominowali Rosjanie, dla których Oman jest niestety
od niedawna krajem otwartym. Słychać było również ryk silników motocykli
jeżdżących po wydmach. W takich warunkach nie dało się więc długo wytrzymać.
Tuż po tym, jak słońce schowało się za horyzont, wróciliśmy do samochodów i
pojechaliśmy na nocleg, który mieliśmy dzisiaj w namiotach, a do którego
dojechaliśmy już po zapadnięciu zmroku. Mi i Uli trafił się namiot w kształcie
igloo, który okazał się być cieplejszy w środku niż standardowe namioty, które
miała większość naszej grupy, a jak wiadomo noce i poranki na pustyni są
naprawdę chłodne.
Po kolacji poszliśmy na oglądanie gwiazd, a następnie na ognisko, przy którym każdy z nas mógł opowiedzieć o swoich wrażeniach z pobytu w Omanie. Gdy mieliśmy już iść spać zobaczyliśmy (i przede wszystkim usłyszeliśmy), że w naszym obozie odbywa się jakaś głośna zabawa. Okazało się, że była to impreza integracyjna omańskiej firmy związanej z produkcją i sprzedażą kurczaków. Poszliśmy zobaczyć, jak bawią się Omańczycy i od razu zostaliśmy zaproszeni do wspólnej zabawy oraz sportowej rywalizacji. Szybko okazało się, że nie mamy sobie równych i Polska okazała się górą w konkursie przeciągania liny, a ja dodatkowo wygrałem rywalizację indywidualną w… biegu w workach 😊. W nagrodę za wygraną otrzymaliśmy perfumy, medale oraz okazałe puchary (jeszcze nie wiem, jak ja go przewiozę do Polski). Na koniec był nawet krótki pokaz fajerwerków! Impreza była naprawdę udana i bardzo dobrze się na niej bawiliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz