Dzisiaj na wycieczkę wyjechaliśmy dopiero o 9:30. Dojechaliśmy do portu, ale tym razem innego, dla małych statków turystycznych, bo płynęliśmy dziś małym stateczkiem ze szklanym dnem, choć to szklane dno nie było zbytnio efektowne i niewiele było przez nie widać. Dzisiejszy dzień w całości poświęciliśmy na zwiedzanie najmniejszego parku narodowego na Seszelach – Morskiego Parku Narodowego Sainte Anne.
Park ten to pierwszy i najstarszy park morski Seszeli, utworzony w 1973 roku, obejmujący sześć wysp i otaczające je wody. Jest położony tuż przy wyspie Mahé i został stworzony w celu ochrony bogatej i wrażliwej przyrody morskiej oraz wysp koralowych, które są siedliskiem wielu endemicznych gatunków. W jego wodach znajdują się kolorowe rafy koralowe, różnorodne ryby tropikalne, żółwie morskie i płaszczki, co czyni park idealnym miejscem do snorkelingu i nurkowania. Wyspy parku, takie jak Île Sainte Anne, Île Cerf czy Île Longue, zachowały swój dziewiczy charakter – porośnięte są palmami i roślinnością przybrzeżną, z piaszczystymi plażami i płytkimi lagunami. Park pełni również funkcję edukacyjną i rekreacyjną, pokazując, jak ochrona środowiska może współistnieć z turystyką, a jego wody i wyspy są starannie monitorowane, aby zachować równowagę ekosystemu.
Pierwszą atrakcją miało być oglądanie rafy koralowej przez dno naszej łodzi, ale dzisiaj był silny wiatr i woda była mocno zmącona, więc niewiele było widać. Zaraz potem zatrzymaliśmy się na karmienie rybek. Dostaliśmy chleb i mogliśmy patrzeć jak rybki rzucają się na nasze jedzenie. Główną atrakcją dzisiejszego dnia było snorkelingowanie na rafie koralowej i oglądanie kolorowych rybek. Spędziliśmy w wodzie prawie godzinę. Zrobiłem mnóstwo zdjęć, ale nie byłem pewien, czy w ogóle wyjdą, ale jak się później okazało w hotelu, duża ich część wyszła znakomicie, co można zobaczyć poniżej.
Podczas snorkelingu widziałem głównie małe, kolorowe rybki, które dosłownie otaczały nas ze wszystkich stron. Pływały tuż nad rafą i między koralowcami, tworząc żywą, migoczącą mozaikę barw – od intensywnego błękitu i turkusu, przez słoneczną żółć, po neonowy róż, czerwień i głęboką purpurę. Były też i czarne rybki. Zdarzały sie nawet całe ich ławice. Niektóre miały delikatne paski, inne kontrastowe plamki albo fantazyjne wzory, jakby ktoś ręcznie je malował. W niezwykle czystej wodzie ich kolory wydawały się jeszcze bardziej nasycone, a słoneczne światło dodawało całości niemal bajkowego charakteru.
Po snoreklingu podpłynęliśmy do Wyspy Moyenne, na której mieliśmy jeść lunch. Jednak przed lunchem mieliśmy jeszcze zaplanowane zwiedzanie wyspy. Île Moyenne to jedna z sześciu wysp w obrębie Saint-Anne Marine National Park. Ma powierzchnię około 10 hektarów i jest jedną z najmniejszych, ale jednocześnie najbardziej charakterystycznych wysp parku. Wyspa zasłynęła dzięki Brendonowi Grimshawowi, brytyjskiemu dziennikarzowi, który kupił ją w latach 60. XX wieku i przez kilkadziesiąt lat niemal samodzielnie przekształcił ją w rezerwat przyrody. Sadził tu rodzime drzewa, odtwarzał naturalną roślinność i sprowadzał zagrożone gatunki, dzięki czemu Île Moyenne stała się przykładem udanej ochrony środowiska prowadzonej przez jedną osobę. Dziś wyspa znana jest przede wszystkim z dużej populacji olbrzymich żółwi Aldabra, które swobodnie się po niej poruszają, oraz z gęstego, tropikalnego lasu pełnego ptaków, jaszczurek i endemicznych roślin. Nie ma tu hoteli ani infrastruktury turystycznej w klasycznym sensie – jest jedynie kilka ścieżek spacerowych, niewielkie plaże i proste miejsca do odpoczynku. Wyspa jest często opisywana jako naturalny ogród botaniczny pośrodku oceanu. Dla wielu osób stanowi symbol tego, jak ochrona przyrody może iść w parze z szacunkiem dla naturalnego krajobrazu, bez masowej turystyki i zabudowy.
Podczas spaceru po wyspie mieliśmy okazję oglądać i karmić ogromne żółwie. Widzieliśmy najstarszego żółwia na wyspie, oznaczonego numerem 23, który liczy sobie 180 lat. Jeden z żółwi ugryzł Hanię, która nieostrożnie karmiła go liśćmi, ale na szczęście ugryzienie okazało się niegroźne, więc wszystko skończyło się jedynie na strachu. Byliśmy na kilku punktach widokowych, z których mogliśmy podziwiać nieziemskie widoki na ocean oraz okoliczne wyspy, a także na niewielkim cmentarzu, na którym pochowany jest Brendon Grimshaw.
Po zwiedzeniu wyspy mieliśmy lunch w znajdującej się na wyspie restauracji, a później wróciliśmy do łodzi i popłynęliśmy na sąsiednią Île Ronde, na której znajduje się luksusowy pięciogwiazdkowy hotel. Nie przypłynęliśmy jednak do niej, żeby zobaczyć hotel, tylko po to, żeby pospacerować po znajdującej się tutaj piaszczystej lagunie i wykąpać się w turkusowej wodzie. Nasi przewodnicy obrali również dla nas kokosy, które mogliśmy sobie zjeść i wypić z nich pyszna wodę kokosową (choć było jej bardzo mało). Przed samym wejściem na statek widzieliśmy również, pływającego sobie przy samym brzegu, malutkiego rekinka.
Po wejściu na statek został nam już tylko powrót do portu na Mahe, gdzie zakończyliśmy naszą dzisiejszą wycieczkę. Ponieważ wiał dzisiaj dość silny wiatr, to po powrocie do hotelu, poszedłem jeszcze na „naszą” hotelową plażę i przez kolejne pół godziny bawiłem się na morskich falach. Po wyjściu z morza popływałem sobie jeszcze kilka minut w hotelowym basenie.
A po kolacji postanowiliśmy zejść sobie do baru, w którym DJ puszczał dzisiaj muzykę. Przez dwie godziny dobrze się bawiliśmy, a nawet tańczyliśmy sobie na scenie, razem z innymi hotelowymi gośćmi. I tak minął nam kolejny, znów pełen pozytywnych wrażeń, dzień na rajskich Seszelach.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz